Zakładki:
Ciekawe portale
Medycyna
Ziololecznictwo
Nasze e-Książki
Kategorie: Wszystkie | DR BUDWIG | Gawędy o witaminach i biopierwiastkach | JEDZ ZGODNIE ZE SWOJĄ GRUPĄ KRWI | MEDYCYNA | PSYCHOLOGIA | Seksuologia | ZIOLOLECZNICTWO
RSS
niedziela, 17 maja 2009
Witaminy i biopierwiastki a układ immunologiczny
Co by zatem można poradzić osobom, które czują, że rozwinie się u nich cho­roba przeziębieniowa?

Proponowałbym, poza wszystkimi innymi zasadami właściwego postępowania w takiej sytuacji, zażywać 1-2 g dziennie witaminy C oraz ewentualnie polopirynę.

Czy istnieją naukowe dowody korzystnego wpływu witaminy Q10 na odpor­ność?

Są, i to liczne. Dowodem korzystnego działania witaminy Q10 na układ immunologicz­ny są wyniki badań jej wpływu na przebieg zakażeń oraz niektórych chorób nowotworo­wych. Naukowcy szwedzcy przeprowadzili eksperyment na dwóch grupach myszy, u któ­rych wywołano ciężkie uszkodzenie szpiku kostnego, powodując zmniejszenie liczby „obron­nych" krwinek białych. Zakażono je następnie bardzo groźnymi bakteriami - pałeczkami ropy błękitnej. Jednej grupie podawano witaminę Q10. a drugiej lek pozorny - placebo. Wszystkie myszy z grupy kontrolnej (otrzymującej placebo) zginęły w ciągu dwóch dni, na­tomiast z grupy otrzymującej witaminę Q10 - ponad 50 % przeżyło. Szczególnie interesu­jące są badania nad wpływem witaminy Q10 na rozwój niektórych nowotworów, przy czym wszyscy badacze zajmujący się tym problemem wychodzili z założenia, że ewentualny re­zultat pozytywny może wynikać z wpływu tej witaminy na układ immunologiczny. Przede wszystkim stwierdzono w licznych badaniach, że u chorych z nowotworami dochodzi do znacznego zmniejszenia się stężenia witaminy Q10 we krwi - niekiedy nawet o 60%. Wy­kazano następnie, że podanie tej witaminy chorym otrzymującym leki przeciwnowotwo­rowe wyraźnie poprawiło ich stan kliniczny. W 1988 r. prof. K. Folkers i wsp. opublikowa­li wyniki swych badań dotyczących stężenia witaminy Q10 u chorych na AIDS. Stwierdzili znaczne obniżenie się poziomu tej witaminy, przy czym stopień obniżenia zależał od za­awansowania choroby - czym choroba była bardziej zaawansowana, tym niższy był poziom witaminy Q10. Badacze ci wyciągnęli wniosek, że chorym należy uzupełniać te niedobory. Podano zatem 7 pacjentom z objawami AIDS witaminę Q10. U 5 z nich, równolegle z podwyższeniem stężenia witaminy Q10 we krwi, wystąpiła wyraźna poprawa ich stanu klinicz­nego, utrzymująca się przez 4-7 miesięcy. Niestety, jak dotychczas nikt nie przeprowadził szerszych badań z tego zakresu.

Czy witamina D ma jakiś wpływ na odporność?

Oczywiście, i to niemały. Już wiele lat temu uważano, że umiarkowane nasłonecznie­nie skóry działa prozdrowotnie, ponieważ zwiększa w skórze wytwarzanie witaminy D2 z ergosterolu. Ostatnio dwie niezależne od siebie grupy badaczy stwierdziły, że aktywna forma witaminy D3 - kalcytriol - wzmaga aktywność makrofagów, dużych komórek z gru­py krwinek białych, odznaczających się wyjątkowo sprawnością w „pożeraniu" bakterii. A zatem witamina D jest bardzo ważna dla funkcjonowana układu immunologicznego. W każdym razie należy zwracać uwagę, aby nie dopuścić nawet do nieznacznych jej nie­doborów.

A jaka jest rola witaminy E w odporności?

Witamina E, jak już wspomniałem, jest antyoksydantem, a także bardzo silnym immu­nostymulatorem. Jako antyoksydant zabezpiecza organizm przed toksycznymi wolnymi rodnikami, które odgrywają istotną rolę w procesie starzenia się i w procesie karcyno­genezy. Są również dowody wskazujące, że witamina E blokuje prostaglandyny, hormo­ny tkankowe, które tłumią odpowiedź immunologiczną. Witamina E chroni poza tym bło­ny komórkowe, zmniejszając ich przepuszczalność. Stwierdzono, że po obniżeniu się stę­żenia witaminy E w organizmie, zmniejsza się jego odporność i często dochodzi do zaka­żeń. Z drugiej strony wysokie stężenie tej witaminy wiąże się najczęściej ze zwiększeniem odporności. W jednym z badań stare myszy otrzymywały olbrzymie dawki witaminy E - 17 razy większe niż ich zapotrzebowanie dzienne. Uzyskano bardzo znaczne zwiększenie ich odporności. Zakłada się, że hipowitaminoza E prowadzi do zwiększonego ryzyka zacho­rowania na raka. W pewnym badaniu klinicznym stwierdzono, że w grupie osób z najwyż­szym poziomem stężenia witaminy E we krwi częstość występowania raka była ok. 2,5-krotnie mniejsza niż u ludzi z niskim stężeniem tej witaminy.

Do właściwej aktywności układu immunologicznego niezbędne są również niektóre biopierwiastki. Które z nich są najważniejsze?

Niewątpliwie najważniejszymi dla naszej odporności biopierwiastkami są żelazo, selen i cynk. Pewną rolę odgrywa też miedź.

Żelazo? Przecież żelazo jest potrzebne do wytwarzania barwnika krwi – hemoglobiny. Co ma z tym wspólnego układ odpornościowy?

Żelazo jest niezbędne nie tylko jako składnik hemoglobiny, ale również jako składnik wie­lu enzymów i kofermentów biorących udział w wytwarzaniu energii w komórce - m.in. cy­tochromów, mioperoksydazy, laktoferyny i in. Żelazo jest też ważnym składnikiem białka mięśni - mioglobiny. Niedobór żelaza prowadzi zatem do „duszenia się" komórek z powo­du braku tlenu i energii. Bez stale odnawianej energii układ immunologiczny nie może funk­cjonować.

Ale przecież niedobór żelaza objawia się przede wszystkim niedokrwisto­ścią, która jest łatwa do wykrycia.

Kłopot w tym, że niedobór żelaza niekoniecznie musi objawiać się niedokrwistością. Nieznaczne niedobory żelaza odbijają się przede wszystkim na funkcjonowaniu komó­rek, m.in. komórek mózgu, o czym już mówiłem, ale również komórek układu immuno­logicznego. W niedoborach żelaza zmniejsza się odporność i częściej występują zakaże­nia, m.in. zakażenia grzybami (Candida albicans) i wirusami (Herpes simplex). Stwierdzo­no, że dochodzi wtedy do upośledzenia aktywności i liczby limfocytów T, odpowiedzial­nych za odporność komórkową (fagocytozę). Wykazano, że następuje to wskutek zmniejszenia aktywności reduktazy rybonukleinowej - enzymu niezbędnego do synte­zy kwasów nukleinowych (DNA). Następstwem jest zmniejszenie wytwarzania limfocy­tów T, co upośledza obronę immunologiczną. Niedobór żelaza powoduje zmniejszenie zawartości m.in. laktoferyny, której wydzielanie z mlekiem karmiących matek jest jed­nym z czynników warunkujących odporność niemowląt. Podsumowując - żelazo odgry­wa istotną rolę w reakcjach immunologicznych, ale (uwaga!) nadmiar żelaza jest bardzo szkodliwy, zwiększa wrażliwość na zakażenie.

Podobno selen odgrywa istotną rolę w odporności?

Rzeczywiście selen ma wyjątkowo duże znaczenie dla odporności. Stwierdzono wie­lokrotnie, że podanie selenu w dawkach większych niż wynosi zapotrzebowanie dzien­ne zwiększa znacznie reaktywność układu immunologicznego. Wykazano w doświadcze­niach na zwierzętach, że po podaniu selenu zwiększa się znacznie wytwarzanie przeciw­ciał. Po podaniu selenu razem z witaminą E uzyskano nawet trzykrotne zwiększenie ich wytwarzania. Potwierdzono to w wielu innych badaniach i przy zastosowaniu kilku róż­nych testów. Niedobór selenu zawsze łączy się z upośledzeniem aktywności fagocytów, udowodniono to m.in. w badaniach na psach. Podanie selenu myszom i królikom skra­ca czas odrzucania przeszczepu - jest to zatem dowód na immunostymulację. Nie wia­domo jaki jest mechanizm tego działania. Być może witamina E, jaki inne antyoksydan­ty hamują wytwarzanie prostaglandyn, które działają immunosupresyjnie. Niektórzy przypuszczają, że selen, tak jak inne antyoksydanty, ochrania makrofagi przed niszczą­cym działaniem wolnych rodników. W każdym razie stężenie selenu we krwi ludzi chorych na AIDS jest znacznie obniżone. Ponieważ AIDS charakteryzuje się zmniejszeniem odporności, można wnioskować, że pomiędzy tymi faktami istnieje jakiś związek - być mo­że przyczynowy.

A co z cynkiem?

Cynk jest rekordzistą wśród biopierwiastków i powinien być wpisany do księgi Guines­sa - uczestniczy w działaniu oraz warunkuje aktywność ponad 200 różnych enzymów. Trud­no nawet wymienić wszystkie enzymy, które bez cynku nie mogą funkcjonować. Z tego po­wodu nie ma drugiego takiego biopierwiastka, który w tak szerokim zakresie warunkuje czynności życiowe komórki. Jest on przede wszystkim niezbędny do syntezy białek i kwa­sów nukleinowych. A zatem wytwarzanie się nowych komórek i ich podział zależy w okre­ślonym stopniu od cynku i jego stężenia. Z tego powodu właśnie cynk odgrywa tak istotną rolę w odporności, zwłaszcza w odporności komórkowej, wymagającej intensywnego dzie­lenia się komórek układu immunologicznego. Klinicznym dowodem roli cynku w procesach odpornościowych jest jego korzystny wpływ na przebieg zakażeń, zwłaszcza wirusowych. Cynk nazwano z tego powodu „najdzielniejszym wojownikiem przeciwzakażeniowym". Po­dawanie przez miesiąc cynku (np. siarczanu cynku w dawce 200 mg 2 razy dziennie, a za­tem w dawce przekraczającej 20-krotnie zapotrzebowanie dzienne) zwiększa liczbę limfo­cytów T u ludzi w sędziwym wieku (powyżej 70 lat). Kilkanaście lat temu wyhodowano mu­tanty owiec z defektem wchłaniania cynku z przewodu pokarmowego. U owiec tych docho­dziło do zahamowania wzrostu oraz szczególnej wrażliwości na zakażenia. Bez podawania im cynku - owce te zdychały. Stwierdzono, że miały one uszkodzoną odporność komórko­wą - wytwarzanie przeciwciał natomiast nie było zahamowane. Są również przypadki, bar­dzo rzadkie na szczęście, defektu genetycznego wchłaniania cynku u ludzi. Również dla nich jedynym ratunkiem jest podawanie preparatów cynku w postaci wstrzyknięć. Ale przyczy­ną niedoborów cynku mogą być również błędy dietetyczne, sędziwy wiek i in.

Wobec tego, jak można podsumować znaczenie witamin i biopierwiastków w procesach odpornościowych i w czynności układu immunologicznego?

Z tego, co powiedziałem, wynika, że zarówno niektóre witaminy, jaki liczne biopierwiast­ki są wręcz niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania układu immunologicznego. Można jedynie ubolewać, że tak mało się na ten temat mówi i pisze.
Witaminy i biopierwiastki a układ immunologiczny
W środkach masowego przekazu ciągle mówi się o immunologii, układzie immunologicznym itd. Co to jest i czy można to inaczej określić?

Immunologia jest to nauka o odporności (immunitas - odporność). Jeszcze kilkadziesiąt lat temu używano wyłącznie określenia odporność. Ale przez odporność rozumiemy lub ro­zumieliśmy stan niezapadania na chorobę zakaźną, mimo zetknięcia się z chorobotwórczy­mi drobnoustrojami. Ale jak określić zjawisko odrzucania przeszczepów? To przecież nie obro­na przed zakażeniem, chociaż uczestniczą w tym procesie podobne mechanizmy. Wprowadzono wobec tego termin układ immunologiczny na określenie układu, który stoi na stra­ży nie tylko obrony przed zakażeniem, ale również obrony odrębności naszego organizmu - obrony przed wszystkim, co obce.


Czy układ immunologiczny jest narządem?

Nie - jest to zespół komórek rozmieszczonych w różnych miejscach organizmu, np. w grasicy, w węzłach chłonnych, w śledzionie, w szpiku kostnym. Komórkami tymi są krwinki białe - limfocyty, leukocyty (neutrofile, czyli krwinki białe obojętnochłonne), monocyty i in. Krwinki białe znajdujące się w grasicy nazywamy tymocytami. Odróżnia­my wśród nich: tymocyty T (limfocyty T) odpowiedzialne za obronę komórkową, tzn. głównie za „pożeranie" (fagocytowanie) ciał obcych i bakterii, oraz tymocyty B (limfo­cyty B) odpowiedzialne za obronę humoralną, tzn. za wytwarzanie przeciwciał, czyli biał­kowych substancji, które rozpoznają „wroga", potem go piętnują (oznakowują) i wresz­cie częściowo za pomocą limfocytów T - niszczą. Ale również jeśli będziemy próbować wprowadzić do organizmu jakieś ciało obce (dla naszego organizmu), np. obcą tkankę, a taką jest narząd, który chcemy przeszczepić, organizm się broni i próbuje przeszczep odrzucić. To jest obrona naturalna i w zasadzie korzystna. Ale nie przy przeszczepianiu nowych narządów. Wówczas musimy tę obronę immunologiczną (barierę immunologicz­ną) przełamać.

Układ immunologiczny jest zatem określonym systemem, w pewnym stop­niu zaprogramowanym i autonomicznym. Czy w takim razie mogą mieć na niego upływ witaminy i biopierwiastki?

Jak najbardziej. Z kilkunastu najbardziej znanych witamin aż siedem ma istotne zna­czenie dla funkcjonowania układu immunologicznego, a z biopierwiastków trzy są tak ważne i niezbędne, że bez nich układ immunologiczny nie działa, a organizm nie potrafi się bronić.

Jaką rolę w odporności organizmu odgrywa np. witamina A? Sądzi się po­wszechnie, że jest ona potrzebna do prawidłowego funkcjonowania narzą­du wzroku i właściwego stanu gałki ocznej.

Istotnie, głównymi objawami hipowitaminozy A są zmiany w rogówce oraz kurza ślepo­ta. Ale nie tylko! Przede wszystkim niedobór witaminy A to podstawowe upośledzenie od­porności na choroby zakaźne. Zarówno badania na zwierzętach, jak i na ludziach wskazu­ją, że hipowitaminoza A powoduje fundamentalne upośledzenie obrony przed zakażeniem. Podanie w takich stanach odpowiedniej dawki tej witaminy normalizuje aktywność układu immunologicznego. Wyraża się to we wzmożeniu aktywności komórek biorących udział w reakcjach obronnych. Wykazano to w wielu obserwacjach i badaniach klinicznych. Stwierdzo­no m.in. wyraźne zwiększenie odporności komórkowej, czyli aktywności fagocytarnej, u cho­rych z rakiem płuc, którzy przyjmowali przez 3 tygodnie duże dawki witaminy A. Podawa­niem witaminy A w dużych dawkach przed zabiegiem chirurgicznym można zapobiec cha­rakterystycznemu, pooperacyjnemu obniżeniu odporności. Operacja jest stresem, a każdy stres wywołuje immunosupresję (zahamowanie czynności układu immunologicznego). Chorym z rakiem płuc podawano bardzo duże dawki witaminy A - 1,5 mln j.m. dziennie, a oko­łooperacyjnie - 300 000 - 450 000 j.m. dziennie. Podobnie dużymi dawkami można zapo­biec immunosupresyjnym skutkom rentgenoterapii i chemioterapii przeciwnowotworowej. Dawki te są na granicy, czy może nawet powyżej granicy toksyczności i mogą być stosowa­ne tylko przez krótki czas. Na szczęście okazało się, że podobne rezultaty można uzyskać sto­sując w równoważnych dawkach beta-karoten, pozbawiony właściwie toksyczności.
Stwierdzono również, że duże dawki beta-karotenu umożliwiają u zwierząt laboratoryj­nych podwyższenie dawek naświetlania promieniami rtg, jak również podwyższenie dawek leków cytostatycznych w stopniu wystarczającym do uzyskania w większości wypadków re­gresji (zaniku) guza, przy czym w 92% była to pełna regresja (tzn. zniknięcie guza), bez wzno­wy w ciągu następnych 14 miesięcy. W badaniach na zdrowych zwierzętach wykazano na­stępnie, że podawanie dużych dawek beta-karotenu zwiększa o 30% liczbę limfotycytów ty­pu helper, tzn. pomocniczych. Wielu naukowców sugeruje, że suplementacja beta-karote­nem może być korzystna i pomocna w leczeniu (oczywiście łącznie z innymi lekami) AIDS i niektórych nowotworów.

A inne witaminy?

Do właściwej aktywności układu immunologicznego niezbędna jest m.in. witamina Bi (tiamina) oraz B6 (adermina). Tiaminą można zwiększyć aktywność fagocytarną krwinek białych. Stwierdzono również, że niedobór witaminy B6 powoduje zarówno u zwierząt la­boratoryjnych, jaki u ludzi (zdrowych ochotników) wyraźne zahamowanie układu immu­nologicznego (immunodepresję). Hipowitaminoza B6 występuje często u alkoholików i u lu­dzi starych, a wiadomo, że mają oni obniżoną odporność. Niedawno wykazano, że poda­waniem witaminy B6 można wyraźnie podwyższyć odporność u ludzi w podeszłym wieku. Me to nie są witaminy o największym wpływie na układ immunologiczny.

Wobec tego, które witaminy mają największe znaczenie dla odporności?

Przede wszystkim witamina C oraz Q10. Witamina C jest silnym antyoksydantem i czynni. kiem wzmagającym odporność oraz stymulującym układ immunologiczny. Stwierdzono, że w hi powitaminozie C może dojść do załamania się odporności i do immunosupresji. Witamina C wpływa przede wszystkim na odporność komórkową, czyli na fagocytozę. Podanie witaminy C wzmaga odporność. Prof. Pauling z Kanady, dwukrotny laureat Nagrody Nobla, był entuzjastą witaminy C i jej znaczenia dla odporności organizmu, a zwłaszcza dla profilaktyki i le­czenia przeziębienia. Sugerował on, że zażywanie dużych dawek witaminy C może zapobiegać przeziębieniu oraz znacznie skrócić i złagodzić objawy choroby przeziębieniowej. Aczkolwiek opinia ta wzbudziła i budzi do dziś wiele kontrowersji, to jednak większość lekarzy i naukow­ców uważa, że witamina C może i powinna być stosowana w leczeniu tego schorzenia. W ba­daniu przeprowadzonym na studentach szkoły wyższej w USA, które można uznać w pewnym stopniu za badanie kontrolne, podawano jednej grupie studentów 2 g witaminy C dziennie, a dru­giej - placebo. Następnie studenci ci stykali się z kolegami z chorobą przeziębieniową. Okaza­ło się, że liczba zachorowań nie różniła się w obu grupach, natomiast objawy przeziębienia by­ły dwukrotnie mniej nasilone w grupie otrzymującej witaminę C niż w grupie kontrolnej.

Witaminy i biopierwiastki a nowotwory
Prasa codzienna podała ostatnio sensacyjną wiadomość, że duże dawki witaminy C działają niekorzystnie, jakoby karcynogennie. Czy to prawda?

Opinie te są oparte na obserwacjach wskazujących, że samoistnie powstające od cza­su do czasu komórki przedrakowe ulegają samodestrukcji (samozniczszeniu) przez wol­ne rodniki wodorotlenowe. Witamina C zaś jako antyutleniacz wyłapuje i niszczy te wol­ne rodniki, co może zmniejszyć samounicestwianie się komórek przedrakowych. Teore­tycznie jest to możliwe. Ale prawda nie jest taka prosta. Po pierwsze, anihilacja (niszcze­nie) komórek nieprawidłowych dokonuje się nie tylko za pośrednictwem wolnych rod­ników wodorotlenowych, może nastąpić w wyniku tzw. apoptozy, czyli planowej „śmierci" komórki. Po drugie, obecnie wiadomo, że w obronie przed komórkami nowotworo­wymi organizm wytwarza specjalne przeciwciała. A właśnie witamina C stymuluje układ immunologiczny, odpowiedzialny za produkcję przeciwciał. A zatem , działanie witami­ny C, podobnie jak i innych antyutleniaczy, jest korzystne, również jeśli chodzi o karcy­nogenezę.

Czy witaminę C można stosować w leczeniu nowotworów?

Właśnie tego nie udało się dotychczas wykazać. Wprawdzie słynny noblista Dr Pauling doniósł w swoim czasie o znacznym przedłużeniu życia pacjentów z nowotworami, będą­cych w terminalnym stanie, którym podawano 10 g witaminy C dziennie, ale wyniki te zostały zakwestionowane, ponieważ nie było odpowiedniej grupy kontrolnej. Powtórzo­no badania Paulinga, podając witaminę C w dawce 10 g dziennie przez 15 miesięcy. Nie uzyskano jednakże żadnej wyraźnej poprawy stanu tych pacjentów w porównaniu z pa­cjentami otrzymującymi placebo. Problem wydaje się dotychczas nierozwiązany.

Czy witamina D ma także działanie przeciwnowotworowe?

Tak. Ostatnio pojawiły się doniesienia wskazujące na wpływ witaminy D na prolifera­cję (mnożenie się) komórek oraz na ich różnicowanie się. A wiadomo, że właśnie upośle­dzenie różnicowania się komórek ma istotne znaczenie w procesie karcynogenezy. Należy podkreślić, że witamina D jest silnym immunomodulatorem (immunostymulato­rem), co również odgrywa określoną rolę w procesie karcynogenezy. Ostatnio niektórzy specjaliści wskazują, że suplementacja witaminą D ma pewien wpływ hamujący na powsta­wanie nowotworów. Zmniejsza jakoby częstość pojawiania się raka okrężnicy i raka pier­si. Ponadto wywiera podobno korzystny wpływ w leczeniu niektórych postaci raka. Są spekulacje, że przewlekły niedobór witaminy D sprzyja powstawaniu raka okrężnicy i pier­si. Sugestie te znajdują pewne potwierdzenie w badaniach epidemiologicznych. W Stanach Zjednoczonych stwierdzono korelację między częstością występowania raka okrężnicy i ra­ka sutka a stopniem insolacji (nasłonecznienia) odsłoniętych części skóry. Ponieważ wi­tamina D2 powstaje w skórze z ergosterolu pod wpływem promieni ultrafioletowych, wo­bec tego im mniej słońca, tym potencjalnie większa możliwość niedoboru witaminy D. W 1985r. badacze z San Diego w Kalifornii przeprowadzili trwające 19 lat badania na ok. 2 000 mężczyzn z pewnej firmy w Chicago. Wykazano, że u mężczyzn, u których stwier­dzono raka jelita grubego, spożycie witaminy D i wapnia było znacznie mniejsze niż w gru­pie bez nowotworu. Najważniejszym dowodem na rolę witaminy I) w karcynogenezie i roz­woju nowotworów są doświadczenia z aktywną formą tej witaminy, tj. kalcytriolem. Stwier­dzono, że hamuje on wzrost komórek czerniaka w hodowli tkankowej.

A jak to jestz witaminą E i jej działaniem przeciwnowotworowym?

Przede wszystkim niektóre witaminy działają nie na wzrost i rozwój nowotworów, któ­re już istnieją, tylko na ich wytwarzanie się, czyli na karcynogenezę. Mówimy o ich dzia­łaniu prewencyjnym. Witamina E (alfa-tokoferol) należy do najsilniejszych antyoksydan­tów. Są dowody, że może ona hamować stany przedrakowe raka piersi u kobiet. Niektó­rzy eksperci uważają, że niskie stężenie witaminy E wiąże się ze zwiększonym ryzykiem występowania raka płuc. Naukowcy uzyskali nawet u chomików hamowanie wytwarza­nia się nowotworów przez podanie witaminy E po narażeniu ich na silne substancje ra­kotwórcze. W grupie kontrolnej, nie otrzymującej witaminy E, u wszystkich chomików po­wstały nowotwory. Wykazano również, że witamina E podana łącznie z selenem hamu­je rozwój raka sutka u chomików. Ale jak wiadomo, nie można bezpośrednio i bezkrytycz­nie przenosić wyników doświadczeń na zwierzętach na ludzi.

Czy witamina Q10 ma również działanie przeciwnowotworowe?

Witamina Q10. czyli ubichinon, jest to właściwie quasi-witamina. Jest ona bowiem wy­twarzana w organizmie człowieka. Często jednak w ilościach niewystarczających. Otóż wi­tamina 10, którą określa się inaczej jako koenzym Q10, jest potężnym antyoksydantem i bardzo silnym środkiem stymulującym układ immunologiczny. Naukowcy stwierdzili, że u chorych z nowotworami dochodzi do znacznego zmniejszenia się zawartości koenzy­mu Q10 we krwi. Wykazano, że dodanie tej witaminy do zestawu leków przeciwnowotwo­rowych wyraźnie poprawia stan kliniczny chorych. W badaniach Lockwooda i wsp., wi­taminę Q10 podawano łącznie z innymi antyutleniaczami 32 kobietom z rakiem piersi. U 6 kobiet uzyskano wyraźne remisje, potwierdzone badaniami rtg. U pozostałych 26 pacjen­tek także zauważono poprawę stanu klinicznego, umożliwiającą znaczne zmniejszenie da­wek leków przeciwbólowych (morfiny).

A jak to jest z minerałami?

Rozpocznę od bardzo dziwnego i rzadkiego "minerału" (uważam, że należy używać okre­ślenia - biopierwiastek), a mianowicie molibdenu. Otóż znaczenie tego biopierwiastka w po­wstawaniu nowotworów wykryto przypadkowo, a rozpropagowała to odkrycie seria tele­wizyjnych reportaży na temat Lin Xian, małego rejonu (ok. 40 km2) w prowincji Honan, w Pół­nocnych Chinach. Wykryto, że w tym rejonie wyjątkowo często (najczęściej na świecie), wy­stępuje dość rzadki nowotwór - rak przełyku. Szczegółowe badania wykazały, że gleba w tym rejonie zawiera wyjątkowo mało molibdenu. A ten rzadki biopierwiastek wchodzi w skład pewnego enzymu (reduktaza azotynowa), biorącego udział w redukcji azotynów do amin. Przy niedoborze molibdenu zmniejsza się aktywność tego enzymu i wówczas azotyny prze­kształcają się do nitrozoamin, bardzo silnych substancji karcynogennych. I to było przyczy­ną tak częstego występowania raka przełyku. W wyniku tych badań Chińczycy zaczęli wzbo­gacać ziemię w rejonie Lin Xian w molibden i wkrótce, po raz pierwszy od wielu lat (niektórzy eksperci twierdzą, że od wieków), częstość rozpoznawania raka przełyku zmniejszy­ła się. Niskie stężenie molibdenu i zwiększoną liczbę występowania raka przełyku stwier­dzono również u Murzynów ze szczepu Bantu w Południowej Afryce. Badania eksperymen­talne wykazały, że podawanie molibdenu szczurom chroni je w dużym stopniu przed indu­kowaniem nowotworów przez chemiczne karcynogeny.

W takim razie dlaczego nie podaje się wszystkim ludziom molibdenu pro­filaktycznie – jako ochronę przed nowotworami?

Przede wszystkim nie ma dowodów na to, że dodatkowe podawanie molibdenu ma dzia­łanie ochronne. Obserwacje w Chinach i Afryce wykazały jedynie, że niedobór działa kar­cynogennie, a uzupełnienie tego niedoboru działa ochronnie, i to tylko w stosunku do okre­ślonego typu nowotworu - raka przełyku. Okazuje się, że nie zawsze brak jakiegoś czynnika powoduje chorobę, a jego nadmiar wywiera działanie pro-zdrowotne. Na przy­kład brak witaminy D powoduje krzywicę, ale nadmiar tej witaminy też powoduje odwap­nienie kości.

A jak to jestz selenem? W prasie pojawiły się apele: „jedzcie brokuły, gdyż zawierają życiodajny selen".

Istotnie selen, biopierwiastek śladowy, występujący w minimalnych ilościach w naszym organizmie, jest „minerałem" niezbędnym do życia. Niektórzy określają go pierwiastkiem młodości. Szczury, które otrzymały suplementację selenem, dożyły wręcz zdumiewająco sędziwego wieku czterech lat. Okazało się, że selen wchodzi w skład bardzo istotnego en­zymu - peroksydazy glutationowej. Enzym ten odgrywa kluczową rolę w usuwaniu gro­madzących się w tkankach tlenków i nadtlenków. Czy selen chroni nas przed rakiem? Od­powiedź jest trudna. Badania epidemiologiczne przeprowadzone w Stanach Zjednoczo­nych wykazały wyraźną zbieżność zawartości selenu w glebie, a wtórnie w roślinach ja­dalnych, z umieralnością na nowotwory. Najniższa zawartość selenu w stanie Ohio kore­spondowała z najwyższą śmiertelnością w tym stanie na nowotwory. Odwrotnie z Połu­dniową Dakotą - stwierdzono tam najwyższą zawartość selenu i najmniejszą śmiertelność na nowotwory. Podobne badania wykonano w ponad 20 różnych krajach. Fakty były dość jednoznaczne - czym niższe było spożycie selenu, tym większa śmiertelność na nowotwo­ry, i odwrotnie. Chodziło o takie nowotwory jak białaczka, rak okrężnicy, odbytnicy, pier­si, jajników, prostaty, pęcherza moczowego, skóry i płuc (u mężczyzn). W Wenezueli, gdzie zawartość selenu w glebie i roślinach jest wysoka, zanotowano czterokrotnie mniejszą śmiertelność na nowotwory niż w Stanach Zjednoczonych. Niektórzy badacze wiążą ni­ską zapadalność na raka piersi w Japonii z dość dużym spożyciem selenu. Interesujące jest, że wśród Japonek, które wyemigrowały do Stanów Zjednoczonych, stwierdzono znacz­nie większą zapadalność na raka piersi.

Tego rodzaju badania epidemiologiczne mogą być przypadkowe, zwłasz­cza tak złożonego procesu jakim jest powstawanie raka.

Można się z tym zgodzić, gdyby nie było innego rodzaju badań. Najbardziej przekonują­ce są bowiem doświadczenia na zwierzętach. Wykazano w nich, że podawanie selenu w po­żywieniu lub wodzie w dawkach 0,5-6 p.p.m. (parts per million) znacznie zmniejsza częstość występowania raków wątroby, piersi i okrężnicy. Stwierdzono, że w grupie kontrolnej rak piersi (samoistny) wystąpił u 82%, a w grupie otrzymującej selen - tylko u 10%. Należy wy­jaśnić, że doświadczenia te zostały wykonane na specjalnym szczepie myszy, z dużą skłon­nością do samoistnych raków sutka. A zatem, selen podawany w dawkach powyżej zapotrze­bowania dziennego hamuje powstawanie nowotworów, przynajmniej u niektórych, ale trud­no wykluczyć, czy nie u wszystkich zwierząt. Wyniki te wskazują na raczej prewencyjne, a nie lecznicze działanie selenu. Wykazano, że suplementacja selenem może hamować wznowie­nie raka sutka u szczurów, po uzyskaniu remisji lekami przeciwnowotworowymi.

Wniosek wydaje się więc oczywisty – jedzmy brokuły; nie zaszkodzą, a mo­że pomogą.

Na pewno wniosek ten jest słuszny - jedzmy brokuły lub inne pokarmy zawierające du­żo selenu.
Witaminy i biopierwiastki a nowotwory
Co pewien czas ukazują się w prasie sensacyjne informacje o działaniu przeciwnowotworowym różnych witamin, a nawet niektórych biopier­wiastków. Ile jest w tym prawdy?

Przede wszystkim należy odróżnić hamowanie procesu powstawania nowotworów, czy­li karcynogenezy, od hamowania rozwoju już istniejących nowotworów, czyli działania prze­ciwnowotworowego. W wytwarzaniu się nowotworów uczestniczy wiele czynników. Mó­wimy, że nowotwór to „zbuntowane" komórki, które nie chcą podporządkować się prawom organizmu. Ten „bunt" może powstać pod wpływem czynników fizycznych (np. promienie jonizujące, m.in. promienie rtg, radu i in.), czynników chemicznych (środki karcynogen­ne zawarte np. w smole pogazowej, dymie tytoniowymi in.) oraz czynników biologicznych (np. wirusów onkogennych). Stwierdzono jednakże, że ten sam czynnik rakotwórczy mo­że wywołać raka lub nie - zależnie od dodatkowych czynników, do których należą niektó­re witaminy i biopierwiastki. Witamina A oraz jej prowitamina beta-karoten, witaminy C, E i Q10 mają istotny wpływ na powstawanie nowotworów. Obecność tych witamin, i to w od­powiedniej ilości, może bardzo skutecznie zmniejszać niebezpieczeństwo wytworzenia się nowotworu. I odwrotnie - niedobór tych witamin sprzyja powstawaniu pewnych rodza­jów nowotworów. Podobnie jest z niektórymi biopierwiastkami, a zwłaszcza z molibdenem, miedzią, selenem, a nawet wapniem. Ich niedobór sprzyja powstawaniu niektórych nowo­tworów, co wykazano nie tylko u zwierząt, alei u ludzi. Nie ma natomiast dowodów, że wi­taminy i biopierwiastki działają przeciwnowotworowo. To oznacza, że jeśli ktoś już ma no­wotwór, to podanie mu wymienionych witamin i biopierwiastków nie wyleczy go z choroby. Niektóre z tych witamin (C, Q10) i biopierwiastków (selen, miedź) działają pobudza­jąco na układ odpornościowy, co niewątpliwie może zwiększyć skuteczność równocześnie zastosowanych leków przeciwnowotworowych, np. cytostatyków.

Trudno sobie wyobrazić, aby hipowitaminoza mogła sprzyjać powstaniu ra­ka. Gdyby to była prawda, należałoby alarmować, informować i podawać zapobiegawczo te witaminy i biopierwiastki. Dlaczego o tym się nie mówi?

Mówi się, mówi. Ale w ogromnym „szumie informacyjnym" ta informacja może nic do wszystkich dotarła i nie została odpowiednio uwypuklona. Przedstawię działanie antykar­cynogenne witamin na przykładzie witaminy A. Pod względem wpływu na powstawanie no­wotworów można postawić znak równości między witaminą A a rozpuszczalną w wodzie prowitaminą beta-karotenem (pomarańczowy barwnik zawarty m.in. w marchwi, pomido­rach, niektórych owocach). Podobne do beta-karotenu efekty wywiera również metabolit witaminy A - kwas retynowy. Stwierdzono przede wszystkim, i to w wyniku obserwacji na tysiącach osób, że niedobór witaminy A zwiększa częstość występowania nowotworów. I od­wrotnie - podawanie witaminy A lub beta-karotenu zmniejsza zapadalność np. na raka płuc u palaczy. Szczególnie przekonujące są wyniki badaczy japońskich. Stwierdzili oni, że u lu­dzi otrzymujących duże ilości beta-karotenu, tzn. spożywających codziennie dużo jarzyn i owoców bogatych w beta-karoten, jest wyraźnie mniejsze ryzyko zachorowania na raka płuc, żołądka i in.
Prowadzone przez ponad 20 lat badania wykazały, że niekorzystne następstwa niektó­rych niewłaściwych nawyków, np. odżywiania się dietą ubogą w zielono-żółte warzywa czy palenia tytoniu, są odwracalne. Byli palacze, którzy zaczęli spożywać odpowiednio dużo be­ta-karotenu, mogą znacznie zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka płuc. Zaobserwowa­no, że u takich „nawróconych" palaczy zmniejszyła się śmiertelność z powodu raka płuc, a licz­ba zejść śmiertelnych z powodu raka żołądka spadła o 25%. Wyniki tych badań zostały po­twierdzone następnie przez naukowców z Harvard University w USA. Stwierdzili oni na pod­stawie obserwacji ponad 1 200 mieszkańców Massachusetts, że u ludzi, którzy spożywali duże ilości marchwi, dyni, pomidorów, sałaty, pomarańcz, truskawek i innych warzyw i owo­ców zawierających dużo beta karotenu - była wyraźnie mniejsza częstość występowania no­wotworów niż u tych, którzy spożywali te produkty w ograniczonych ilościach. Badacze w USA, Norwegii i innych krajach porównywali dietę ludzi zdrowych oraz chorych na no­wotwory przewodu pokarmowego i stwierdzili, że ludzie zdrowi spożywali znacznie wię­cej marchwi, sałaty i świeżych owoców.

To wszystko są jednak dowody pośrednie, a czy są dostępne wyniki badań naukowych?

Owszem, ale na zwierzętach. Jak wiadomo, umiemy już hodować komórki nowotworo­we w specjalnych inkubatorach. Naukowcy stwierdzili, że dodanie do hodowli takich ko­mórek kwasu retynowego hamuje ich transformację nowotworową, indukowaną promie­niowaniem jonizującym, środkami rakotwórczymi lub wirusa in i onkogennymi. Doświad­czenia te powtórzono następnie na zwierzętach ( myszach, szczurach ). Wykazano, że po­danie im kwasu retynowego hamuje efekt karcynogenezy środków rakotwórczych i hamu­je rozwój nowotworów przeszczepialnych. Wyniki te zostały już w pewnym stopniu wyko­rzystane praktycznie. Na przykład w leczeniu niektórych nowotworów skóry stosuje się miej­scowo witaminę A w postaci maści. Korzystne wyniki uzyskano rownież w leczeniu leukoplakii (zmiany na śluzówce jamy ustnej, głównie na języku, które zalicza się do stanów przed­rakowych) oraz w leczeniu ulegających transformacji nowotworowej nadżerek części po­chwowej macicy.



Czy witamina A hamuje powstawanie również innych nowotworów u ludzi?

Tak. Dr Wylie-Roselt w A. Einstein College of Medicine w Nowym Jorku stwierdził, że u ko­biet spożywających z pokarmami niedostateczne ilości witaminy A lub beta-karotenu 3-krot­nie częściej występują zmiany dysplastyczne szyjki macicy, oceniane jako stany przedrako­we. Podobne wyniki uzyskali naukowcy włoscy. Oceniali oni 191 kobiet z rakiem szyjki ma­cicy i taką samą liczbę kobiet zdrowych. Stwierdzili, że kobiety z rakiem szyjki macicy spo­żywały wyraźnie mniej pokarmów zawierających witaminę A lub beta-karoten. Wniosek z tych badań jest oczywisty. W celu zmniejszenia niebezpieczeństwa powstania raka szyjki macicy należy zapewnić właściwą dostawę witaminy A i/lub beta-karotenu. Jako dodat­kowy dowód mogą służyć wyniki badań naukowców kanadyjskich z Vancouver. Wykazali oni, że zażywanie witaminy A w dawce 10 000 j.m. i beta-karotenu w dawce 30 000 j.m. dzien­nie zmniejsza znamiennie niebezpieczeństwo powstania raka jamy ustnej, nawet w grupie osób dużego ryzyka.

Jeżeli witamina A i beta-karoten są takimi znakomitymi środkami hamu­jącymi inicjowanie nowotworów, to czy nie próbowano ich stosować w ce­lach leczniczych?

Tak. O jednym sposobie zastosowania leczniczego witaminy A już wspomniałem - miej­scowo, w postaci maści w raku skóry. Ale były i inne próby. W badaniach doświadczalnych na zwierzętach wykazano, że nawet jeśli zwierzęta te były narażone na działanie środków karcynogennych, a zastosowano beta-karoten w bardzo dużych dawkach, 12 razy większych niż zalecana dawka dzienna nawet po 5-6 tygodniach, to można było ochronić te zwierzę­ta przed powstaniem nowotworu. Oczywiście, im beta-karoten zastosuje się wcześniej, tym lepiej. Dr Seifter uważa, że zażywanie 5-10 mg (25-50 tys. j.m.) beta-karotenu może wywie­rać korzystny wpływ na zapobieganie rozwojowi niektórych nowotworów. Podsumowując - należy rozpropagować, że w zasięgu ręki mamy dostępny bezpieczny i tani środek zmniej­szający ryzyko zachorowania na nowotwory. Jeśli nowotwór już wystąpi - beta-karoten mo­że mieć korzystny wpływ wspomagający.

Czy istnieje pewny sposób na zabezpieczenie się przed rakiem?

Recepty na stuprocentową pewność nie ma. Ale sposobem racjonalnego postępowania rozsądnego człowieka, który przecież stale jest narażony na działanie różnych czynników rakotwórczych, jest jedzenie warzyw. Ludzie spożywający dużo jarzyn są narażeni na mniej­sze ryzyko zachorowania na nowotwory.

Ale czy nie grozi przedawkowanie?

Beta-karoten nie wywiera działania toksycznego. Jest on rozpuszczalny w wodzie i jego nadmiar wydala się z organizmu z moczem. Dr F.L. Meyskens z uniwersytetu w Arizonie stwierdził, że jeśli ktoś przedawkuje beta-karoten, to grozi mu tylko to, że zabarwi się (przej­ściowo) na żółto. Natomiast zupełnie inaczej jest z witaminą A (akseroftolem). Dawki po­nad 50 000 j.m. dziennie zażywane przez kilka miesięcy mogą być toksyczne - hiperwita­minoza A jest groźna.

Czy istotnie udowodniono działanie przeciwnowotworowe witamin C, E i Q10?

Te trzy witaminy należą do antyutleniaczy (antyoksydantów). Witamina C jako bardzo silny antyutleniacz może hamować powstawanie określonych substancji rakotwórczych, m.in. nitrozoamin. Obecnie w niektórych krajach dodaje się witaminę C do wędzonych wędlin, np. bekonu, i innych produktów spożywczych w celu hamowania powstawania nitrozoamin jeszcze przed przedostaniem się do organizmu. Nitrozoaminy znajdują się również w nie­których kosmetykach. Dużą ich ilość zawiera dym tytoniowy. Nawet woda pitna w wielu mia­stach nie jest od nich wolna. Otóż wykazano, że podanie dużych dawek (1g) witaminy C blo­kuje wytwarzanie się nitrozoamin w organizmie człowieka. Witamina C wywiera również pewne działanie zabezpieczające przed dysplazją szyjki macicy, którą uważa się za stan przed­rakowy. Powyższe fakty wskazują zatem na zasadność stosowania witaminy C w dużych daw­kach u wszystkich ludzi z podwyższonym ryzykiem choroby nowotworowej. Wielu eksper­tów uważa, że korzystny wpływ witaminy C na powstawanie nowotworów jest jej najcen­niejszą właściwością. Ochronne (bo tak to trzeba nazwać) działanie witaminy C przed wy­twarzaniem się nowotworów potwierdzają badania epidemiologiczne, wykazujące, że re­gularne spożywanie pokarmów bogatych w witaminę C wyraźnie zmniejsza ryzyko powsta­wania różnych nowotworów, zwłaszcza żołądka i przełyku oraz krtani.
Ostatnio naukowcy w Wielkiej Brytanii wykazali po raz pierwszy bezpośredni związek między stężeniem witaminy C w żołądku a ryzykiem wytworzenia się procesu nowotworo­wego w tym narządzie. Podawali wybranym pacjentom 4 g witaminy C dziennie i stwier­dzili prawie dwukrotne zmniejszenie się występowania, atypowych komórek, charaktery­stycznych dla stanów przedrakowych. Podobne zależności stwierdzono w odniesieniu do zmian przedrakowych w szyjce macicy. Stopień dysplazji był siedmiokrotnie większy u ko­biet, które spożywały witaminę C w dawkach nieco większych niż zalecana dawka dzien­na, w porównaniu z kobietami otrzymującymi nadmiar tej witaminy. Zaobserwowano rów­nocześnie inną zależność - wyraźnie niższą zawartość witaminy C we krwi kobiet z dyspla­zją szyjki macicy niżu kobiet zdrowych. Witamina C i jej rola w karcynogenezie od dawna ekscytowała naukowców. Przede wszystkim stwierdzono, że witamina C dodana do hodow­li komórek ludzkiej białaczki in vitro w (warunkach laboratoryjnych) może tłumić wzrost tych komórek i ich mnożenie się.

Witaminy i biopierwiastki a ludzie w podeszłym wieku
Co to jest starzenie się i jaka jest jego przyczyna?

Najpierw musimy omówić sam proces starzenia, a następnie dopiero zastanawiać się, jak go powstrzymać i czy witaminy oraz biopierwiastki mają w tym udział. Odpowiedzieć na pytanie, co to jest starość, nie jest łatwo - nie można tego określić jednym słowem, czy nawet krótkim zdaniem. Użyteczną definicję starzenia się sformułował Alex Comfort. Brzmi ona następująco: starzenie się charakteryzuje niezdolność utrzymania homeosta­zy (równowagi biologicznej) w warunkach fizjologicznego stresu. A zatem, czy ktoś jest stary, czy nie, często ujawnia się dopiero w sytuacji nadzwyczajnej, stresowej (wg defi­nicji Comforta).

Dlaczego niektórzy ludzie starzeją się szybciej, a niektórzy do późnego wie­ku zachowują pełnię władz umysłowych i fizycznych?

Jest to niewątpliwie prawda. Znamy z historii wybitnych ludzi, zachowujących zadziwia­jącą sprawność umysłową i fizyczną. Winston Churchill w wieku 65-80 lat wykazywał naj­większą aktywność, piastując najwyższe i bardzo odpowiedzialne funkcje. Umarł w wieku 90 lat. Lord Bertrand Russel żył 98 lat i do końca życia był stale aktywny i sprawny. Brytyj­ska „Królowa Matka" Mary skończyła już 90 lat, zdumiewając wszystkich swoją żywotnością. To samo dotyczy artystów. Pianista Artur Rubinstein żył 95 lat, a koncertował jeszcze w wie­ku 80 lat. Pablo Picasso żył lat 92 i do końca życia odznaczał się witalnością. To samo Char­lie Chaplin. Czy to zależało od sposobu życia tych ludzi? Trudno zgodzić się z tym, aby Chur­chill prowadził higieniczny tryb życia. Palił stale ogromne cygara i pił whisky. Wobec tego, co decydowało o długości życia, żywotności i nawet zachowaniu przez nich do końca w pew­nym stopniu młodości?
Nie ulega wątpliwości, że podstawowe znaczenie mają cechy dziedziczne. Mówi się o rodzinach długowiecznych, o rodach długowiecznych czy nawet o narodach długowiecz­nych (Gruzini i górale żyjący w górach Kaukazu, Bułgarzy i in.). Proces starzenia się jest pro­cesem powszechnym. Wszystkie istoty żywe mu podlegają. Każda rodzi się, rozwija, starzeje i umiera. Starzenie się jest procesem destrukcyjnym - dochodzi do zmian morfologicznych i zaburzeń funkcji większości narządów i tkanek. To tak jak z maszyną - po pewnym czasie niektóre części ulegają zużyciu, psują się. Niekiedy „wysiada" instalacja elektryczna, rozregulowuje się współdziałanie części. Często się zdarza, że np. usterka cewki zaplonowej unieruchamia silnik, mimo że inne części maszyny są sprawne. Podobnie z organizmem człowieka. Choruje serce czy nerki, co pociąga za sobą śmierć całego organizmu, mimo że np. mózg, wątroba czy płuca działają sprawnie. Najbardziej pożądane jest równomierne sta­rzenie się całego organizmu - funkcje wszystkich narządów stopniowo ulegają ogranicze­niu i człowiek umiera „ze starości".

A zatem, jeśli jakiś narząd istotny dla życiaprzestaje funkcjonować - czło­wiek musi umrzeć, chyba że potrafimy chory narząd wymienić, np. prze­szczepić od innego człowieka. Ale czym można wytłumaczyć sam proces sta­rzenia się?

Istnieje wiele teorii o naturze starzenia się. Niektóre opierają się na zjawisku uszkodze­nia mechanizmów syntezy białek, inne - na zniekształceniu informacji zakodowanej w DNA. Istnieje teoria zakładająca autoimmunizację, czyli wytwarzanie przeciwciał przeciw­ko własnym komórkom, oraz teorie oparte na zaburzeniu zegara biologicznego i wiele in­nych. Znana jest również teoria wytwarzania się destrukcyjnych wolnych rodników. zwłaszcza rodników wodorotlenowych, które zapoczątkowują samoniszczący mechanizm łańcuchowych reakcji utleniania. Teoria ta może mieć pewne istotne implikacje praktycz­no-kliniczne. Zakładając, że istotnie w procesie starzenia kumulują się w tkankach wolne rodniki wodorotlenowe, można stosować „wyłapywacze" tych rodników (scavengers). Ta­kie właściwości mają m.in. niektóre witaminy, mające właściwości antyoksydantów, jak C. E i Q10. Działanie „odmładzające" witaminy C zbadano m.in. w jednym ze szpitali geriatrycz­nych w Leeds w Anglii. Badania wykonano na 115 pacjentach (mężczyznach i kobietach) w wieku 59-97 lat. Jedna połowa z nich otrzymywała przez miesiąc codziennie 1 000 mg wi­taminy C, druga zaś - placebo. U pacjentów otrzymujących witaminę C stwierdzono wyraź­nie większy apetyt, zainteresowanie otoczeniem i ogólnie dobre samopoczucie. Pacjenci ci wykazywali znamiennie większy wzrost masy ciała i byli znacznie bardziej aktywni. Niektó­rzy wręcz zadziwiali personel medyczny poprawą swojego stanu.
Inną witaminą o właściwościach antyutleniacza, której działanie hamujące udowodnio­no w doświadczeniach na zwierzętach laboratoryjnych, jest witamina Q10. Jest to związek chinonowy, który może występować w postaci utlenionej i zredukowanej. Witamina ta jest jednym z silniejszych i skutecznych „wymiataczy" wolnych rodników. Stało się to podsta­wą do zastosowania witaminy Q10 w próbach przedłużenia życia i zahamowania procesu sta­rzenia. Witamina Q10 chroni komórki przed uszkodzeniami wolnorodnikowymi skuteczniej niż witamina E i w inny sposób. Unieszkodliwia ona bezpośrednio wolne rodniki, stwarza­jąc pierwszą linię ochrony. W 1980 r. Blizniakow opublikował wyniki długotrwałego stosowania witaminy Q10 u myszy. Zwierzęta ją otrzymujące żyły znacznie dłużej niż kontrolne. Średni czas życia myszy kontrolnych wynosił 20 miesięcy, a myszy otrzymujących witami­nę Q10 - 31,2 miesiąca, a załem czas przeżycia był o 56% dłuższy. Myszy otrzymujące wita­minę Q10 wykazywały normalną aktywność, a ich wygląd zewnętrzny był wyraźnie lepszy niż zwierząt kontrolnych. Wyniki tych badań świadczą więc, że podawanie myszom wita­miny Q10 i uzupełnianie jej niedoborów występujących w procesie starzenia się znacznie prze­dłuża ich życie. Trudno wykluczyć, że może odnosić się to nie tylko do myszy.



A jaki jest upływ suplementacji biopierwiastkami na proces starzenia się?

Prawdopodobnie najbardziej spektakularny jest wpływ selenu. Stwierdzono mianowi­cie, że szczury otrzymujące dietę suplementowaną selenem dożywały iście matuzalemowe­go wieku 4 lat. Oczywiście, nie można tego sprawdzić bezpośrednio na ludziach, jednakże badacze amerykańscy stwierdzili, że podawanie niewielkich dawek selenu łącznie z wita­miną E ludziom w podeszłym wieku powoduje wyraźną poprawę ich ogólnego samopoczu­cia i wydolności intelektualnej, zwiększa ich stabilność emocjonalną i in. Poprawę stwier­dzono już po dwóch miesiącach - zwiększyła się ona jeszcze w ciągu roku. Ale i inne pier­wiastki odgrywają określoną rolę, a ich niedobór odbija się na przyspieszeniu procesów sta­rzenia się, m.in. takim pierwiastkiem jest cynk. Dr Roy Hullin badał przez dłuższy czas niedobory cynku u ludzi w sędziwym wieku. Założył, że stany dementywne u ludzi starych mo­gą zależeć w pewnym stopniu od niedoborów cynku w ich diecie. Zbadał 1 200 osób w wie­ku powyżej 65 lat i u 220 z nich stwierdził określone stany dementywne. Zbadał on u nich poziom cynku we krwi i stwierdził, że jest on znacznie niższy niż u osób bez objawów de­mencji. Podobne różnice wykrył również u osób młodszych, poniżej 65 roku życia, z obja­wami demencji. Wiadomo, że w organizmie jest ponad 200 enzymów cynkozależnych. Nie­które, a nawet można powiedzieć, że wiele z nich, warunkują funkcję mózgu. Ludzie starzy odżywiają się na ogół niewłaściwie i dość rzadko spożywają pokarmy szczególnie bogate w cynk, np. mięso i owoce morza. Dr Hullin stwierdził wobec tego, że istnieje zasadność, a na­wet konieczność, uzupełniania diety ludzi starych preparatami cynku.

Dlaczego jednak człowiek się starzeje?

Bo tak są zaprogramowane nasze komórki. Komórki dzielące się są zaplanowane na śred­nio 50 podziałów. Potem giną. Niektóre komórki są potencjalnie wieczne. Po raz pierwszy stwierdził to A. Carrel, który otrzymał za to Nagrodę Nobla. Hodował on tkanki zarodka kur­częcia w specjalnych warunkach, zapewniając stałą dostawę tlenu i substancji odżywczych oraz usuwanie produktów przemiany materii. Tkanki zarodka żyły w takich warunkach przez wie­le lat, zadając w pewnej mierze kłam twierdzeniu, że każda komórka ma zaprogramowaną śmierć. Podobnie można prawie w nieskończoność hodować komórki nowotworowe. Pozo­stałe jednak komórki albo nie dzielą się w ogóle (np. komórki nerwowe neurony, komórki wątroby - hepatocyty), albo mają zaprogramowaną ograniczoną liczbę podziałów. Otoczenie jednak też ma określony wpływ na żywotność komórek, a nawet na liczbę ich podziałów.

Czy można powiedzieć, że w procesie starzenia się istotną role odgrywa pożywienie?

Na pewno tak. Dieta powinna być właściwa zarówno pod względem ilościowym, jaki ja­kościowym. Dotyczy to zwłaszcza ludzi starych, którzy maja upośledzony proces wchłania­nia jelitowego, a relatywnie większe zapotrzebowanie na niektóre witaminy. Wielu eksper­tów przestrzega, że szczególnie u ludzi starych należy dopatrywać się możliwości różnych niedoborów. Łatwiej zapobiec, niż potem wyrównywać ł leczyć następstwa. Odżywianie się byle czym zdarza się często u młodzieży, zwłaszcza ak akademickiej, ale również i u osób starych, częściowo niedołężnych, o ograniczonych środkach finansowych.

Czy są dowody naukowe, potwierdzające wpływ pożywienia na stan psycho­fizyczny ludzi starych?

Oczywiście są. Na uniwersytecie w Nowym Meksyku (USA), eksperci z zakresu geronto­logii, małżeństwo Goodwinów, wykonali badania na 250 ochotnikach mężczyznach i kobietach) w wieku 60-94 lat, o różnym statucie społecznym i poziomie finansowym. U wszystkich zbadano wyjściowe wartości witamin B2, B12, witaminy M (kwasu foliowe­go) i witaminy C. Następnie wszystkich przebadano dwoma testami psychotechnicznymi w zakresie oceny pamięci i myślenia abstrakcyjnego. Stwierdzono, że wszyscy ochotni­cy, u których poziom wymienionych witamin był niski, mieli znacznie gorsze wyniki w obu testach. A zatem niedobór witamin we krwi korelował w pełni z poziomem umysłowym badanych. Dr J. Goodwin uważa, że należy zadbać, aby każdy człowiek w sędziwym wie­ku otrzymywał z pożywieniem odpowiednie dawki witamin. Postuluje on, żeby suplemen­tacja witaminami w domach opieki stała się obligatoryjna - dla dobra pacjentów i per­sonelu. Chirurg, dr Older, stwierdził znaczne obniżenie się stężenia witaminy Bi (tiami­ny) we krwi starych ludzi, poddających się zabiegom ortopedycznym. Towarzyszyły te­mu pewne zaburzenia psychiczne: zespół splątania i upośledzenie logicznego myślenia. Dr Older przypuszcza, że istnieje w tym zakresie związek przyczynowy i uważa za wska­zane uzupełnianie diety chorego przed zabiegiem chirurgicznym odpowiednio dużą daw­ką witaminy Bi.

A jak to jest z chorobą Alzheimera, którą uważa się za chorobę ludzi starych, czy ma na nią wpływ właściwe odżywianie i podawanie witamin?

Owszem. Niektórzy specjaliści uważają nawet, że szczególnie w tej chorobie bardzo istot­ny wpływ na kondycję chorych ma prawidłowe odżywianie i uzupełnianie ich diety wi­taminami. Chorzy z chorobą Alzheimera z reguły nie dbają o właściwe odżywianie i wpa­dają w złe nawyki żywieniowe. Stwierdzono wielokrotnie, że poprawa odżywiania i uzu­pełnianie niedoborów w zakresie witamin i biopierwiastków może znacznie poprawić ich kondycję, do tego stopnia, że nawet mogą być pozostawiani sami bez opieki.

Ciągle się mówi o przedłużaniu życia. Społeczeństwo się starzeje i coraz wię­cej niedołężnych ludzi znajduje się na „garnuszku" ludzi pracujących ak­tywnie. Czy to jest właściwe?

Tak, to prawda. Społeczeństwo starzeje się, długość życia się przedłuża, ale to jest prze­cież ogromne osiągnięcie współczesnej medycyny i służby zdrowia. W Wielkiej Brytanii w 1998 r. żyje 6,6 mln ludzi w wieku 65-79 lat i 2,1 mln w wieku powyżej 80 lat. Według oficjalnych prognoz w roku 2023 w kraju tym będzie żyło 7,9 mln ludzi w wieku 65-79 lat i 2,5 mln w wieku powyżej 80 lat. W tym samym czasie w Stanach Zjednoczonych bę­dzie żyło ponad 50 mln ludzi w wieku powyżej 65 lat, czyli w wieku emerytalnym. 50 mln - to jest w przybliżeniu tyle, ile obecnie wynosi ludność Francji. Jest fundamentalne pytanie i problem nie tylko medyczny, ale również społeczny i polityczny - co z nimi zro­bić? Co robić ze starymi ludźmi? Jak zorganizować im życie, aby byli szczęśliwi i jednocze­śnie nie obciążali społeczeństwa? Nie ulega wątpliwości, że medycyna może jedynie próbować, starać się i dokładać wysiłku, żeby nie tyle przedłużyć życie, ile przedłużyć mło­dość - nie dokładać lat do życia, ale życia do lat. To jest zadanie, w którego realizacji nie­poślednią rolę odgrywa właściwa dieta, zawierająca wszystkie niezbędne witaminy i bio­pierwiastki. Oczywiście nie należy zapominać o higienicznym trybie życia, jak też skru­pulatnym korygowaniu wszelkich pojawiających się nieprawidłowości zdrowia.
Witaminy i biopierwiastki dla kobiet
Czy napięcie przedmiesiączkowe jest stanem chorobowym?

Nie - jest to stan normalny, można go określić jako fizjologiczny, który występuje u więk­szości kobiet w okresie poprzedzającym miesiączkę. Kobiety w tym okresie są zdenerwo wane, nadmiernie drażliwe, ale równocześnie mogą być przygnębione ("w złym nastroju"), Są bez powodu zmęczone i znużone. Bardzo charakterystycznym objawem jest obrzmienie i bolesność sutków. Czasem występują bóle i zawroty głowy.

Jaka jest tego przyczyna?

Następuje zachwianie równowagi hormonalnej. Wydostawaniu się jaja z jajnika, towa­rzyszą różne zmiany w wydzielaniu żeńskich hormonów płciowych - z przysadki i z jajni­ka (gonadotropin. estrogenów i progesteronu).

Czy można pomóc w tym czasie kobiecie?

W pewnym stopniu tak. Można zastosować leki uspokajające, hamujące nadmierne sta­ny pobudzenia i drażliwości. Ale powinien je przepisać tylko lekarz najlepiej ginekolog. Je­żeli stany napięcia przedmiesiączkowego są bardzo nasilone - lekarz może zalecić leczenie hormonalne. Nadmiernemu zatrzymaniu wody, występującemu w tym czasie, można przeciwdziałać dietą małosolną oraz stosowaniem leków moczopędnych.

Czy można wówczas pomóc kobiecie witaminami i biopierwiastkami?

Oczywiście, że tak. Należy stosować witaminę E (tokoferol alfa) oraz witaminę Be (fosforan pirydoksalu). Ponadto można uzupełnić dietę magnezem i cynkiem. Są preparaty wielowitami­nowe przeznaczone specjalnie dla kobiet, zawierające m.in. witaminę E, B6, magnez i cynk.

A co można powiedzieć o menopauzie?

Menopauza, zwana inaczej klimakterium (przekwitanie), jest to ostateczne ustanie mie­siączkowania. Nie jest to stan chorobowy, ale normalny stan fizjologiczny kobiety, będący wyrazem ustania określonych funkcji jajnika, w tym także wydzielania hormonów. Często jest to gwałtowne zachwianie równowagi hormonalnej - przede wszystkim przestają się wy­dzielać estrogeny. Klimakterium występuje zazwyczaj ok. 50 roku życia kobiety, może jed­nak pojawić się nawet u kobiet 40-letnich. Zespól klimakteryjny objawia się, oczywiście po­za brakiem miesiączki, uderzeniami krwi do głowy (najczęściej występujący i najbardziej charakterystyczny objaw), drażliwością, nadmierną pobudliwością z okresami depresji, bez­sennością, trudnością koncentracji uwagi, zaburzeniami pamięci i in. Towarzyszą tym ob­jawom zaburzenia czynności układu krążenia krwi, a mianowicie: kołatanie serca, zimne rę­ce i nogi, bóle i zawroty głowy. W tym okresie kobiety tyją.

A gdzie tu miejsce na stosowanie witamin i biopierwiastków?

Należy założyć, że u kobiety w tym okresie mogą wystąpić niedobory witamin i biopier­wiastków, co dodatkowo przyczynia się do pogłębienia zaburzeń. Uważam, że w tym okre­sie kobiety powinny otrzymywać preparaty wielowitaminowe wzbogacone biopierwiastkami. Najlepiej specjalne preparaty dla kobiet.

Wprawdzie o urodę powinny dbać nie tylko kobiety, ale jak wskazuje życie jest to jednak głównie ich zmartwienie. Co można powiedzieć na temat związku witamin i biopierwiastków z urodą?

Ani witaminy, ani biopierwiastki nie zmienią kształtu nosa czy profilu twarzy. Ale w uro­dzie istotną rolę odgrywa skóra, zwłaszcza na twarzy, oraz włosy. Otóż zarówno biopierwiast­ki jak i witaminy mają istotny wpływ na wygląd włosów oraz na stan i funkcję skóry.
Przede wszystkim w niektórych hipowitaminozach dochodzi do bardzo istotnych zmian skórnych, decydujących o wyglądzie zewnętrznym. Na przykład w hipowitaminozie A następuje nadmierne rogowacenie naskórka, niezależnie od zmian w gałce ocznej (wy­sychanie rogówki i spojówki oraz wtórne zmętnienie i rozmiękczanie rogówki). Jest istot­ne, że również nadmiar witaminy A może powodować uszkodzenie skóry, ze złuszczeniem się nabłonka i wypadaniem włosów.
Istotną rolę w funkcji i wyglądzie skóry odgrywają witaminy. W hipowitaminozie Ba do chodzi do łojotokowego zapalenia skóry. Ale szczególne znaczenie dla skóry ma witamina B6, czyli adermina. Najbardziej charakterystycznym objawem jej niedoboru jest akrodynia, czy­li bolesne zapalenie skóry dłoni, stóp i wystających części twarzy (nos). W hipowitaminozie C naczynia krwionośne stają się kruche i łamliwe, czego następstwem są wybroczyny, m.in. w skórze. Zmiany w skórze występują jako charakterystyczny zespól objawów w hipowitami­nozie PP (pelagra - rumień lombardzki). Ale szczególne znaczenie dla funkcji skóry ma wi­tamina H (biotyna). zwana witaminą przeciwłojotokową.

Czy biopierwiastki mają znaczenie dla czynności i stanu skóry?

Jak najbardziej. W niedoborach cynku występują zmiany skórne, niezależnie od upośledzenia gojenia się ran. W niedoborach miedzi może dojść do charakterystycznych zmian za­barwienia i struktury włosów, które stają się rzadkie i pokręcone.

Wobec tego, czy podawanie wiłamin i biopierwiastków może poprawić stan naszych włosów i skóry?

Ależ tak. Jeśli chodzi o włosy to są specjalne preparaty wielowitaminowe wzbogacone biopierwiastkami. Zresztą wiele szamponów i odżywek do włosów zawiera witaminy.
Szczególne znaczenie dla skóry ma witamina A. Jest co najmniej kilkanaście różnych ma­ści i kremów zawierających tę witaminę. Ale podstawowe znaczenie ma przyjmowanie do­ustnie witamin i biopierwiastków, i to nie tylko w stanach ich niedoborów.

Ostatnio prasa, radio i telewizja robią wiele „szumu" wokół osteoporozy, którą nazywają piętnem kobiet i ludzi starych, a nawet piętnem cywiliza­cji. Stan kości, bo przecież osteoporoza jest to choroba kości, zależy od wap­nia i wiłamin. A jeżeli tak, to dlaczego nastąpiło ostatnio takie pogorsze­nie stanu naszych kości?

Osteoporoza jest tylko jedną z wielu postaci zmian zwyrodnieniowych kości, które na­zywamy osteopatiami. Do osteopatii należy m.in. krzywica (osteopatia wieku rozwojowego), która prowadzi do zniekształceń kości: wyginania kości nóg, wgięcia się żeber, skrzy. wień kręgosłupa i in. Inną formą osteopatii jest osteomalacja - w dużym uproszczeniu można powiedzieć, że jest to krzywica kobiet, zwłaszcza kobiet w ciąży. Obie te postaci chorób polegają na niedostatecznej mineralizacji kości - albo rosnących chrząstek, jak w przypadku krzywicy, albo wytwarzającej się (odtwarzającej się stale) struktury kości, tzw. osteolidu, u kobiet w ciąży. Przyczyną jest niedostatek witaminy D, która warunkuje odpowiednią go. spodarkę wapniem i wbudowywanie się go do struktury kości. Niezmineralizowane kości są miękkie, wyginają się (odkształcają). Jest to prawdziwe nieszczęście. ponieważ nie można powyginanych kości „naprostować". Ale z krzywicą i osteomalacją (rozmiękczeniem kości) spra­wa jest właściwie od lat wyjaśniona. Jeśli dziecko lub kobieta w ciąży będzie otrzymywać od­powiednią ilość witaminy D oraz wapnia, można zapobiec obu tym chorobom. a jeśli już wy­stąpią - skutecznie je wyleczyć lub powstrzymać ich postęp.

Ale jak to jest z osteoporozą? Czy naprawdę jest to taka plaga dzisiejszych czasów?

Trudno powiedzieć, że to jest tylko plaga dzisiejszych czasów. Istotnie. w ostatnich latach osteoporoza występuje niepokojąco często. Według danych epidemiologicznych u 40% męż­czyzn po 60 roku życia i u 80% kobiet po menopauzie można stwierdzić pewien stopień utra­ty masy kostnej na podstawie densytometrii, metody pozwalającej na ocenę gęstości kości. Ale względnie większa częstość osteoporozy wynika nie tylko z błędów odżywiania się (co oczywiście ma podstawowe znaczenie), nie tylko z zanieczyszczenia środowiska i mniejszej ilości promieni ultrafioletowych docierających do odkrytych części naszej skóry, ale również z wyraźnego przedłużenia średniego czasu życia. W końcu XX w. w rozwiniętych krajach Ew ropy średni wiek wynosi ponad 70 lat, a na przełomie XIX i XX wieku wynosił tylko ok. 40 lat, a zatem wydłużył się o 30 lat, czyli o 75%. Osteoporoza ujawnia się w wieku podeszłym - im człowiek żyje dłużej, tym większa jest szansa, że ta choroba się ujawni. Ocenia się, że w USA prawie 20 mln ludzi ma osteoporozę (a zatem ok. 10% ludności), ponad 1 mln ludzi rocznie łamie kości osłabione przez osteoporozę, a ok. 50 000 ludzi ma z tego powodu poważne komplikacje, przy czyni wielu z nich staje się kalekami. Bardzo istotną przyczyną częściowo pozornego zwiększenia się częstości osteoporozy jest postęp w diagnostyce tej choroby. Wprawdzie prześwietlenia promieniami rtg kości były znane już od początku wieku (pierwsze zdjęcie rentgenowskie pokazywało dłoń prof. Roentgena), ale są one w stanie wy kryć utratę masy kostnej w zakresie 10-20%, co jest już, można powiedzieć, „musztardą po obiedzie". Jest to już bowiem bardzo nasilony stopień osteoporozy, trudny do leczenia.

Czy można powiedzieć, że główną przyczyną osteoporozy jest brak wapnia?

Na pewno nie jedyną, ale niewątpliwie główną. Chodzi oczywiście o relatywny niedobór wapnia, tzn. mniejszą dostawę, niż wynosi utrata (z moczem i kałem).
Zalecana dawka dzienna wapnia dla kobiet w ciąży i po menopauzie jest, jak już wspomniałem, prawie trzykrotnie większa niż przeciętna dawka dla dorosłego mężczy­zny.

Co się dzieje z kośćmi, które ulegają osteoporozie?

Należy sobie uświadomić, że kości nie są nie zmieniającym się, stabilnym szkieletem, tak jak np. stalowa konstrukcja budynku. Są żywą tkanką o wcale nie malej intensyw­ności przemiany materii. Upraszczając, można powiedzieć, że organizm przez cały czas wymienia cząsteczki tkanki kostnej - w stanie zdrowia panuje równowaga między pro­cesem resorbowania kości a ich odnową (odbudową). Osteopatie są wypadkową zabu­rzeń procesu resorpcji kości, jej odnowy i mineralizacji. Zadaniem postępowania farma­koterapeutycznego jest wyrównanie tych procesów, ale trzeba pamiętać, że w różnych postaciach osteopatii są różne rodzaje ich zaburzeń. Z tego powodu nie ma schematu po­stępowania terapeutycznego. Należy podawać środki, które mogą normalizować proce­sy leżące u podstaw danej osteopatii, a także jej specjalnej postaci - osteoporozy.

Co powinna robić kobieta w okresie menopauzy, aby nie wytworzyła się osteoporoza?

Najlepszą receptą na profilaktykę osteoporozy u kobiet po menopauzie jest podawa­nie estrogenu z progesteronem i wapniem. Niektórzy lekarze radzą dodawać również fluor, a nawet magnez. Jak dotychczas nie ma przekonujących dowodów, że witamina D mo­że być przydatna w profilaktyce osteoporozy, z wyjątkiem osteoporozy kortykosteroido­wej (po przedawkowaniu kortykosteroidu). Pacjenci zażywający stale kortykosteroidy mogą zmniejszyć ich skutki niepożądane przez przyjmowanie witaminy D, a szczegól­nie kalcytriolu (jest to aktywna forma witaminy D3).

Co należy więc robić, aby zapobiec osteoporozie - stosować witaminę D czy nie?

Wyniki niektórych badań klinicznych wskazują, że tak. Dr P.D. Miller z Denver (USA) przeprowadził badania na dwóch grupach kobiet w okresie menopauzy, u których stwier­dził objawy osteoporozy. Pierwszej grupie (21 kobiet) podawał przez rok 1 500-2 000 mg wapnia dziennie łącznie z witaminą D, a druga grupa (29 kobiet) stanowiła grupę kon­trolną. Dr Miller stwierdził zatrzymanie pomenopauzalnej utraty masy kostnej w grupie pierwszej, a nawet pewien przyrost tej masy, i postępującą osteoporozę w grupie dru­giej, niezależnie od tego, czy podawał estrogen, czy nie. Według dr. Millera podawanie wapnia i witaminy D nie tylko zatrzymuje postęp osteoporozy, ale odwraca proces utra­ty masy kostnej - a zatem osteoporoza jest odwracalna.

Od czego zależy, czy kobieta w czasie przekwitania zachoruje na osteopo­rozę?

To zależy od wielu czynników. Stwierdzono, że kobiety, które stosowały pigułki antykon­cepcyjne (zawierające estrogeny), stwarzały sobie w pewnym stopniu zabezpieczenie przed osteoporozą. Dużą rolę odgrywa także czynnik konstytucjonalny. U kobiet rasy białej i żóltej częściej występuje osteoporoza niż u kobiet rasy czarnej. Bardzo istotnym czynnikiem jest dieta. Jeśli jest uboga w wapń, prowadzi do utraty masy kostnej, czyli do osteoporozy. Dzieci i młodzież lubiąca i pijąca mleko w przyszłości będzie rzadziej chorowała na osteoporozę. Należy wspomnieć, że cukier mleczny - laktoza - wzmaga wchłanianie wapnia.

Czy to oznacza, że mało wapnia stwarza duże niebezpieczeństwo osteopo­rozy, dużo wapnia - zapobiega osteoporozie?

To nie tak. Nie tylko dostarczenie odpowiedniej ilości wapnia jest konieczne do tego, aby nie wystąpiła osteoporoza. Ale jeśli występuje niedobór wapnia, to nawet właściwy poziom innych czynników nie jest zabezpieczeniem.

A jak jest z wegetarianami?

To zależy od tego, czy są bardzo restrykcyjni, czy nie. Jeśli nie piją mleka i nie jedzą produktów mlecznych (serów), i jajek, a odżywiają się wyłącznie warzywami i owocami. wówczas istnieje duże niebezpieczeństwo powstania niedoborów wapnia. Pokarmy po­chodzenia roślinnego nie zawierają praktycznie wapnia (lub jedynie niewielkie jego ilo­ści), natomiast zawierają szczawiany, które blokują wchłanianie wapnia w jelitach.

A jak ma się do tego witamina D?

Można pozwolić sobie na następujące porównanie. Wyobraźmy sobie, że witamina D jest autobusem (transporterem). Codziennie wapń przemierza w tym autobusie drogę z je­lit do miejsca swego przeznaczenia, tj. do kości. Wapń mineralizuje kości, bez niego sta­ją się niebezpiecznie miękkie lub odwrotnie - kruche (łamliwe). Pamiętajmy, że najlepszym przyjacielem naszych kości jest słońce, ponieważ promienie ultrafioletowe wzbu­dzają niezwykle istotne procesy biochemiczne w skórze - przekształcają prowitaminę ergosterol w witaminę D2.

Dlaczego osteoporoza występuje m.in. u ludzi starych?

Ludzie w starszym wieku źle się odżywiają i prowadzą mało ruchliwy tryb życia, a brak ruchu sprzyja osteoporozie. Poza tym żyją stale (dosłownie i w przenośni) w cieniu - uni­kają dobroczynnego słońca. Ludzie starzy często chorują, a wiele chorób (wątroby, nerek i in.) upośledza możliwość wykorzystania witaminy D. Również liczne leki zażywane w du­żych ilościach zwiększają zapotrzebowanie na witaminę D.

Wiadomo, że promienie ultrafioletowe zabezpieczają człowieka przed hi­powitaminozą D, ponieważ przekształcają prowitaminę ergosterol w wi­taminę D2. Ale Eskimosi otrzymują mało promieni ultrafioletowych, a nie chorują ani na krzywicę, ani na osteoporozę?

Tak, to prawda, ale spożywają dużo rybich tłuszczów, zawierających ogromne ilości wi­taminy D.


A inne witaminy?

Zaskakujące jest, że np. bardzo istołną rolę w powstawaniu osteoporozy odgrywa wita­mina K. Badania japońskie wskazują, że można zmniejszyc utratę wapnia u kobiet z pome­nopauzalną osteoporozą przez podawanie im witaminy K. Obserwacje lekarzy angielskich wskazują, że u ludzi starych z osteoporozą i złamaniami występuje znacznie niższy poziom witaminy K we krwi. Uważa się, że witamina K odgrywa istotną rolę w procesie minerali­zacji kości. Wspomniane obserwacje wskazują, że witamina K może zapobiegać w pewnym stopniu osteoporozie i złamaniom.
Witaminy i biopierwiastki dla kobiet
Dlaczego kobiety potrzebują innego niż mężczyźni zestawu witamin i biopierwiastków?

Przede wszystkim dlatego że, kobiety mają inne „tło hormonalne" niż mężczyźni. Wy­dzielane przez ich organizmy estrogeny i progesteron warunkują odmienną reaktyw­ność na leki, w tym również na witaminy i biopierwiastki. Kobiety są z reguły bardziej wrażliwe na leki i to nie tylko ze względu na mniejszą wagę ciała. Kobietom podaje się przeciętnie 3/4 dawki leku dla mężczyzny. Kobiety mają bardziej chwiejny układ ner­wowy i hormonalny. Istotne znaczenie dla ich reaktywności mają stany fizjologiczne determinowane płcią, takie jak miesiączka. ciąża, laktacja czy menopauza (okres przekwitania).

Ale czy wynika z tego, że kobiety mają inne zapotrzebowanie na witami­ny i biopierwiastki?

Oczywiście. Podam tylko dwa przykłady. Kobieta traci z każdą miesiączką pewną ilość krwi, a tym samym żelaza zawartego w hemoglobinie krwinek czerwonych. Z tego powo­du zapotrzebowanie kobiet na żelazo jest większe. Podobnie jest z wapniem u kobiet w cią­ży - powinny one otrzymywać dziennie ok. trzykrotnie więcej wapnia niż mężczyźni.
Czy kobiety w ciąży wymagają specjalnego odżywiania, a ich dieta powin­na być uzupełniana witaminami i biopierwiastkami?
Kobieta w ciąży „buduje" ciało swego dziecka. Płód rośnie niezwykle szybko. Dość po wiedzieć, że z kilkugramowego zarodka w ciągu niespełna 9 miesięcy powstaje nowo­rodek o średniej masie 3 500 g. Zwiększa zatem swoją masę 700-1 000 razy. Matka mu­si mu dostarczyć pełnowartościowy materiał energetyczny i budowlany, zawierający białka, węglowodany i tłuszcze, oraz „regulatory" przemiany materii - witaminy i biopier­wiastki.

Ale przecież kobieta, która wie, że jest w ciąży, odżywia się względnie pra­widłowo – na pewno nie głoduje!

Niestety, nie zawsze. Po pierwsze, większość kobiet dowiaduje się o tym, że jest w ciąży na ogól najwcześniej po miesiącu, gdy nie pojawia się kolejna miesiączka. Poza tym wiele mło­dych kobiet stosuje różnego rodzaju diety odchudzające, często nie zdając sobie sprawy, że jest w ciąży. Chciałem przestrzec wszystkie panie, które mogą spodziewać się dziecka: ciąża nie jest najlepszym okresem do martwienia się o kilogramy. Większość ekspertów uważa, że właści­we obfite odżywianie matki jest warunkiem prawidłowego rozwoju płodu. Zresztą nie tylko diety odchudzające o niskiej kaloryczności, ale również diety jednostronne. np. wyłącznie bialkowe lub wyłącznie warzywne mogą być potencjalnym niebezpieczeństwem dla płodu. Nale­ży pamiętać, że dieta niskokaloryczna zawsze prowadzi do zahamowania aktywności ukladu immunologicznego. Naukowcy od dziesiątków lat stwierdzali, że źle odżywiane kobiety rodzą dzieci o mniejszej masie ciała, a poza tynt mogą rodzić dzieci z defektami. Wielu lekarzy sta­le powtarzało i powtarza kobietom w ciąży: ,.Pani musi teraz jeść za dwoje". Znany pediatra amerykański dr D. Paige wyraził się następująco: „Należy dać płodowi możliwie najlepszą szan­sę właściwego rozwoju". Wszystko co matka je i pije może płodowi pomóc lub zaszkodzić. A naj­ważniejsze są pierwsze tygodnie ciąży, a nawet okres przed zapłodnieniem.

Wielu lekarzy mówi, że niewielkie ilości alkoholu nie są w ciąży szkodliwe. A zatem, czy kobieta ciężarna może pić alkohol?

Były prowadzone różne obserwacje i badania w tynt kierunku. Na ogól uważa się. że rze­czywiście niewielkie ilości alkoholu, np. kieliszek wina wypity okazjonalnie, nie są nieszko­dliwe. Ponieważ jednak nie znamy tzw. bezpiecznych ilości, lepiej w ciąży w ogóle unikać alkoholu.

A co z paleniem tytoniu?

Palenie tytoniu w ciąży jest wyjątkowo szkodliwe dla płodu, powiedziałbym, że nawet har­dziej niż alkohol. Stwierdzono w sposób nie ulegający wątpliwości, że dzieci kobiet palących papierosy w czasie ciąży są mniejsze i lżejsze niż kobiet niepalących. Są opisywane przypad­ki poronień pod wpływem wypalenia dużej liczby papierosów oraz przypadki uszkodzeń płodu. Dym tytoniowy, nie tylko zresztą nikotyna, ale również tzw. ciała smoliste oraz tlenek wę­gla i wiele innych składników dymu, wywiera silne działanie toksyczne. Kobietę w ciąży obo­wiązuje absolutny, zakaz palenia tytoniu. W celu zabezpieczenia się przed paleniem biernym kobieta w ciąży Me powinni również przebywać w towarzystwie osób palących.

Większość kobiet pije codziennie herbatę i/lub kawę. Czy jest to szkodliwe dla płodu?

Kofeina zawarta w tych napojach łatwo przenika przez łożysko do płodu. FDA przestrze­ga, że nie zdołano wykluczyć możliwości toksycznego działania kofeiny na embrion. W związku z tym należy albo znacznie ograniczyć picie tych napojów, albo w ogóle je wy. eliminować z diety w czasie ciąży.
Przez wiele lat uważano, że płód znajduje się w macicy jak w pewnego rodzaju niedostęp­nej twierdzy, chronionej przed wpływami zewnętrznymi przez macicę i łożysko, które ja. koby miało zatrzymywać wszystkie niekorzystne dla płodu substancje. Dopiero tragedia z ta­lidomidem oraz wielokrotnie potwierdzone obserwacje deformacji płodu u matek. które przechodziły w czasie ciąży różyczkę przekonały nas, że ściany tej pozornej twierdzy są cien­kie i łatwe do przeniknięcia.

Czy kobieta w ciąży wymaga szczególnej suplementacji witaminami i biopierwiastkami? Zakładamy, że odżywia się prawidłowo.

Niewątpliwie tak. Zapotrzebowanie kobiety w ciąży na niektóre witaminy i biopierwiast­ki jest znacznie większe niż kobiet nieciężarnych. Kobieta w ciąży potrzebuje 3-krotnie wię­cej wapnia niż dorosły mężczyzna, o czym już zresztą mówiłem.

Ale czy naprawdę tak istotne jest uzupełnianie diety kobiety w ciąży inny. mi biopierwiastkami i witaminami?

Niestety, jest to konieczne. Przekonuje o tym historia żony pewnego górnika, pani Mi­riam L., która urodziła swego czasu dziecko z dość rzadką wadą rozwojową, tzw. rozszcze­pem kręgosłupa, dotyczącym najczęściej kości krzyżowej. Jest to przykra i niebezpieczna wada, na szczęście obecnie może być leczona operacyjnie. Jednakże pani Miriam przeży­ła wstrząs i postanowiła nie mieć więcej dzieci. Rozszczep kręgosłupa jest wrodzoną wa­dą rozwojową występującą względnie rzadko - na 10 000 urodzeń przypada przeciętnie 15 z tą wadą. Jeśli jednak kobieta urodziła już dziecko z rozszczepem kręgosłupa, wów­czas prawdopodobieństwo, urodzenia następnego z tą wadą wynosi 1:20 - to znaczy, że co dwudzieste dziecko będzie ją miało.
Dr K.M. Laurence z Welsh-National School of Medicine w Walii od dłuższego czasu zaj­mował się wadami rozwojowymi. Doszedł do wniosku, ze rozszczep kręgosłupa może być następstwem niedoboru takiego czynnika w pożywieniu matki, który jest niezbędny do właściwego podziału komórek. Założył, że chodzi tu o kwas foliowy. Przeprowadził sze­roką akcję uświadamiającą i udało mu się namówić ponad 100 kobiet, które uprzednio urodziły dzieci z tą wadą, aby ponownie zaszły w ciążę. Otrzymywały one przed zapłod­nieniem i w czasie całej ciąży odpowiednią dawkę kwasu foliowego, która wynosiła 4 mg dziennie. Wśród 103 kobiet z podwyższonym ryzykiem, które poddały się leczeniu dr. Lau­renca, żadna nie urodziła dziecka z rozszczepem kręgosłupa. Natomiast wśród 186 nowo­rodków urodzonych przez kobiety z podwyższonym ryzykiem, które nie przeszły profilaktyki kwasem foliowym - aż 8 miało rozszczep kręgosłupa lub podniebienia oraz względ­nie niską masę urodzeniową.
Dr Laurence stwierdził na tej podstawie, że główną przyczyną rozszczepu kręgosłupa u płodów jest niedobór kwasu foliowego w pożywieniu matki. Oczywiście nie można wy­kluczyć udziału również innych czynników, w tym czynnika dziedzicznego.

Czy niedobór kwasu foliowego ujawnia się wytącznie rozszczepem kręgo­słupa?

Nie. U kobiet ciężarnych niedobór kwasu foliowego powoduje, jak już wspomniałem. roz­szczep kręgosłupa i rozszczep podniebienia oraz pewien zespól charakteryzujący się nie­dorozwojem umysłowym. Natomiast niedobór tego kwasu u kobiet nieciężarnych i u męż­czyzn powoduje upośledzenie wytwarzania krwinek czerwonych z leukopenią (zmniejsze­niem liczby leukocytów) i trombocytopenią (małopłytkowością), z biegunkami, ogólnym wy­niszczeniem i zahamowaniem wzrostu u osób młodych, jak też ze zmianami zwyrodnienio­wymi układu nerwowego. Kwas foliowy jest bowiem (po przekształceniu do kwasu folino­wego) niezbędnym koenzymem do biosyntezy kwasów nukleinowych i białek. Bez tego kwa­su organizm nie może syntetyzować struktury nowych komórek.

Czy przeprowadzono badania na temat przyczyn rozszczepów podniebie­nia?

Tak. Lekarze z Czechosłowacji na podstawie wyników obserwacji dr. Laurence bada­li wpływ podawania kwasu foliowego w dawce 10 mg dziennie w czasie ciąży na częstość występowania rozszczepów podniebienia lub tzw. zajęczej wargi. Stwierdzili, że u 212 ko­biet nie stosujących suplementacji kwasem foliowym aż u 15 stwierdzono rozszczep pod­niebienia. Wśród 84 kobiet natomiast, które otrzymywały kwas foliowy w czasie ciąży tyl­ko jedna urodziła dziecko z tą wadą rozwojową.
A zatem, odpowiednie stężenie kwasu foliowego w organizmie kobiety ciężarnej da­je większą szansę na donoszenie ciąży i urodzenie dziecka bez wad rozwojowych opisa­nych powyżej.

Czy kwas foliowy ma tylko działanie profilaktyczne?

Okazuje się, że kwas foliowy może mieć również działanie lecznicze. Stwierdzono np., że podawanie kwasu foliowego dzieciom z pewnym typem upośledzenia umysłowego (fra­gile-X syndrom) może istotnie poprawić wskaźnik ich inteligencji, zwłaszcza jeśli podaje się ten kwas odpowiednio wcześnie po urodzeniu.

Dlaczego u niektórych kobiet dochodzi do niedoboru kwasu foliowego?

Do niedoboru kwasu foliowego może doprowadzić przede wszystkim nieodpowiednia dieta. Dużo kwasu foliowego folium - liść) zawierają niektóre warzywa - szczególnie szpi­nak, szparagi i in. Ponadto należy pamiętać, że niektóre leki, jak fenyloina (Phenytoinum), barbiturany, metotreksat, doustne środki antykoncepcyjne, estrogeny, alkohol i in.. znacz­nie zwiększają zapotrzebowanie na kwas foliowy. Tak więc nawet przy prawidłowej diecie może wystąpić hipowitaminoza M.

Czy kobietom w ciąży wystarczy podawać preparaty wielowitaminowe?

Przy odpowiedniej, urozmaiconej i bogatej w warzywa diecie - tak. Niektórym kobie­tom w ciąży należy jednak podawać dodatkowo kwas foliowy, i to w dawkach powyżej 4 mg dziennie.

Jakie jeszcze witaminy i biopierwiastki są niezbędne dla kobiety ciężarnej?

Należy pamiętać zwłaszcza o witaminie B6, B12 i biotynie oraz o witaminie D. natomiast z biopierwiastków dla kobiet w ciąży szczególnie ważna jest odpowiednia dostawa żelaza. wapnia i cynku.

Jak ważne są witaminy z grupy B?

Wyjaśnię to na przykładzie witaminy B12 i biotyny. Do hipowitaminozy B12 dochodzi z re­guły w niektórych stanach zaniku błony śluzowej, co prowadzi do bardzo groźnej niedokrwi­stości złośliwej. Niedobór witaminy B12 u kobiet w ciąży może spowodować bardzo ciężką ska­zę metaboliczną - kwasicę metylomalonową. Dziecko urodzone z taką skazą jest letargicz­ne, półsenne, ma trudności z odżywianiem się. Dr M. Mahoney z USA wykazał, że tego rodza­ju zaburzenie metaboliczne jest następstwem blokady utylizacji witaminy B12 przez tkanki płodu. Można to przełamać przez podawanie kobietom ciężarnym, a nawet urodzonym już dzieciom ze skazą odpowiednich dawek witaminy B12. Podobnie jest z biotyną. Niedobór tej witaminy u kobiet w ciąży powoduje zaburzenia przemiany aminokwasów, wynikiem czego jest ciężkie zatrucie z wtórnym upośledzeniem rozwoju płodu i/lub jego śmiercią.
Dr Mahoney wykazał, że można temu zapobiec przez suplementację diety kobiety w cią­ży biotyną.

Dlaczego należy uzupełniać dietę kobiety w, ciąży wapnieni, żelazem i cyn­kiem?

Wapń jest dla kobiety ciężarnej potrzebny, i to nawet w dużej ilości, do budowy kośćca płodu. Należy pamiętać, że spożywane przez nas pokarmy, poza mlekiem i produktami mlecznymi, zawierają mało wapnia. Nawiasem mówiąc, dużo wapnia mają również ości ryb (np. sardynki lub szprotki zjadane w całości). A kobieta w ciąży potrzebuje 3-krotnie więcej wap­nia niż kobieta nieciężarna. Większość ekspertów przestrzega, że aby zapewnić płodowi wła­ściwy rozwój kości i zębów, kobieta powinna przyjmować nie mniej niż 1 200 mg wapnia dziennie.
jeśli chodzi o żelazo, to na ogól wszyscy wiedzą, że niedobór tego pierwiastka powodu­je niedokrwistość, czyli anemię. Ale nawet nim dojdzie do niedokrwistości, niedobór żela­za powoduje upośledzenie usuwania pozostałości przemiany materii węglowodanów, jakim jest kwas mlekowy. W stanach nawet nieznacznego niedoboru żelaza, czyli tzw. hipo­sideronemii, organizm kobiety nie usuwa kwasu mlekowego odpowiednio szybko z krwi, w wyniku czego łatwo się męczy. Chodzi oczywiście nie tylko o matkę, ale i o płód. W przy­padku nagromadzenia się znacznej ilości kwasu mlekowego we krwi i tkankach płodu do­chodzi do samozatrucia organizmu.
Dr G. Mirkin z USA stwierdził, że u 25% kobiet w wieku 12-50 lat występuje niedobór że­laza.


Trudno uwierzyć, aby u kobiety w ciąży mogły wystąpić niedobory cynku, skoro w pożywieniu jest go tak wiele.

Z niedoborami cynku muszą się liczyć przede wszystkim ludzie odżywiający się głównie produktami pochodzenia roślinnego, czyli wegetarianie. Stwierdzono, że ludzie spożywający mało mięsa otrzymują przeciętnie poniżej 10 mg cynku dziennie, podczas gdy zapotrze­bowanie dzienne wynosi 12-15 mg. Najbogatszym źródłem cynku jest mięso i pokarmy po­chodzenia zwierzęcego, zwłaszcza podroby (serce, wątroba), a przede wszystkim ostrygi. Na niedobór cynku mogą być więc narażone niezamożne kobiety w ciąży lub rygorystycz­ne wegetarianki. A właściwe stężenie cynku w organizmie kobiety ma istotne znaczenie dla rozwoju płodu. Stwierdzono, że u mieszkańców Egiptu, Iranu i Turcji występują endemicz­ne niedobory cynku. Kobiety z tych krajów rodzą również wiele dzieci z defektami. Dr LE. Sever z USA wykazał wyraźny związek między niedoborami cynku na Bliskim Wschodzie a wadami rozwojowymi dzieci urodzonych w tych krajach. Stwierdził on stanowczo, że brak cynku w czasie ciąży może przyczynić się do malformacji (wad rozwojowych) płodów. Po stulował w związku z tym, aby dawki dzienne cynku dla kobiet były nie mniejsze niż 15 mg dziennie.

Okazało się, że jest tak wiele niebezpieczeństw, z którymi musi się liczyć kobieta w ciąży. Czy to nie będzie na nią działało stresujące?

Lepiej ostrzegać, niż potem żalować. Stawka - żywe i zdrowe dziecko - jest zbyt duża, że­by przez delikatność czegoś zaniedbać. Ale nie przesadzajmy. Wskazówki dla kobiet ciężar­nych dotyczące diety i zapewnienia właściwej ilości witamin i biopierwiastków można stre­ścić w następujących dwóch „przykazaniach":
  1.  Odżywiaj się prawidłowo, tzn. dostarczaj swemu organizmowi nie mniej niż 2 000 kalorii dziennie, w postaci diety urozmaiconej nie tylko ze względu na smak, ale przede wszystkim na dostarczanie możliwie wszystkich niezbędnych witamin i biopierwiastków. Odchudzanie zostaw na później!
  2. Uzupełniaj dietę preparatami wielowitaminowymi, przy czym szczególnie dbaj o dostarczenie właściwej ilości kwasu foliowego, witamin B6, B12 i biotyny oraz witamin D i A, a poza tym - cynku, żelaza i wapnia.

Witaminy i biopierwiastki a wydolność fizyczna
Większość ludzi uważa, że siła i sprawność fizyczna zależy odjedzenia. Czy to prawda?

W dużym stopniu tak. Podobnie jak z silnikiem spalinowym. Jeśli dostarczymy mu bar­dziej wartościowe, wysokooktanowe paliwo, osiągi zwiększają się. Pozwolę sobie powołać się na grecką legendę. Otóż atleta i zapaśnik Milo z Krotonu zjadał codziennie ok. 10 kg mię­sa. Pewnego razu jednym uderzeniem pięści w kark zabił byka i zjadł go w całości w ciągu jednego dnia (co wydaje się mało prawdopodobne). Legenda ta stała się podstawą do wią­zania siły fizycznej z jedzeniem, a szczególnie ze spożywaniem dużych ilości mięsa.

Bardzo interesująca legenda, ale jak to się ma do rzeczywistości?

Wszyscy sportowcy marzą o eliksirze siły i sprawności. Wymyślają (może raczej ich tre­nerzy, menadżerowie i lekarze) coraz nowsze diety, różniące się ilością składników, ich skła­dem i zawartością dodatkowych czynników. Wśród nich znaczną rolę odgrywały i odgrywa­ją witaminy i biopierwiastki. To wszystko prawda. Dieta ma podstawowe znaczenie dla wy­dajności sportowca i jego wyników sportowych. Wszyscy eksperci zgadzają się, że dieta za­spokajająca potrzeby przeciętnie aktywnego dorosłego człowieka jest niewystarczająca dla sportowca uprawiającego sport wyczynowo, podobnie zresztą jak dla człowieka ciężko pra­cującego fizycznie, np. drwala, górnika, hutnika itp.
Konkluzja jest prosta. Większy wysiłek - większa utrata kalorii - konieczność zapewnie­nia większej dostawy materiałów energetycznych. To tak jak z samochodem o napędzie spa­linowym, im dłużej i szybciej jedzie, tym więcej zużywa benzyny, trzeba więc tankować i do­starczać paliwa zgodnie z jego zużyciem. A sportowcy wyczynowi, zwłaszcza uprawiający biegi długodystansowe (również na nartach), kolarze w wieloetapowych wyścigach, piłka­rze, bokserzy mogą zużywać nawet 3-krotnie więcej kalorii niż przeciętny dorosły i średniej aktywności człowiek, to znaczy od 5 000 do 7 000 kalorii dziennie. I taką ilość „paliwa" spor­towiec musi otrzymać z pożywieniem. Właściwie zbilansowana dieta jest dla sportowca wy­czynowego i dla ciężko pracującego fizycznie człowieka wysokooktanowym paliwem. Nie należy jednak przeoczyć możliwości niedoboru witamin, zwłaszcza B, C oraz nadmiernej utraty i wtórnego niedoboru żelaza, cynku i miedzi. Naukowcy z Uniwersytetu w Missouri stwierdzili, że prawie polowa z członków zawodowych zespołów sportowych (kobiety) otrzy­mywała poniżej 2/3 zapotrzebowania dziennego żelaza.



Czy rzeczywiście niedobory witamin i biopierwiastków wpływają nieko­rzystnie na wyniki sportowców?

Tak. Na przykład nawet niewielkiego stopnia hipowitaminoza Bi mniejsza wydolność  fizyczną. Po podaniu odpowiednich dawek witaminy B1 sila mięśniowa szybko powraca do normy. Stwierdzono również, że osoby z hipowitaminozą C męczyły się wyraźnie szybciej. zwłasz­cza w porównaniu z osobami spożywającymi pewien nadmiar tej witaminy. Wykazano rów­nież, że sportowcy z niedoborem żelaza nie poprawiają swoich wyników w czasie treningu. Dowodem na rolę żelaza w wydolności fizycznej sportowca jest olimpijski maratończyk Alber­to Salazar. Ten rekordzista maratonu z niewiadomych przyczyn „spadł" na dalekie miejsce. Na szczęście lekarz sportowy, który się nim opiekował, wykrył hiposyderozę, czyli niskie stęże­nie żelaza, co uznał za możliwą przyczynę spadku formy. Po uzupełnieniu niedoborów Sala­zar szybko poprawił swoją formę i zakwalifikował się do eliminacji olimpijskich. Należy pa­miętać. że żelazo można tracić z potem, moczem, kalem, a kobiety - z krwią miesiączkowi
Znany ekspert z zakresu medycyny sportowej zwraca uwagę, że w trakcie bardzo intensyw­nych wysiłków, np. u biegaczy długodystansowców, krwinki czerwone mogą być tracone z moczem. Ponadto u wyczynowców występuje upośledzenie wchłaniania żelaza z przewodu po­karmowego ze względu na przyspieszenie perystaltyki jelit. Niedobory żelaza mogą również pojawić się u rygorystycznych wegetarianów z powodu mniejszej zawartości i gorszej przy­swajalności żelaza w pokarmach roślinnych. Należy zaznaczyć, że osłabienie mięśni i zmniej­szenie wydolności fizycznej nie jest zależnie od stopnia niedokrwistości. Może się na to nakła­dać również niedomoga wieńcowa. Upośledzenie transportu tlenu do mięśni, co jest charak­terystycznym następstwem niedoboru żelaza, powoduje zmniejszenie aktywności mięśni. Osła­bienie mięśni występuje nawet wówczas, gdy nie ma jeszcze wyraźnej anemii. Ogólna konklu­zja - siła mięśni i wtórnie wydolność fizyczna zależy od odpowiedniej dostępności żelaza. Na­wet niedobór żelaza bez anemii upośledza wydolność fizyczną.
Ale u sportowców chodzi nie tylko o niedobory żelaza. Wielu ekspertów zwraca uwagę, że u wyczynowców, zwłaszcza trenujących czy biegających w warunkach dużej wilgotności i wy­sokiej temperatury, dochodzi często do utraty z potem potasu i magnezu. i do zmniejszenia zawartości tych pierwiastków w komórkach mięśni szkieletowych. Ich utrata, a zwłaszcza nie­dobór magnezu, może powodować nadmierne zmęczenie i skurcze mięśni ze względu na istotną rolę, jaką odgrywa magnez w pobudliwości zakończeń nerwowych w mięśniach prążko­wanych. Niedobór potasu, czyli hipokaliemia, też prowadzi do osłabienia, łatwej męczliwości i istotnie wpływa na wydolność fizyczną i wyniki sportowców. Sportowiec wyczynowy, któ­ry trenuje 3-4 godz. dziennie, może utracić z potem w czasie treningu nawet 700-800 mg potasu. Należy pamiętać, że spożycie np. dużego banana w zupełności uzupełnia tę utratę. Nie ma jednak żadnych danych wskazujących, że dodałkowe podawanie potasu poprawia wydolność i wyniki sportowca. jeśli nie miał on niedoboru potasu.

A jaką rolę odgrywają witaminy?

Bardzo istotną. Rozpocznę od witaminy B1 czyli tiaminy (aneuryny), niezbędnej do wła­ściwego sprawnego spalania węglowodanów; trochę już o tej witaminie i wydolności fizycz­nej mówiłem. Czym więcej węglowodanów, tym większe zapotrzebowanie na witaminę B1. Hipowitaminoza B1, nawet jeśli jeszcze nie występują inne objawy charakterystyczne dla jej niedoboru. zawsze przejawia się osłabieniem, zmniejszeniem napięcia i zdolności do skur­czów zarówno mięśni gładkich, jaki prążkowanych. Ale w wydolności fizycznej sportowców, bo o nich stale mówimy, nie ta witamina i ewentualny jej niedobór odgrywa największą rolę.

Wobec tego, które witaminy są najważniejsze dla sportowców?

Przede wszystkim witaminy o wiaściwościach antyoksydantów, a zatem witamina C, E i Q10. Poza tym witamina Bo, biotyna (witamina H) oraz witamina B1 (kwas pantoteno­wy). Rozpocznę od witaminy Q10, czyli ubichinonu. Witamina ta, lub, jak niektórzy określają, koferment, odgrywa podstawową rolę w procesach metabolicznych prowadzących do pro dukcji energii wewnątrz komórki. Następstwem niedoboru witaminy Q10 jest tzw. defekt bio­energetyczny. Jej brak powoduje śmierć komórki, a znaczny niedobór (np. zmniejszenie o 50%) prowadzi do istotnego niekiedy upośledzenia funkcji różnych narządów, przede wszyst­kim serca, ale również i mięśni prążkowanych. Podawanie witaminy Q10 w nadmiarze powoduje zwiększenie wydolności fizycznej organizmu. Folkers i Yamamura, badacze z Houston (USA), stwierdzili, że podawanie witaminy Q10 w dawkach 60 mg dziennie przez 4-8 tygodni zwiększa wydolność fizyczną ludzi, co sprawdzono za pomocą różnych testów wysiłkowych. Prowadzone następnie badania na myszach z genetycznie uwarunkowaną dystrofią mięśnio­wą wykazały, że podawanie witaminy Q10 poprawia ich wydolność fizyczną i przedłuża ży­cie. Podobne wyniki uzyskano u ludzi chorych na polimiopatie, czyli choroby mięśni prąż­kowanych, oraz u chorych z nużliwością mięśni (miastenią). Zaobserwowano wyraźną po­prawę wydolności fizycznej i normalizację zaburzeń biochemicznych.

Czy wobec tego można podawać witaminę Q10 sportowcom w celu poprawie­nia ich wyników?

Stosowanie witaminy Q10 w takim celu jest pewną formą dopingu, czyli sztucznego pod­wyższania wydolności fizycznej, co jest przez władze sportowe i Komitet Olimpijski zabro­nione. Ale wyrównanie niedoborów witaminy Q10 po zawodach jest ze wszech miar wska­zane.

Co wspólnego ma z wysiłkiem fizycznym witamina B12 – przecież odgrywa ona glówną rolę w wytwarzaniu krwinek czerwonych?

Nie jest to cala prawda. Witaminę B12 określa się jako środek energizujący (energizer). Nie ulega wątpliwości, że niedobór witaminy B12 objawia się przede wszystkimi najwcze­śniej utratą energii czy, wyrażając się ściślej, niezdolnością do wytwarzania odpowiedniej ilości energii potrzebnej do wykonywania pracy i pokonywania wysiłków fizycznych, A za­tem, nawet niewielkiego stopnia hipowitaminoza B12 zmniejsza wydolność fizyczną, co naj­szybciej mogą odczuć sportowcy. Najważniejszym i kluczowym dowodem na znaczenie nie­doboru witaminy B12 w wydolności fizycznej jest niezwykła i wręcz spektakularna popra­wa po zastosowaniu serii wstrzyknięć witaminy B12. Od lat wielu specjalistów uważa, że po­danie witaminy B12 nawet ludziom zdrowym może poprawiać ich kondycję i wydolność fi­zyczną upośledzoną np. nadmiernymi stresami (np. po zabiegach chirurgicznych) czy cho­robami (w okresie rekonwalescencji). Powszechna akceptację zaczyna zdobywać przekona­nie, że witamina B12, powtarzam to po raz wtóry. może działać energizująco.

A biotyna? Przecież jest to głównie witamina przeciwłojotokowa, działająca na skórę?

Istotnie. biotynę (witaminę H) stosuje się jako lek przeciwłojotokowy. Ale od dawna już zwracano uwagę, że stężenie biotyny u sportowców jest obniżone. a suplementacja wyraź­nie poprawia wydolność fizyczną. Okazało się, że biotyna jest niezbędna do przemiany (metabolizmu) niektórych aminokwasów, m.in. waliny. leucyny i izoleucyny, odgrywających istot­ną rolę w czynności m.in. mięśni prążkowanych. Bez biotyny aminokwasy te nie mogą być wykorzystywane, stąd osłabienie wydolności fizycznej.
A teraz - sensacja. Otóż bardzo niewielu nawet specjalistów wie, czy może wie. ale nie pamięta, że jedną z witamin określono jako czynnik odmładzający, witalizujący. Jest to kwas pantotenowy, czyli witamina B5. Jest ona bardzo rozpowszechniona w przyrodzie, stąd na­zwa kwas pantotenowy, czyli wszechobecny. Kwas pantotenowy odgrywa istotną rolę w prze­mianie materii komórek jako składnik koenzymu A, który warunkuje wytwarzanie energii (oczywiście nie on jeden). Niedobór tego kwasu oznacza upośledzenie energetyczne. Nie wytwarzają się m.in. niektóre hormony, np. hormony kory nadnerczy. Od wielu lat sądzo­no, że w organizmie nie dochodzi do niedoborów kwasu pantotenowego, chociaż wzmaga on energię i wydolność fizyczną. Niektórzy uważali takie opinie za nieuzasadnione, ponie­waż mało jest dowodów naukowych na wpływ kwasu pantotenowego na wydolność fizycz­ną. Jednakże li lat temu przeprowadzono interesujące doświadczenia na szczurach. któ­re umieszczono w akwariach z zimną wodą. Okazało się. że szczury, którym podawano du­że dawki kwasu pantotenowego, przeżywały w tych warunkach dwukrotnie dłużej niż szczu­ry bez suplementacji. Pewnym potwierdzeniem tych wyników są badania na biegaczach dłu-godystansowych. Podzielono ich na dwie grupy - pierwszej podawano 2 g kwasu pantote­nowego dziennie przez dwa tygodnie, grupa kontrolna natomiast otrzymywała placebo. Stwierdzono, że biegacze z grupy otrzymującej witaminę B5 zużywali przy wykonywaniu porównywalnego wysiłku 8% tlenu mniej i wytwarzali 17% mniej kwasu mlekowego (jest to produkt niecałkowitego spalania glukozy). A zatem kwas pantotenowy przestawiał przemia­nę materii na tor metaboliczny, bardziej oszczędny, a równie wydajny. A w sporcie, jak zresz­tą również w pracy, o to przede wszystkim chodzi.
Witaminy i biopierwiastki a czynność mózgu
Wiadomo, że witaminy odgrywają ważną rolę w funkcji serca i naczyń krwionośnych (witaminy B), stanu krwi (witaminy K). że od witamin zależy m.in. czynność widzenia (witamina A), a bez określonych wita­min może znacznie zmniejszyć się nasza odporność (witaminy C, A, Q10). Ale czy witaminy wpływają na czynność mózgu - z jednej strony na zdol­ność myślenia, pamięć, świadomość, a z drugiej strony - na stany emo­cjonalne, „uczucia"? Czy można powiedzieć, że „więcej witamin - lep­sze myślenie"?

Na to pytanie nie można odpowiedzieć krótko i jednoznacznie. Przede wszystkim trze­ba wyjaśnić, od czego zależy czynność mózgu. Jest to niewątpliwie sprawa bardzo złożo­na. Me upraszczając - myślenie, pamięć, świadomość, stany emocjonalne mają u podło­ża określone procesy biochemiczne. Subtelna siatka połączeń miliardów komórek nerwo­wych jest w stałym, dynamicznym kontakcie. Kontakt ten następuje za pośrednictwem tzw. neuroprzekaźników - związków drobnocząsteczkowych, wytwarzanych i wydzielanych przez różne komórki nerwowe. Niektóre z tych neuroprzekaźników działają na określo­ne neurony, czyli komórki nerwowe, głównie pobudzająco (np. noradrenalina), inne głów­nie hamująco (np. serotonina). Wytwarzanie neuroprzekaźników zależy od sprawności wielu róźnych procesów biochemicznych, w których witaminy uczestniczą w istotnym stop­niu jako koenzymy, a wiele biopierwiastków albo wchodzi w skład tych koenzymów, al­bo warunkuje ich aktywność.
A zatem niekoniecznie więcej witamin - lepsze myślenie", chociaż niektóre witaminy. np. witamina B12, mogą ułatwić pewne procesy w mózgu, czyli poprawić myślenie. Ale naj­częściej jest tak, że niedobór niektórych witamin i biopierwiastków powoduje złą pracę mózgu, co może się objawiać różnymi, czasem bardzo poważnymi zaburzeniami neurologicz­nymi, czy nawet psychiatrycznymi. Mówiąc skrótowo - niedobór witamin i biopierwiastków to złe myślenie. Powiem bardziej konkretnie. Witamina B6 jest niezbędna do wytwarzania serotoniny, neuroprzekaźnika istotnego dla wielu funkcji organizmu, szczególnie dla funkcji mózgu. Kwas foliowy uczestniczy w biosyntezie katecholamin, a witamina B12 jest konieczna do wytwarzania tychże katecholamin (tzn. adrenaliny i noradrenaliny). Jednym słowem - wytwarzanie, stężenie i aktywność wszystkich neuroprzekaźników, zależy od do­stawy odpowiedniej ilości surowców oraz substancji niezbędnych do ich przemiany, tzn. wi­tamin i biopierwiastkow.

Czy udowodniono klinicznie wpływ witamin na pracę mózgu?

Tak. Rozpocznę od witaminy Bi czyli tiaminy (aneuryny). Wiadomo, że niedobór tej wi­taminy powoduje ciężką chorobę, zwaną beri-beri. Jej nazwa pochodzi z języka syngaleskie­go i oznacza ekstremalne osłabienie. Jedna z odmian tej choroby, tzw. sucha postać beri-beri jest zespolem zaburzeń układu nerwowego, w którym występują zaburzenia świadomości i widzenia, niedowład mięśni oraz upośledzenie koordynacji ruchów, zaburzenia czucia skórnego. Aż trudno uwierzyć, że to wszystko jest spowodowane brakiem jednej witaminy - tiaminy. Symptomy niedoboru witaminy B12, w postaci dyskretnych objawów choroby be­ri-beri, pojawiły się w czasie ostatniej wojny w obozach jeńców wojennych, odżywiających się głównie polerowanym ryżem. A najważniejszy dowód - wszystkie wymienione objawy znikały po uzupełnieniu pokarmów witaminą B1. A zatem, brak witaminy B1 to złe funkcjonowanie mózgu, które ustępuje po uzupełnieniu niedoborów.



A przykłady bardziej zbliżone do codziennego życia?

Wielu ekspertów uważa, że nawet niewielki niedobór witaminy B12, który z reguły, wy. stępuje u alkoholików, może powodować zmiany w zachowaniu się, neurotyczne objawy przy. pominające depresję, bezsenność i przewlekle zmęczenie. Ale który lekarz po stwierdzeniu takich objawów pomyśli o hipowitaminozie B12? Dr D. Londsdale z Cleveland (USA) zaobser­wował, że stan wszystkich 20 pacjentów, u których wystąpiły wymienione objawy, poprawił się po podaniu im dodatkowo tiaminy. Stwierdził on poza tym, że pacjenci ci odżywia­li się niewłaściwie, jedli dużo węglowodanów, które zużywają tiaminę do swojej przemia. ny, a mało warzyw i owoców. Chcę dodać, że witamina B12 jako jedyna z dotychczas zbada­nych może wyraźnie poprawić nasze „myślenie". Przeprowadzono jedno badanie na dzieciach z upośledzeniem umysłowym, którym podawano tiaminę łącznie z innymi środkami. uzyskując zwiększenie współczynnika inteligencji (IQ) o 1 l-24 punkty. Niestety, innym ba­daczom nie udało się powtórzyć tych wyników.

Czy to dotyczy tylko witaminy B1?

Nie tylko. Posłużę się przykładem depresji. Depresją nazywamy stan objawiający się uczuciem lęku i niepokoju, spowolnieniem lub zahamowaniem myślenia, zahamowaniem rucho­wym oraz zaburzeniami snu, spadkiem masy ciala i in. Otóż okazało się, że niektóre przy­padki depresji są spowodowane niedoborem witaminy B6. U ok. 20% pacjentów z depre­sją występuje znacznie zaniżone stężenie witaminy B6 we krwi. W wielu wypadkach moż­na uzyskać wyraźną poprawę po podaniu chorym tej witaminy.
Czy inne witaminy mają również tak istotny wpływ na funkcje mózgu?
Owszem, ale przede wszystkim z grupy witamin B. Na przykład wielu lekarzy zwraca uwagę, że niedobór kwasu foliowego, czyli witaminy M (zaliczanej również do grupy witamin B), może powodować depresję, bezsenność, nadmierną pobudliwość, upośledzenie pamię­ci i in. A trzeba pamiętać, że niedobór tej witaminy może być niepożądanym następstwem równoczesnego zażywania niektórych leków, jak leki przeciwreumatyczne, niektóre anty­biotyki, doustne środki antykoncepcyjne i leki przeciwpadaczkowe. Niekiedy niedobory są nieznaczne i mogą ujść naszej uwadze. Ale dobrze o tym pamiętać i ewentualnie uzupełniać dietę kwasem foliowym.

Czy niedobór witaminy B12 może spowodować określone zaburzenia funk­cji mózgu?

Istotnie. Problemem tym zajmował się dr Ch. Tkacz, dyrektor North Nassan Mental Health Center w Mauhasset (Nowy York). Stwierdził on, że pierwszymi objawami niedoboru witaminy B12 mogą być zaburzenia zachowania z zespołem objawów przypominających psy­chozy (tzn. choroby psychiczne) lub demencję starczą. Podaje on przypadek 47-letniej ko­biety odżywiającej się bardzo dziwacznie. Wystąpiły u niej różne zaburzenia psychiczne, łącz­nie z halucynacjami (halucynacje - czyli omamy, są to wrażenia lub spostrzeżenia pojawia­jące się bez odpowiadającego im bodźca zewnętrznego; chory widzi np. latające motyle lub biegające po podłodze myszy). Dr Tkacz stwierdził u niej niskie stężenie witaminy B12. W 4 dni po podaniu jej tej witaminy wszystkie psychiatryczne zaburzenia minęły. Inna z pacjen­tek dr.Tkacza, w wieku ok. 60 lat, cierpiała na zaburzenia pamięci i świadomości. Lekarze rozpoznali u niej otępienie starcze (dementia senilis). Rodzina nie chciała się z tym pogodzić i wreszcie dotarła do dr. Tkacza. Stwierdził on bardzo niskie stężenie witaminy B12. Po kil­ku wstrzyknięciach tej witaminy wszystkie objawy psychiatryczne ustąpiły. Musiała ona sta­le otrzymywać te iniekcje, ponieważ cierpiała na zaburzenia wchlaniania witaminy B12 prze­wodu pokarmowego.

Niepokojąca jest niekomtpetencja  lekarzy, którzy nie pomyśleli, że objawy u tej kobiety mogą być następstwem hipowitaminozy B12.

Nie jest łatwo wykryć taką przyczynę, tym bardziej że nie wystąpiły inne objawy hipo­witaminozy B12, np. niedokrwistość. Trzeba być po prostu nastawionym na tę ewentualność, tak jak dr Tkacz. Zresztą nie on jeden ma takie „wyostrzone" spojrzenie na niedobory bo witaminy B12 jako przyczyny zaburzeń psychicznych. Dr F. Coggans z Charter hospital Fort Worth w Teksasie opisuje przypadek pacjenta z objawami manii. Mania. a właściwie psycho­za maniakalno-depresyjna jest to psychoza charakteryzująca się naprzemiennie następu­jącymi po sobie objawami nadmiernego pobudzenia i depresji. Otóż ten pacjent był niezwy­kle pobudzony, cierpiał na bezsenność, mial manię wielkości. Ponieważ oceniono, że mo­że być niebezpieczny dla otoczenia, postanowiono go umieścić w szpitalu psychiatrycznym. Mimo że mial 81 lat, bronił się tak rozpaczliwie, że sześciu ludzi musiało go obezwładnić. W szpitalu przeprowadzono szczegółowe badania. Wszystkie wyniki były prawidłowe, z wy­jątkiem wyjątkowo niskiego stężenia witaminy B12. Zastosowano iniekcje witaminy B12 i po tygodniu wszystkie psychiatryczne zaburzenia ustąpiły.
Na uniwersytecie w Północnej Karolinie (USA) obserwowano również podobne przy­padki psychoz, wywołane przez niedobór witaminy B12. Wyniki potwierdzono w wielu ba­daniach w USA i innych krajach. Naukowcy w Danii stwierdzili, że co najmniej u 1/3 pacjen­tów przyjętych do ośrodków geriatrycznych stwierdza się zbyt niskie zawartości witami­ny B12. Można by się zastanawiać, dlaczego tak rzadko wykrywa się niedobór witaminy B12 jako przyczynę zaburzeń psychicznych. Amerykański lekarz dr Estroff wyraził się na ten temat bardzo dobitnie: "Jeśli nie szukasz - nie znajdziesz". Jest jeszcze inna przyczyna nie­powodzeń diagnostycznych. Okazuje się, że nie wszystkie testy nawykrywanie witaminy B12 we krwi są wystarczająco miarodajne. Dr Estroff stwierdza, że zespoły psychiatryczne tzw. zewnątrzpochodne są wywoływane przez różne czynniki. Jedną z przyczyn bywa niedobór witaminy B12, ale to może być prawdopodobnie tylko wierzchołkiem góry lodowej.
Wypływa z tego wniosek - w wypadku stanów depresyjnych i dementywnych należy sprawdzić, czy przypadkiem nie chodzi o niedobory witaminy B12 lub kwasu foliowego. Dr Tkacz uważa, że u 3-10% starych ludzi zaburzenia umysłowe mogą wynikać z niedoborów witamin B (głównie Bo i kwasu foliowego). Wprowadził on nawet określenie: "tea and to­ast syndrom", co oznacza, że często opisane objawy są następstwem odżywiania się herbat. ką (tea) i kanapkami (toast).

Podobno stres może wywołać hipowitaminozy. Ile jest w tym prawdy?

Stres zwiększa „zużycie" niektórych witamin, zwłaszcza witaminy C, ale również wi­tamin z grupy B. Wiąże się on zwykle z gorszym odżywianiem. Ludzie zestresowani, zde­nerwowani, przygnębieni jedzą mniej i byle co. Niedobory żywieniowe pogłębiają ich depresję. Pozwolę sobie na sformułowanie takiej ogólnej konkluzji: właściwe odżywia­nie się jest podstawą zdrowia i m.in. podstawą właściwego funkcjonowania naszego mózgu.

Czy niektóre biopierwiastki mają również wpływ na czynność naszego mózgu?

Tak. Rozpocznę od żelaza. Lekarze stwierdzili już wiele lat temu, że u dzieci z trudno­ściami uczenia się, zaburzeniami emocjonalnymi, a nawet z trudnościami przystosowa­nia się do otoczenia można wykryć niedokrwistość (anemię) niedobarwliwą, spowodo­waną niedoborem żelaza. Takie dzieci są bardzo nerwowe i nie interesują się otoczeniem. Objawy te ustępują po przeprowadzeniu odpowiedniej kuracji preparatami żelaza. Ba­dano również dwie grupy dzieci: z niedokrwistością z niedoboru żelaza oraz bez niedo­boru żelaza. Obie grupy wykazały istotne różnice w zachowaniu, a zatem przyczyną za­burzeń behawioralnych (tzn. zaburzeń zachowania się) tych dzieci była nie tylko ane­mia, ale i brak żelaza. Udowodniono to podając żelazo dzieciom z niedoborem tego pier­wiastka. Różnice w objawach ośrodkowych wyrównały się. Należy wspomnieć, że żela­zo odgrywa istotną rolę nie tylko jako niezbędny składnik hemoglobiny, która jest pew­nego rodzaju transporterem rozwożącym tlen do wszystkich komórek. Żelazo wchodzi również,' skład białka mięśni - mioglobiny, ale także, o czym na ogół się zapomina, jest niezbędne do funkcjonowania podstawowych enzymów komórkowych, zwanych cyto­chromami, które odgrywają fundamentalną rolę w oddychaniu komórek. Bez tych enzymów komórka, także komórka nerwowa, nie może otrzymać tlenu i po prostu „dusi się".

Kto w dzisiejszych czasach choruje na anemię z powodu niedoboru żela­za? To była choroba powszechna, a nawet modna w XIX wieku. Ale teraz?

Otóż nic bardziej mylnego! Badania epidemiologiczne wskazują, że niedokrwistość z po­wodu niedoboru żelaza jest jedną z najczęstszych chorób „żywieniowych" na świecie. Oce­nia się, że choruje na nią co najmniej 1 mld ludzi - a zatem co piąty człowiek na kuli ziem­skiej. Należy dodać, że niedobór żelaza niekoniecznie musi się objawiać niedokrwistością. Są postacie niedoboru żelaza przebiegające bez niedokrwistości. Wyrażają się one nadmier­ną „męczliwością" i zmęczeniem, zaburzeniami zachowania się (niezdolność do koncen­tracji uwagi) i wzmożoną wrażliwością na zakażenia, czyli obniżoną obroną immunologicz­ną.

Dlaczego dochodzi do takich niedoborów? Czy ',pożywieniu nie ma wystar­czających ilości żelaza?

Przede wszystkim pragnę wyjaśnić, że żelazo z pożywienia wchłania się przy udziale spe­cjalnego „transportera" - jest to enzym zwany ferrytyną. Otóż tylko tyle żelaza się wchło­nie, ile ferrytyny znajduje się w śluzówce jelit. A enzym ten łatwo ulega zniszczeniu. Mię­dzy innymi zespól złego wchłaniania, powstający często w wyniku stosowania doustnego antybiotyku o szerokim zakresie działania przeciwbakteryjnego (tetracykliny, ampicylina i in.), jest przyczyną upośledzenia wchłaniania z jelit żelaza. I nic wtedy nie pomoże: ani die­ta bogata w żelazo, ani podawanie doustne preparatów żelaza. A trudno wyobrazić sobie, że będziemy w wielomilionowej skali wstrzykiwali preparaty żelaza. A na marginesie - ist­nieje przedziwna ironia losu i historii. Alchemicy przez setki lat usiłowali przemieniać że­lazo (i inne metale) w złoto. Ale w przyrodzie złoto jest wielokrotnie mniej wartościowe niż żelazo - pierwiastek, który jest podstawą oddychania komórek, a zatem życia.

Czy tylko żelazo spośród biopierwiastków wpływa na czynność mózgu?

Nie tylko, chociaż jego znaczenie w funkcjonowaniu układu nerwowego jest chyba naj­większe. Ale nie można zapomnieć o dwóch innych pierwiastkach - magnezie i manga­nie. Magnez jest bardzo rozpowszechniony w przyrodzie. W roślinach wchodzi w skład zielonego barwnika - chlorofilu, warunkującego proces fotosyntezy. Można powie­dzieć, że magnez odgrywa w roślinach podobną rolę jak żelazo u zwierząt. Magnez jest w organizmie człowieka kofaktorem (czyli czynnikiem Współdziałającym) fosfataz, tj. en­zymów biorących udział w wykorzystywaniu energii zmagazynowanej w komórce w po­staci tzw. wysokoenergetycznych związków fosforanowych (m.in. ATP - czyli kwasu adenozynotrójfosforowego).
Można powiedzieć, że magnez pełni istotną funkcję prawie we wszystkich procesach fi­zjologicznych, min. w syntezie kwasów nukleinowych i białek, w przemianie glukozy i in. Uczestniczy w czynności wielu narządów i układów, a szczególnie ośrodkowego układu ner­wowego. mięsni prążkowanych i układu krążenia krwi. W rożnych zaburzeniach psychicz­nych (chorobach psychicznych) stwierdza się nieprawidłowe wartości magnezu We krwi.

W niedoborach tego pierwiastka występują stany niepokoju, pobudzenia, a także bezsen­ność, zmęczenie i in. Magnez działa uspokajająco (sedatywnie). Podanie dożylne magne. zu (w relatywnie dużych dawkach) powoduje stan przypominający znieczulenie ogólne. Stan ten można „odwrócić" przez podanie jonów wapnia (np. chlorku wapniowego), któ­ry działa antagonistycznie. Niektórzy naukowcy uważają, że magnez mógłby być wykorzy­stywany w większym niż dotychczas stopniu w leczeniu depresji. Znany jest korzystny wpływ podawania magnezu w stanach napięcia przedmiesiączkowego. Ale wymaga to dal­szych badań.

Co wiemy o wpływie manganu na mózg?

Przede wszystkim chciałbym sięgnąć do prehistorii. Otóż miliardy lat temu wytworze­nie energii, która rozbiła wodę na tlen nastąpiło dzięki obecności manganu. A obecnie man­gan. silny antyoksydant, pomaga ochronić komórki organizmu człowieka przed toksyczny. mi formami tlenu. Ale jego rola biologiczna pozostaje zagadką. Wiadomo, że mangan jest niezbędny do wytwarzania istotnego neuroprzekaźnika - dopaminy. Jednakże wszystkie dowody i dane dotyczące wpływu manganu na zaburzenia neurologiczne i psychiatryczne są wątpliwe.
Witaminy i biopierwiastki jako leki

W leczeniu jakich stanów chorobowych możemy zastosować np. witaminę A?

Witaminę A stosujemy często w stanach, które nie wynikają bezpośrednio z hipowitaminozy A. Najczęściej wykorzystywana jest w leczeniu chorób zakaźnych, np. gruźlicy, w celu zwiększenia odporności, jak też w przewlekłych nieżytach dróg oddechowych i przewodu pokarmowego. Według opinii lekarzy podawanie witaminy A lub beta karotenu (prowitamina A) zapobiega przenikaniu bakterii i wirusów przez śluzówkę dróg oddechowych i przewodu pokarmowego. Witamina A jest stosowana również jako wspomagający lek w nadczynności tarczycy - działa w pewnym stopniu antagonistycznie w stosunku do tyroksyny (hamuje procesy rozkładu materii, tzn. dysymilacyjne). Witamina A pomaga również w trudno gojących się ranach, odmrożeniach i oparzeniach - wzmaga procesy regeneracyjne. Z podobnych względów witamina A wywiera korzystny wpływ także w zmianach chorobowych dziąseł, tzw. paradontopatiach, m.in. w paradontozie. Witaminę A nazywa się, lub raczej nazywało, witaminą wzrostową. Z lego powodu podejmowano próby jej zastosowania w niedorozwoju fizycznym oraz zahamowaniu wzrostu. Dotychczas jednak brak jest przekonujących dowodów na jej skuteczność w tych stanach.

Jakie schorzenia leczą witaminy z grupy B?

Szczególnie szerokie zastosowanie jako lek ma witamina B1 (tiamina, aneuryna). Okazuje się, że może ona działać korzystnie w zapaleniu nerwów obwodowych na różnym tle m.in. w zapaleniu nerwów u alkoholików, oraz w niektórych chorobach ośrodkowego układu nerwowego, np. w encefalopatii Wernickego (jest to uszkodzenie mózgu w przebiegu przewlekłego alkoholizmu, w niektórych zatruciach, zakażeniach i zaburzeniach przemiany materii). Witaminę B1, głównie w jej aktywnej postaci pirofosforanu tiaminy, czyli kokarboksylazy (Cocarboxylasum), stosuje się w różnych postaciach niewydolności serca, zwłaszcza opornych na leczenie glikozydami nasercowymi. Karboksylazę podaje się również w cukrzycy wieku starczego jako lek wspomagający działanie leków przeciwcukrzycowych, zwłaszcza w kwasicy cukrzycowej, a także w rzucawce ciążowej i pewnej formie wymiotów u dzieci (wymioty acetonemiczne).

A inne witaminy B?

Witamina B2, czyli ryboflawina (laktoflawina), nie ma żadnego zastosowania jako 1 - stosuje się ją wyłącznie w objawach hipowitaminozy. Witaminę B5, czyli kwas pantote wy, wykorzystuje się w dermatologii, w różnych stanach alergicznych skóry, w choroba wątroby i w chorobach zakaźnych (półpasiec). Ponadto stosuje się ją w okulistyce - w usz dzeniach i owrzodzeniach rogówki, w laryngologii - w zanikowym nieżycie śluzówki no oraz w chirurgii - w zapobieganiu i leczeniu pooperacyjnej atonii jelit. Szczególnie cenn lekiem jest witamina B6, czyli pirydoksyna (adermina). Jej brak w pokarmach wywołuje st zapalny skóry kończyn i twarzy zwany akrodynią oraz zapalenie błon śluzowych, niedokr stość, zaburzenia czynności układu nerwowego i ogólne osłabienie. Pirydoksyna, której f ma aktywna to ester fosforanowy pirydoksalu, jest koenzymem przemiany aminokwas i syntezy białek. Witaminę B6 stosuje się przede wszystkim w zwalczaniu objawów nie żądanych występujących u chorych leczonych lekiem przeciwgruźliczym izoniazyd (INH), ponadto w wymiotach u ciężarnych, w różnych postaciach niedokrwistości oraz n których stanach zapalnych skóry, w wypadaniu włosów i w stanach zapalnych śluzowe
Podobnie cennym lekiem jest witamina B12. Nazywa się ją lekiem energizującym, ponieważ niezależnie od wpływu na wytwarzanie krwinek czerwonych zwiększa ona znami nie witalność i kondycję organizmu. Stosuje się ją w różnych postaciach chorób zwyrod niowych ośrodkowego układu nerwowego (m.in. w stwardnieniu rozsianym), w nadtarcz ności oraz w przewlekłym zapaleniu oskrzeli. Wielu lekarzy poddaje jednak w wątpliw efekty lecznicze witaminy B12 w tych stanach.

Czy można jeszcze coś dodać na temat witaminy C?

Tak. Otóż należy pamiętać, że witamina C „zużywa" się bardzo szybko pod wpływem nych czynników. W przypadku gorączki bardzo szybko zmniejsza się jej stężeni krwi, podobnie jak pod wpływem stresu, i to zarówno psychicznego, jak i fizycznego po zabiegu operacyjnym). A zatem, witaminę C należy podawać we wszystkich stanach rączkowych, w chorobach zakaźnych w celu zwiększenia reakcji immunologicznej. Sz gólne znaczenie ma ta witamina w profilaktyce i leczeniu choroby przeziębieniowej. M kontrowersyjnych opinii, większość ekspertów zgadza się, że witamina C podawana w gadawkach, tzn. ponad 2 g dziennie, może znacznie złagodzić i skrócić czas trwania p ziębienia. Witaminę C stosuje się także w niedokrwistościach, w chorobach alergicznych o w zaburzeniach mikrokrążenia. Kwas askorbowy hamuje wytwarzanie barwnika skó melaniny (hamuje melanogenezę). Z tego powodu wykorzystuje się go w leczeniu różnego rodzaju przebarwień skóry, np. w ciąży czy w chorobach wątroby („plamy wątrobowe”)

Czy są takie witaminy, których nie stosuje się w innych stanach chorobowych poza objawami hipowitaminozy?

Tak - np. w pewnym zakresie witaminy K. Stosuje się je prawie wyłącznie w skazach krwotocznych, wywołanych niedoborem tej witaminy, tzn. w obniżeniu stężenia protrom-biny - białka, które po przekształceniu do trombiny przez inny enzym krwi, trombopla-stynę, powoduje powstawanie skrzepu. Otóż protrombina jest wytwarzana w wątrobie przy udziale witaminy K. Jej niedobór powoduje upośledzenie wytwarzania protrombi-ny, w następstwie czego krew nie może krzepnąć. Nazywamy to skazą krwotoczną. Witaminy K stosuje się zatem głównie w hipowitaminozach K.

A inne witaminy?

Każda z nich ma również zastosowanie w leczeniu stanów chorobowych nie związanych z jej niedoborem. Na przykład witamina Q10 wywiera bardzo skuteczne działanie w nadciśnieniu, zwiększając znacznie efektywność innych leków przeciwnadciśnieniowych. Stosuje się ją w zwyrodnieniu mięśnia sercowego i w niedomodze wień-cowej. Dowodem zdumiewającej skuteczności tej witaminy w niewydolności mięśnia sercowego jest następująca obserwacja. Grupa 90 pacjentów ze skrajną niewydolność mięśnia sercowego oczekiwała na przeszczep serca. Połowie podawano witami-ny Q 10, a druga otrzymywała placebo, czyli lek pozorny. Pacjenci ci kolejno byli pod-dawani przeszczepieniu serca. Z grupy otrzymującej placebo po 5 latach wszyscy, któ-rym nic przeszczepiono serca, umarli, natomiast w grupie otrzymującej witaminę Q10 po 9 latach jeszcze 60% tych, którym nie przeszczepiono serca - żyło. Witamina Q10 znacznie zmniejsza toksyczność niektórych leków, m.in. leków antyarytmicznych, niektórych leków przeciwdusznicowych i przeciwnadciśnieniowych oraz niektórych leków przeciwnowotworowych.
Witamina Q10 wpływa korzystnie na leczenie miażdżycy, gdyż obniża poziom cholesterolu. Bardzo istotne jest jej działanie w paradontopatiach, a zwłaszcza w parodontozie. Są dowody, na razie uzyskane tylko w doświadczeniach na zwierzętach, że witamina Q10 może znacznie przedłużyć czas życia. W pewnym doświadczeniu szczury otrzymujące witaminę Q10 żyły o 11,2 miesiąca (tj. o 56%) dłużej niż szczury kontro-lne Przypuszcza się, że mechanizm tego działania polega na „wymiataniu" wolnych rodników. Wyniki badań wskazują, że witamina Q10, podawana w dawkach przewyższających uzupełnianie niedoborów, może znacznie przedłużyć życie.

Aż trudno uwierzyć, że taka mało znana do niedawna witamina, ma tak skuteczne działanie w różnych stanach chorobowych i tak rozległe zastosowanie.

Istotonie. jeden ze znakomitych polskich ekspertów w tej dziedzinie prof. Grieb stwierdził, że gdyby nawet tylko 10% z tego, co jest napisane o działaniu witaminy Q10 na układ krążenia, było prawdą - to i tak powinna się ona stać jednym z najczęściej sto wanych leków w kardiologii. Zresztą witamina Q10 jest właściwie tylko częściowo witaminą. Jest to związek chinonowy (nazwa międzynarodowa: ubichinon - ubitarius = wszech obecny, chinon - związek pierścieniowy zawierający 2 grupy ketonowe). Ubichinon j częściowo wytwarzany w organizmie człowieka, jednak często w ilościach niewystarczających. Koenzym Q10 jest dostarczany z pokarmem. Jest to witamina współpracująca bardzo ściśle z witaminą E w procesach metabolicznych komórki prowadzących do wytwarzania wewnątrzkomórkowej energii. Niedobór witaminy Q10 powoduje tzw. defekt bioenergetyczny, upośledzający funkcję tych narządów, które zużywają dużo energii, a tem serca, wątroby, a także układu immunologicznego. Do właściwego funkcjonowania tego układu niezbędne są duże ilości energii. Już ponad 20 lat temu współodkrywcy dziwnej witaminy, a mianowicie Blizniakow i jego współpracownicy z zakładu ojca tej taminy, prof. K. Folkersa w Houston, wykazali, że witamina Q10 zwiększa aktywność fagocytarną krwinek białych oraz zwiększa liczbę komórek układu immunologicznego, które odgrywają istotną rolę w odporności (zwiększają liczbę tzw. komórek zabójców - NK) jak również limfocytów T4, tzw. pomocniczych (Helper). Wzmaga również wytwarzanie przeciwciał typu IG. Wyniki te zostały potwierdzone w badaniach innych naukowców.

Witamina D jest witaminą przeciwkrzywiczną. Czy ma jakieś inne za sowanie lecznicze?

Tak. Stosuje się ją w chorobach alergicznych - częściowo ze względu na jej wpływ podwyższenie stężenia wapnia we krwi. Witamina D zwiększa wchłanianie wapnia lit i podwyższa jego stężenie we krwi. Działa zatem przeciwalergicznie i przeciwzapalnie Były próby stosowania jej w gośćcu stawowym oraz w gruźlicy skóry (lupus vulgaris). Ze względu na jej wpływ na poziom wapnia podaje się ją w tężyczce (niedoczynność gruczołu przytarczycznego), jak też w obniżeniu stężenia wapnia we krwi z innych przyczyn, u chorych dializowanych.

A witamina E?

Witaminy E, czyli tokoferole (najbardziej aktywny jest a-tokoferol), spełniają funkcję witaminy rozrodczej. Są również bardzo silnymi antyutleniaczami, biorą istotny udział w oddychaniu tkankowym - w transporcie elektronów. Witaminę E stosuje się w niedokrwistości hemolitycznej, w stanach skurczowych naczyń i nadciśnieniu. Bardzo istotny jest jej wpływ na mięśnie prążkowane. Wywiera ona silne i skuteczne działanie na mięśnie (działanie miotroficzne) - wzmaga napięcie i siłę skurczów mięśni szkieletowych. Z tego powodu jest stosowana z powodzeniem w miastenii oraz zanikowym niedowładzie mięśni pochodzenia rdzeniowego. Próbuje się stosować witaminę E w niektórych chorobach skóry, ze względu na jej działanie rozszerzające naczynia skórne, oraz w zakrzepowym zapaleniu naczyń z powodu jej działania prze-ciwzakrzepowego.
Witamina M, czyli kwas foliowy, jest witaminą, której brak łącznie z nie-doborem witaminy Bn powoduje niedokrwistość złośliwą.

Czy ma ona zastosowanie w innych stanach chorobowych?

Tak. Między innymi w zwalczaniu objawów niepożądanych sulfonamidów i leków przeciwtarczycowych - pochodnych tiouracylu. Kwas foliowy znalazł zastosowanie także w leczeniu zapaleń wielonerwowych (w cukrzycy i u alkoholików), w niektórych za-burzeniach jelitowych oraz u kobiet w ciąży, jako profilaktyka niektórych wad rozwojowych. Z innych witamin należy wspomnieć także o witaminie P i PP. Witamina P, czyli rutyna, jest przedstawicielem związków, które obejmuje się wspólną nazwą flawonoidów. Należy do nich m.in. hesperydyna, kwercetyna i eriodyktyna. Główne jej działa-nie polega na ochronie różnych związków przed utlenianiem. Ochrania przede wszyst-kim witaminę C, dzięki czemu działa ona silniej i dłużej. To jest uzasadnienie stosowa-nia iq) preparatu Rutinoscorbin zawierającego kwas askorbinowy i rutynę. Rutyna jest wykorzystywana jako lek normalizujący niektóre zaburzenia mikrokrążenia, w skazach ki widocznych naczyniopochodnych, w chorobach alergicznych i w nadciśnieniu. Większe znaczenie lecznicze znalazły i inne związki flawonoidowe, m.in. diosmina, okserutyna (Venoruton) i trokserutyna (Troxerutin).
Witamina PP (przeciwpelagryczna), czyli niacyna, jest to chemicznie amino kwasu nikotynowego, odgrywającego ważną rolę w procesach utleniania - oddychania komórek. Brak jej lub niedobór (obecnie prawie nie spotykany) wywołuje tzw. rumień lombardz-ki (pelagrę), charakteryzujący się zapaleniem części odsłoniętych ciała, biegunkami oraz ośrodkowego układu nerwowego z demencją, porażeniami i zanikami mięśniowymi. Witaminę PP stosuje się przede wszystkim w schorzeniach skóry (liszaje, trądzik, łojotok, rumień słoneczny), w schorzeniach błon śluzowych (zapalenie języka i jamy ustnej), w chorobach układu krążenia (zwłaszcza w stanach skurczowych i niektórych chorobach ośrodkowego układu nerwowego w celu zwiększenia tolerancji na sulfonamidy i in.

Przechodząc do biopierwiastków które z nich mają najszersze zastosowanie lecznicze, oczywiście poza uzupełnianiem niedoborów?

Przede wszystkim wapń, żelazo, magnez, potas, selen i cynk. Może rozpocznę od wapnia. Należy on do makroelementów. W organizmie człowieka znajduje się średnio 1,0-2,2 kg wapnia, z czego 99% w kościach w postaci głównie fosforanów i węglanów. We krwi wapń znajduje  się w formie fosforanów i cytrynianów; 1% wapnia przybiera postać zjonizowaną. Wapń odgrywa bardzo ważną i wielostronną rolę. Uczestniczy w przekazywaniu impulsu nerwowego, w skurczu mięśni, w utrzymaniu integralności błob komórkowych i w krzepnięciu krwi. Jest również wtórnym przekaźnikiem w działaniu wielu hormonów. Wapń stosuje się przede wszystkim w różnego typu osteopatiach w osteoporozie, krzywicy i osteomalacji, ponadto w stanach alergicznych ("uszczelnia" śródbłonki włośniczek) oraz jako środek przeciwzapalny. Podaje się go również jako uzupełniający środek w leczeniu nadciśnienia: obniża on nieznacznie lecz statystycznie znamiennie ciśnienie tętnicze krwi.

Cynk odgrywa bardzo istotną rolę w czynnościach enzymów. Czy jego zastosowanie lecznicze jest również tak szerokie?

Jeśli chodzi o rolę biologiczną cynku, to jest on pewnego rodzaju rekordzistą. Aktywność ponad 200 enzymów zależy od obecności cynku, którego określa się krótko - "najdzielniejszy wojownik przeciwzakażeniowy". Można bez przesady powiedzieć, że prawie nie ma takiego procesu biochemicznego z udziałem enzymów, który nie zależałby od obecności cynku. Są to enzymy biorące udział m.in. w biosyntezie białka i kwasów nukleinowych, a mianowicie DNA (kwas dezoksyrybonukleinowy) i RNA (kwas rybonukleinowy). Tworzy tzw. palce cynkowe, wskazujące i umożliwiające białkom wią-zanie się do kwasów nukleinowych, co warunkuje i reguluje ekspresję (tzn. ujawnia-nie działania) naszych genów. Cynk bierze również udział w strukturze i funkcji błon komórkowych oraz odgrywa istotną rolę w czynności układu immunologicznego i procesach odpornościowych. Współdziała też z niektórymi hormonami - m.in. insuliną, somatotropiną i gonadotropinami. Jest wręcz zdumiewające, że mimo tak istotnego udziału cynku w funkcjach ustrojowych, jego kliniczne zastosowanie jest relatywnie ograniczone. Niektórzy uważają, że udowodnionym działaniem leczniczym cynku jest działanie antyseptyczne i ściągające siarczanu cynku stosowanego miejscowo, głównie w okulistyce. Wielu ekspertów uważa, że podawanie preparatów cynku przyspiesza gojenie się ran, wzmaga aktywność układu immunologicznego (prewencja choro-by przeziębieniowej), a także uzupełnia leczenie gośćca stawowego.

 
1 , 2