wtorek, 23 styczeń 2007

“O walce z chorobą Alzheimera, diecie dr Budwig, lucernie i diecie  zgodnej z grupą krwi.”
Krystyna Penkala

Piszę te słowa z wewnętrznej potrzeby niesienia pomocy wszystkim tym, którzy jej bezskutecznie poszukują, pomocy w walce o zdrowie i godne życie dla swoich bliskich, dotkniętych ciężką „nieuleczalną” chorobą.

Mija dziesięć lat odkąd zmagam się z chorobą Alzheimera. To właśnie ta straszna choroba stała się udziałem mojej mamy i mnie jako jej opiekunki. Przez pierwsze osiem lat, zdając się na działanie tzw. medycyny konwencjonalnej, choroba rozwijała się można rzec książkowo, nie zostawiając wątpliwości, co do trafności postawionej diagnozy. Diagnozy przerażającej, bo niedającej szans na jakąkolwiek poprawę stanu zdrowia ani nawet na zatrzymanie postępów choroby.

W obliczu pogarszającego się stanu zdrowia, bezsilności oficjalnej medycyny, pomna swoich pozytywnych doświadczeń, a przez to darząca ogromnym zaufaniem naturalne metody lecznicze, ani na chwilę nie ustawałam w poszukiwaniu pomocy ze strony medycyny alternatywnej, opierającej się na leczeniu przyczyn, nie tylko skutków trawiących nas chorób. W listopadzie 2003 roku, kiedy to tak naprawdę straciłam nadzieję, niespodziewanie nastąpił przełom w leczeniu. Właściwie trafniej byłoby napisać odbicie od dna, ponieważ w tym czasie stan zdrowia psychicznego i fizycznego mojej mamy, dobiegał kresu swoich możliwości. Skrajne wycieńczenie organizmu i listopadowe chłody spowodowały rozwój zapalenia płuc. Po podaniu mamie serii antybiotyków, obserwując niestety tragiczne, wyniszczające skutki ich działań ubocznych, zdecydowałam się na leczenie infekcji metodą naturalną. Odstawiłam antybiotyki, a w ich miejsce zaczęłam podawać duże dawki czosnku, trzy razy dziennie po cztery, pięć świeżo roztartych ząbków (aby wykorzystać aseptyczne właściwości tego specyfiku, należy spożyć świeży czosnek, jednak nie wcześniej niż 15 minut po jego rozdrobnieniu, jest to jeden z najsilniej działających naturalnych antybiotyków).

W tym czasie był to z mojej strony akt rozpaczy, jednak jak się później okazało zrobiłam wreszcie coś naprawdę „mądrego”. Powoli, ale systematycznie zaczęły ustępować objawy zapalenia płuc. W tym samym czasie natknęłam się na książkę amerykańskiego lekarza, naturoterapeuty Petera J. D'Adamo pod tytułem „Jedz zgodnie ze swoją grupą krwi. Encyklopedia zdrowia”. Dzięki niej uzmysłowiłam sobie jak kardynalne dla naszego zdrowia jest prawidłowe odżywianie. Słowa Hipokratesa „ niech pożywienie będzie dla was lekarstwem a lekarstwo pożywieniem”, stały się dla mnie w pełni zrozumiałe. Więcej informacji na temat medycyny naturalnej znajdziecie Państwo na Primanatura.COM

Co znaczy prawidłowe odżywianie w kontekście najnowszych odkryć a w szczególności diety zgodnej z grupa krwi? Na to pytanie nie można odpowiedzieć jednym zdaniem. Przyzwyczajono nas do tego, że odżywianie i medycyna to dwie różne sprawy. Rzadko uzmysławiamy sobie, że to właśnie jedzenie, za pośrednictwem skomplikowanych procesów zachodzących w organizmie, ma wpływ na każdą z komórek naszego ciała. Grupa krwi nie jest obojętnym czynnikiem w tym procesie. Pełni miedzy innymi funkcję zaworu kontrolnego układu immunologicznego i trawiennego, nadzoruje zdolności organizmu do przetrwania i rozwoju. Autor diety w swoich książkach szczegółowo wyjaśnia mechanizm pozytywnego i negatywnego reagowania poszczególnych grup krwi na różne pokarmy. Wyjaśnia również szczegółowo naukowe i antropologiczne przesłanki do powstania czterech odrębnych grup krwi. Gdyby nie przemiany, jakie zaszły w strukturze krwi, nie przetrwałby gatunek ludzki. Każda z czterech grup ewoluowała pod wpływem rozwoju fizjologicznego gatunku ludzkiego i zmieniających się warunków klimatycznych. Grupa krwi odegrała znaczącą rolę w procesach adaptacyjnych, które w toku ewolucji uzbrajały nasz system odpornościowy przeciwko nowym wirusom i bakteriom, przystosowywała czuły system trawienny człowieka do nieznanych mu dotąd pokarmów. Tak, więc grupa krwi stanowi swego rodzaju dziedzictwo decydujące o naszej indywidualności.

W tym miejscu pozwolę sobie wrócić do historii mojej mamy. Zaczęłam ściśle i rygorystycznie stosować zasady diety zgodnej z grupa krwi, licząc na to, że chociaż spowolnię lub zatrzymam postęp choroby. Teraz, po prawie dwóch latach od jej zastosowania, mogę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że następuje jej powolny regres. To nie chwilowa poprawa zdrowia, to stały, systematyczny do niego powrót. W przeciągu kilku miesięcy dietetycznej kuracji stało się oczywiste, że przyjmowane wcześniej przez mamę lekarstwa psychotropowe byłyby tylko zbędnym balastem zatruwającym jej organizm. Ostre objawy choroby psychicznej zupełnie ustąpiły i tak jest do dziś. Powoli mama wyrywa się z objęć demencji, staje się coraz bardziej komunikatywna, zaczyna na nowo rozumieć i interesować się otaczającym ją światem.

W marcu tego roku natknęłam się na stronę internetową Pani Alicji Krzywańskiej (PrimaNatura). Z wielkim zainteresowaniem przestudiowałam zamieszczone tam materiały. Moją szczególną uwagę zwróciła dieta dr Budwig. Stała się ona dla mnie kolejnym potwierdzeniem na to, że dzięki diecie można pokonać nawet najgroźniejszą chorobę. Od kwietnia stosuję kanony żywieniowe tej diety w powiązaniu z dietą zgodną z grupa krwi. W praktyce oznacza to wyłączenie z jadłospisu niektórych zalecanych przez dr Budwig pokarmów a niewskazanych ze względu na grupę krwi. W przypadku grupy „A”, bo taką ma moja mama, jest to rezygnacja na przykład z ziemniaków, pomidorów, papryki, pomarańczy, mandarynek, bananów, na rzecz brokułów, marchwi, pietruszki, cebuli, pora, czosnku, grapefrutów czy cytryn. Lista pokarmów jest oczywiście o wiele dłuższa, te wymienione przeze mnie stanowią tylko przykład na negatywne lub pozytywne oddziaływanie pożywienia na organizm w zależności od posiadanej grupy krwi. Trudno mi autorytatywnie stwierdzić, że jest to najsłuszniejsze rozwiązanie, ale na pewno nie osłabia działania ani jednej, ani drugiej kuracji zdrowotnej. Mam nadzieję, że jest wręcz przeciwnie, bo efekty są nadspodziewanie dobre. Coraz częściej mama mile mnie zaskakuje niebywałą od kilku lat jasnością umysłu. Na razie są to chwile, ale chwile piękne, powtarzające się coraz częściej i trwające coraz dłużej.

Pasta dr Budwig, oprócz niezaprzeczalnych walorów zdrowotnych, okazała się bardzo smaczna, daje mi wiele nowych możliwości kulinarnych, których nie miałam stosując tylko dietę grupy krwi. Znakomicie zastępuje mi śmietanę czy majonez, a przez to wzbogaca jadłospis o potrawy, z których dotychczas musiałam zrezygnować. Świetnie nadaje się do mizerii z ogórków, stanowi bazę sosów do surowych i gotowanych jarzyn, koktajli z truskawkami czy jagodami. Wraz z czosnkiem, kiełkami lucerny, poppingiem z amarantusa lub otrębami owsianymi jest smacznym, leczniczym śniadaniem dla osób z grupą krwi „A”.

W tym miejscu chciałabym zachęcić do regularnego spożywania kiełków z ziaren zbóż. Są one niezwykle cennym źródłem witamin i składników mineralnych. Łatwo można je wyhodować w domu. Znali je już bardzo dawno temu mieszkańcy Dalekiego Wschodu i z powodzeniem wykorzystywali przyrządzając różne potrawy. Kiełki dostarczają organizmowi to, co niezbędne do prawidłowego funkcjonowania - wiele witamin m.in. A, C, PP a także składników mineralnych – potas, żelazo, cynk, magnez, fosfor. Kiełki zawierają tych składników więcej niż ziarna, z których zostały wyprodukowane. Dodatkowym plusem przemawiającym za kiełkami jest to, że są bardzo dobrze przyswajalne przez organizm i lekkostrawne. Kiełki lucerny (alfalfa) zawierają rzadko występującą w roślinach witaminę B12, poza tym są bogate w witaminy A, C i D oraz lecytynę. Poprawiają pamięć, mają właściwości pobudzające.

Kiełki rzodkiewki dzięki dużej ilości witaminy C podnoszą odporność organizmu. Zawierają dużo siarki, dlatego wpływają korzystnie na stan skóry, włosów i paznokci. Kiełki pszenicy obfitują w żelazo, miedź, witaminę B6. Są wskazane dla osób zmęczonych i zestresowanych, poprawiają trawienie. Kiełki soczewicy zawierają dużo żelaza, magnezu i witaminy C. Dobrze wpływają na stan zębów. Kiełki soi są wyśmienitym źródłem żelaza, witaminy C i B1. Regularne ich zjadanie koi nerwy, dodaje energii i apetytu. Kiełki słonecznika mają dużo cynku i żelaza. Najkorzystniej jest hodować je samemu, bo są zawsze pod ręką i zawsze świeże. Najwygodniej to robić w specjalnym pojemniku, z nasion niezaprawianych chemicznie, dostępnych w sklepach ze zdrowa żywnością. Do mojej hodowli wybieram oczywiście tylko te nasiona, które są zgodne z mamy grupą krwi.

Na szczególną uwagę i szersze omówienie zasługują wspomniane już wcześniej kiełki lucerny, z których walorów zdrowotnych mogą korzystać wszyscy, za wyjątkiem osób o grupie krwi „0”. W medycynie ludowej od dawna wykorzystywano niezwykłe właściwości lecznicze lucerny, powszechnie kojarzonej raczej z rośliną pastewną. Obecnie badania naukowe potwierdzają, że części lucerny znajdujące się nad ziemią, a zwłaszcza jej liście, zawierają znaczne ilości beta karotenu, witamin B, C, D, E i K oraz soli mineralnych: potasu, żelaza, wapnia i fosforu. Te dwa ostatnie składniki są bardzo pożyteczne dla kości i zębów. Dzięki wysokiej zawartości chlorofilu lucerna ma także działanie odtruwające. Angielska nazwa lucerny brzmi alfalfa. To słowo pochodzenia arabskiego znaczy ojciec i prawdopodobnie ma związek z jej nadzwyczajnym działaniem wzmacniającym i leczniczym. Z sukcesem można ją stosować przy ostrych i przewlekłych zaburzeniach trawienia. Pomaga w leczeniu wzdęć, wrzodów i braku apetytu, ponieważ, podobnie jak surowa kapusta, jest bogata w witaminę U. Alkalizujące właściwości lucerny wykorzystuje się do leczenia wrzodów trawiennych powstających w miejscach, w których błona śluzowa traci odporność na trawiące działanie kwasów żołądkowych (w przełyku, żołądku lub w jelicie). Działanie to wspiera węglan magnezu, często dodawany do nowoczesnych preparatów. Lucerna zawiera też substancje przeciwgrzybicze, dlatego wzmacnia działanie bakterii Acidophilus. Lucerna jest dobrym, naturalnym środkiem przeczyszczającym, moczopędnym i obniżającym gorączkę. Poznano również jej działanie zapobiegające powstawaniu wola (powiększeniu tarczycy). Lucerna wspomaga wchłanianie i przyswajanie węglowodanów, białka, wapnia, żelaza i innych pierwiastków śladowych. Lucerna lub jej wyciąg, działa szczególnie korzystnie na osoby w starszym wieku. Wzmacnia system immunologiczny, spowalnia proces starzenia się. Zwiększa siłę życiową, wydolność fizyczną, zapewnia lepszy sen. Lucerna wspomaga leczenie ostrego i przewlekłego zapalenia pęcherza moczowego lub prostaty, zmniejsza też bóle reumatyczne i wspomaga laktację. Swoje działanie rozwija powoli, ale jest ono gruntowne. Lucerna zawiera duże dawki witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, być może, dlatego połączenie kiełków z pastą dr Budwig opartej przecież na oleju lnianym, daje u mojej mamy tak dobre rezultaty lecznicze.

Dłuższa kuracja może spowodować kumulację witamin, dlatego po 2-3 miesiącach należy zrobić w niej miesięczną przerwę.
Biolog, Frank Bouer, nazwał lucernę wielkim uzdrowicielem. W zielonych liściach tej rośliny odkrył osiem enzymów niezbędnych dla naszego organizmu. Ponadto stwierdził, że w 100 gramach lucerny zawarte jest 8000 j.m. (jednostek międzynarodowych) witaminy A oraz od 20000 do 80000 j.m. witaminy K. Ta druga wspomaga krzepnięcie krwi i zapobiega zbyt dużej utracie krwi podczas miesiączkowania. Również osobom, które często miewają krwotoki z nosa, może pomóc witamina K, zawarta na przykład w wyciągu z lucerny. Długo trwająca biegunka może być jednym z objawów niedoboru witaminy K. Osoby zażywające leki zmniejszające krzepliwość krwi (tzw. antykoagulanty), bez konsultacji z lekarzem nie powinny stosować preparatów zawierających witaminę K.

Całkiem niedawno przeczytałam w jednym z artykułów stwierdzenie, że choroba Alzheimera jest chorobą szoku oksydacyjnego. Przed szkodliwym wpływem oksydantów bronią organizm, tak zwane antyutleniacze. Słowa te stanowią potwierdzenie na słuszność podjętej i prowadzonej przez mnie kuracji leczniczej, obfitującej w błonnik, będący miotłą do wymiatania zanieczyszczeń pokarmowych, w antyutleniacze takie jak czosnek, cebula , brokuły, produkty z mąki z pełnego przemiału oraz w zieloną herbatę, stanowiącą sposób na porcję pełną przeciwutleniaczy, których moc wielokrotnie przewyższa pod tym względem, działanie witaminy C.

Na zakończenie muszę wspomnieć o pozytywnych skutkach zdrowotnym, jakich doświadczyłam osobiście, poprzez eliminację produktów żywnościowych, zawierających bezpośrednio w swoim składzie chemiczne dodatki konserwujące, poprawiające smak czy wygląd. Parę lat temu przez prawie pół roku cierpiałam na chroniczną biegunkę. Nie wiem, jaki byłby tego finał, gdybym przypadkiem nie natrafiła na listę szkodliwych dodatków żywnościowych. Po jej przestudiowaniu dotarło wreszcie do mnie, że większość z nich jest albo rakotwórcza, albo utrudniająca przemianę materii. Zrobiłam sobie „rachunek sumienia” i zrezygnowałam całkowicie z żywności tak „wzbogaconej”. Po tygodniu wiedziałam już, że był to strzał w dziesiątkę. Stopniowo wszystkie nieprzyjemnie objawy choroby ustąpiły. Jednak nawet teraz po kilku latach od opisanej sytuacji, muszę się ich bezwzględnie wystrzegać. Chemiczne zanieczyszczenie żywności jest zmorą naszych czasów, trudno nie wpadać w tego typu pułapki, zapewniam jednak, że warto je wyeliminować z codziennej diety, dając w ten sposób odpocząć wątrobie i tak już nadmiernie obciążonej przez zanieczyszczenia z gleby, powietrza czy wody.

Nie ukrywam, że propagowany przez ze mnie sposób na uzyskanie i utrzymanie dobrej kondycji zdrowotnej, pochłania wiele czasu, wymaga cierpliwości, dużego samozaparcia i walki z nałogiem złego jedzenia. Jestem przekonana, że w ten sposób można skutecznie walczyć nie tylko z chorobą Alzheimera, ale także z wszystkimi innymi chorobami cywilizacyjnymi, takimi jak nowotwory, Parkinson, choroba niedokrwienna serca czy cukrzyca. Gorąco wszystkich do tego zachęcam, bo o zdrowie trzeba nieustannie zabiegać, często walczyć o jego odzyskanie, jak napisał nasz narodowy wieszcz Jan Kochanowski „ szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakuje, aż się zepsuje”. Podobno zdrowie to nie wszystko, ale na pewno wszystko bez zdrowia, to nic.

Z poważaniem
czytelniczka PrimaNatury
Krystyna Penkala

Zakładki:
Ciekawe portale
Medycyna
Ziololecznictwo
Nasze e-Książki
czwartek, 21 maja 2009
Helicobacter pylori

Bakteria ta należy do tzw. gram ujemnych (wszystkie bakterie należące do tej grupy nie wybarwiają się przy stosowaniu specjalnego barwnika, co związane jest z budową ich ściany komórkowej). Ma formę podłużną spiralną z obecnością od 3 do 7 długich wici na jednym z końców, które umożliwiają jej poruszanie. Pierwsze wzmianki o obecności spiralnych bakterii w treści żołądkowej sięgają IX wieku. W 1896 roku opisał je polski lekarz Walery Jaworski sugerując, że odgrywa ona ważną rolę w genezie chorób żołądka. Całą grupę tych drobnoustrojów nazwano Helicobacter, a minimalne różnice w ich budowie pozwoliły na wyodrębnienie wielu szczepów.
Cechą charakterystyczną Helicobacter pylori jest zdolność do rozkładania mocznika w amoniak za pomocą produkowanego przez nią enzymu nazwanego ureazą. Zdolność ta odgrywa kluczową rolę w całej epidemiologii tego drobnoustroju. Dzięki niej możliwe jest jej przetrwanie w tak kwaśnym środowisku, jakim jest żołądek. W soku żołądkowym oprócz dużej ilości kwasu solnego znajduje się niewielka ilość mocznika. Helicobacter pylori rozkłada go do amoniaku i dwutlenku węgla. Amoniak neutralizuje kwaśną treść żołądkową w bezpośrednim otoczeniu bakterii umożliwiając jej przeżycie. Jest ona jedyną bakterią, która potrafi przetrwać i rozmnażać się w takich warunkach. 
Do zakażenia dochodzi zwykle na drodze oralno-oralnej i oralno-fekalnej. Do tej pory obecność tej bakterii wykazano tylko w błonie śluzowej żołądka człowieka. Ostatnie doniesienia wykazują na jej obecność także w płytce nazębnej, końcowym odcinku jelita i kale, w którym może przeżyć nawet kilka dni. Tak więc możliwości zakażenia są bardzo szerokie i stanowić je mogą źle wyjałowiony sprzęt medyczny, pocałunki, zanieczyszczona fekaliami woda i żywność. Dużą rolę do rozprzestrzeniania się drobnoustroju przywiązuje się do zakażeń wewnątrzrodzinnych, gdzie najczęściej transmisja bakterii następuje między dorosłymi i dziećmi oraz między dziećmi.

Reakcja na zakażenie.

Początkowej fazie zakażenia mogą towarzyszyć nieswoiste objawy kliniczne takie jak uczucie pełności w nadbrzuszu, wymioty, bóle kolkowe żołądka, wymioty i bóle głowy. Część osób podczas zakażenia nie odczuwa żadnych objawów. Ta różnica w reakcji organizmu jest prawdopodobnie wynikiem zakażenia różnymi rodzajami szczepów tej bakterii. Bakteria dzięki swojej ruchliwości i ukierunkowanym chemotaktycznie w kierunku śluzowi żołądkowemu ruchu szybko przenika do żołądka i przechodząc przez warstwę śluzu dociera do komórek błony śluzowej żołądka, gdzie dzięki specjalnym wypustkom dosyć mocno do nich przylega. Zdolność do wytwarzania dużych ilości ureazy- enzymu rozkładającego mocznik do amoniaku i dwutlenku węgla pozwala tej bakterii na zobojętnienie tak kwaśnego i nieprzyjaznego dla bakterii środowiska, gdzie żaden inny drobnoustrój nie jest w stanie przeżyć. Poza tym produkuje ona liczne enzymy wykazujące toksyczne działanie w stosunku do błony śluzowej żołądka – uważa się, że mogą one niszczyć ciągłość i stabilność warstwy komórek nabłonka żołądka. Obecność Helicobacter pylori na błonie śluzowej żołądka indukuje proces zapalny jako odpowiedź obronną. Jest to reakcja typowa i polega na szybkim wzroście przeciwciał skierowanych przeciwko tej bakterii oraz aktywacji komórek obronnych- makrofagów, limfocytów i plazmocytów, które wydzielając różnego rodzaju mediatory zwiększając dodatkowo proces zapalny. Niestety bardzo rzadko na tej drodze dochodzi do samoistnego zwalczenia zakażenia przez organizm, ponieważ bakteria ta ma zdolność do wytwarzania odpornych przetrwalników i umiejscawia się ona głęboko w dołkach błony śluzowej unikając w ten sposób opłaszczenia przez przeciwciała.

Helicobacter pylori a zapalenie błony śluzowej żołądka.

Przewlekłe zapalenie błony śluzowej żołądka, które związane jest z zakażeniem Helicobacter pylori stanowi około 90% wszystkich zapaleń żołądka. Może ono być zlokalizowana w części okolicy odźwiernikowej lub rozsiane w całej błonie śluzowej. Obecność Helicobacter pylori w śluzówce żołądka, jak wspomniałem wyżej, powoduje powstanie przewlekłego stanu zapalnego, który stopniowo prowadzi do niszczenia warstwy gruczołowej błony śluzowej, zaniku śluzówki żołądka i zmiany jego charakteru w kierunku nabłonka jelitowego. Jak potwierdzają przeprowadzone badania, zmiana charakteru nabłonka żołądka może prowadzić do powstania nowotworu.

Choroba wrzodowa żołądka i dwunastnicy.

Helicobacter pylori odpowiedzialny jest także za powstanie choroby wrzodowej. Nie oznacza to jednak, że osoby nie zakażone nie będą chorowały na chorobę wrzodową. Duża część wrzodów żołądka i dwunastnicy powstaje w wyniku nadużywania coraz powszechniej stosowanych i dostępnych bez recepty leków przeciwbólowych, czynników stresogennych, nieprawidłowego odżywiania (nieregularne posiłki, nieodpowiednia dieta), palenia tytoniu, nadużywanie soli oraz predyspozycji genetycznych. Prawdopodobny mechanizm przyczynienia się bakterii do powstaniu wrzodu jest następujący: dzięki obecności ureazy bakteria obniża kwaśność soku żołądkowego, co jest bodźcem do patologicznego wydzielania hormonu zwanego gastryną, który powoduje wzrost wydzielania kwasu solnego przez żołądek. W normalnych warunkach gastryna wydzielana jest po spożyciu posiłków. Gdy tak silnie zakwaszona treść przedostanie się do dwunastnicy uszkadza ona i tak już zmienioną zapalnie przez infekcję bakteryjną śluzówkę prowadząc do powstania wrzodu. W podobnym mechanizmie powstają wrzody żołądka. Przekonującym argumentem na związek zakażenia Helicobacter pylori z chorobą wrzodową jest fakt znacznie szybszego ustąpienia jej objawów po zlikwidowaniu zakażenia.

Helicobacter pylori a rozwój raka żołądka.

W 1994 roku Światowa Organizacja Zdrowia przyjęła, że najgroźniejszym czynnikiem rakotwórczym jest Helicobacter pylori. Kaskada zmian prowadzących do rozwoju raka żołądka jest następująca: zakażenie bakterią prowadzi do powstania przewlekłego stanu zapalnego, stopniowego zaniku błony śluzowej i rozwoju ognisk metaplazji jelitowej. Metaplazja to stan określany jako przedrakowy polegający na pojawieniu się ognisk o cechach nabłonka jelitowego w śluzówce żołądka. Ogniska metaplazji znacznie łatwiej przekształcają się w ogniska nowotworowe pod wpływem czynników chemicznych i predyspozycji genetycznych. Jak w przypadku choroby wrzodowej, nie u każdego zakażonego tą bakterią dojdzie do powstania raka żołądka. Istnieje jeszcze szereg czynników, z których część jest nie do końca poznana, które wpływają na rozwój choroby. Można przyjąć, że są to:
1. genetyczne
2. środowiskowe- bardzo wczesna infekcja bakterią, dieta uboga w witaminy o właściwościach przeciwutleniających, np. C i E, nadmierne spożycie soli
3. grupa krwi A
4. rodzaj szczepu bakterii

Diagnostyka zakażenia Helicobacter pylori.

Metody wykrywania zakażenia można podzielić na bezpośrednie, czyli inwazyjne, które wymagają wykonania badania endoskopowego z pobraniem wycinków śluzówki i coraz częściej stosowane metody nieinwazyjne. Badania inwazyjne to:
· badanie histopatologiczne- polega ono na pobraniu wycinka śluzówki, który następnie barwi się specjalnymi preparatami i ocenia pod mikroskopem. Można w ten sposób uwidocznić bakterie na powierzchni śluzówki. Jest to badanie bardzo czułe, drogie i nieprzyjemne dla chorego, więc wykonuje się je niejako przy okazji przeprowadzania diagnostyki endoskopowej
· badanie bakteriologiczne- polega na pobraniu z żołądka próbek i przeniesieniu ich na specjalne pożywki umożliwiające wzrost bakterii. Po około 6 dniach można zaobserwować pojawienie się na pożywkach kolonii bakterii, które można sklasyfikować i oznaczyć ich wrażliwość na antybiotyki.
· test ureazowy- polega on na pobraniu wycinka śluzówki i umieszczeniu go na podłożu bogatym w mocznik. W tej metodzie wykorzystuje się zdolność bakterii do rozkładu mocznika do amoniaku i dwutlenku węgla, co pociąga za sobą zmianę odczynu z kwaśnego na zasadowy. Zmiana środowiska na zasadowe powoduje zmianę koloru zastosowanego w teście wskaźnika (podobnie jak papierka lakmusowego).
Metody nieinwazyjne nie wymagają pobierania wycinków śluzówki i wykonywania endoskopii. Należą do nich:
· test oddechowy- wykorzystuje się w nim również aktywność ureazy. Badanemu podaje się do wypicia niewielką ilość mocznika znakowanego radioaktywnym węglem. W przypadku obecności bakterii w żołądku dochodzi do rozkładu spożytego mocznika do dwutlenku węgla i amoniaku. Dwutlenek węgla jest przez badanego wydychany i przy pomocy zwykłych liczników scyntylacyjnych określa się stężenie radioaktywnego węgla w powietrzu wydychanym. W przypadku zakażenia jego ilość zwiększa się. jest to test bardzo czuły i wiarygodny, lecz kosztowny. Ze względu na stosowanie radioznaczników nie przeprowadza się go u kobiet w ciąży i dzieci.
· testy serologiczne-dostępne są w aptekach zestawy do samodzielnego wykonania w warunkach domowych. każde zakażenie organizmu drobnoustrojem powoduje pojawienie się we krwi jako reakcja obronna specyficznych przeciwciał skierowanych przeciwko danej bakterii. W tej metodzie oznacza się ich obecność we krwi w bardzo prosty sposób, podobny do przeprowadzanych testów ciążowych. Czułość tej metody jest bardzo duża i sięga 95%.

Leczenie zakażenia.

Przeprowadzano wiele schematów i różnych kombinacji leków w leczeniu zakażenia Helicobacter pylori. Okazało się, że największą skutecznością sięgającą nawet 90% jest terapia składająca się z trzech leków: dwóch antybiotyków i środka hamującego wydzielanie kwasu solnego w żołądku. Kuracja taka trwa 7 dni, a objawy uboczne zgłasza około 10% chorych. Najczęściej są one przemijające i nie wymagają przerwania leczenia. Zastosowanie tej terapii u chorych zgłaszających dolegliwości związane z zakażeniem powoduje szybkie ich ustąpienie i powrót do pełnej sprawności.

Przyszłość w leczeniu zakażenia.

Jak dotąd nie opracowano jeszcze leku, który wybiórczo działałby na Helicobacter pylori. Po masowym stosowaniu kuracji zwalczającej zakażenie obserwuje się stopniowo rosnącą oporność tej bakterii na stosowane antybiotyki i spadek skuteczności leczenia. Prowadzi to do ciągłego poszukiwania leku swoistego, jakim byłaby szczepionka. Opublikowano już pierwsze optymistyczne doniesienia na temat doustnej szczepionki. Poszukuje się także leków działających na ureazę wytwarzaną przez bakterię. Zablokowanie tego enzymu uniemożliwiłoby zasiedlanie przez nią zabójczego dla wszystkich innych drobnoustrojów kwaśnego środowiska żołądka.
Wiele jest jeszcze niejasności w patogenezie zakażenia Helicobacter pylori. Każdy rok przynosi olbrzymią ilość nowych wiadomości na ten temat. Najnowsze doniesienia naukowców amerykańskich wykazują, że nie każde zakażenie niesie za sobą ujemne skutki. U niektórych osób obserwuje się wzrost zachorowań na raka okolicy wpustu żołądka właśnie po przeprowadzonej skutecznej terapii niszczącej ten drobnoustrój. Sugerują oni, że mogą istnieć odmiany bakterii, które nie tylko nie wywołują zmian zapalnych górnego odcinka przewodu pokarmowego, ale i odgrywają rolę ochronną. Wiele jest jeszcze do odkrycia w tej dziedzinie. Myślę, że obecnie do problemu zakażenia należy podejść z rozwagą. Osoby, u których stwierdza się obecność Helicobacter pylori w żołądku, a nie mających żadnych dolegliwości z tym związanych nie powinny stosować kuracji. Natomiast te, u których powoduje stan zapalny, chorobę wrzodową lub inne dolegliwości niewątpliwie powinny się takiemu leczeniu poddać. Właściwą decyzję z pewnością podejmie lekarz na podstawie badania, stanu chorego i zgłaszanych objawów.

niedziela, 17 maja 2009
Cynk w leczeniu wspomagajacym niepłodności męskiej
Prof. dr hab. med. Michał Karasek, Samodzielna Pracownia Mikroskopii Elektronowej, Katedra Patomorfologii, Akademia Medyczna w Łodzi

Streszczenie:
Niepłodność stanowi ostatnio poważny problem społeczny, gdyż dotyczy około 15-20% małżeństw w wieku rozrodczym, a leczenie często kończy się niepowodzeniem. W obecnych badaniach postanowiono porównać wpływ leczenia antyestrogenem, Clostilbegytem oraz łącznego stosowania Clostilbegytu z preparatami zawierającymi różne ilości cynku (Salfazin, Vigosal) na wybrane parametry nasienia u mężczyzn z idiopatyczną niepłodnością. Badania przeprowadzono u 97 mężczyzn leczonych z powodu idiopatycznej niepłodności. U każdego pacjenta wykonywano badanie nasienia przed kuracją oraz po 3 i 6 miesiącach od rozpoczęcia kuracji. Oznaczono objętość nasienia, liczbę plemników o prawidłowym ruchu postępowym, czas upłynnienia oraz pH. We wszystkich badanych grupach pacjentów wykazano zwiększenie liczby plemników i ich ruchliwości, zwłaszcza po 6 miesiącach leczenia. Najlepsze wyniki terapeutyczne uzyskano w grupie pacjentów otrzymujących Clostilbegyt łącznie z Salfazinem (zawierającym cynk w ogólnej dawce dobowej 50mg). Wyniki te wskazują, że stosowanie cynku wydaje się być racjonalne w leczeniu wspomagającym idiopatycznej niepłodności męskiej.

Słowo kluczowe: Cynk, Idiopatyczna niepłodność,

Wstęp:
Niepłodność stała się ostatnio poważnym problemem dotyczącym około 15 – 20% małżeństw. Uważa się, że czynniki męski i żeński w równym stopniu są przyczyną niepłodności małżeńskiej (30 – 40% czynnik męski, 30 – 40% czynnik żeński, 20 – 30% obydwa czynniki) a leczenie często kończy się niepowodzeniem. Wśród leków stosowanych w niepłodności męskiej należy wymienić: gonadoliberynę, gonadotropiny, androgeny, antyestrogeny, antybiotyki, niesteroidowe leki przeciwzapalne, glikokortykoidy, alfa-sympatykomimetyki, leki przeciwcholinergiczne, a także kalikreinę, kaptopryl, ketotifen, pentoksyfilinę, witaminy ( zwłaszcza witaminę E ) oraz cynk.
Cynk jest przedmiotem zainteresowania andrologów od wielu lat z uwagi na jego szczególnie dużą zawartość w nasieniu. Jednakże badania nad korelacją między takimi parametrami nasienia, jak liczba i ruchliwość plemników czy objętość nasienia a zawartością cynku w płynie nasiennym czy w surowicy nie przynosiły jednoznacznych wyników. Cynk próbowano także stosować w leczeniu zaburzeń płodności u mężczyzn.
Celem pracy było porównanie wpływu leczenia antyestrogenem, Clostilbegytem oraz łącznego stosowania Clostilbegytu z preparatami zawierającymi różne ilości cynku (Salfazin, Vigosal) na wybrane parametry nasienia u mężczyzn z idiopatyczną niepłodnością.

Materiał i metody:
Badania przeprowadzono u 97 mężczyzn leczonych z powodu niepłodności. Pacjentów podzielono na trzy grupy. Grupę pierwszą stanowiło 32 mężczyzn w wieku 31.3+_1.0 lat (średnia +_SEM; zakres : 22 – 42 lat) otrzymujących Clostilbegyt (Egis, Węgry) w dawce 50 mg dziennie przez okres 6 miesięcy. Grupę drugą stanowiło 35 mężczyzn w wieku 30.3 +-0.7 lat (zakres: 23-42 lata) otrzymujących Clostilbegyt w dawce 50 mg dziennie oraz Salfazin (Puritan`s Pride, USA) 2 tabletki dziennie przez okres 6 miesięcy. 30 pacjentów grupy trzeciej w wieku 30.0_+0.8 lat (zakres: 24 – 40 lat) otrzymywało Clostilbegyt w dawce 50 mg dziennie oraz Vigosal (Puritan`s Pride, USA) 1 tabletkę dziennie przez 6 miesięcy. Skład Salfazinu i Vigosalu przedstawiony jest w tabeli 1.
U każdego pacjenta wykonywano badanie nasienia przed kuracją oraz po 3 i 6 miesiącach od rozpoczęcia kuracji. Oznaczono objętość nasienia, liczbę plemników w 1ml, liczbę plemników w ejakulacie, odsetek plemników o prawidłowym ruchu postępowym, czas upłynnienia oraz pH. Analizy statystycznej dokonano przy użyciu parowanego testu t Studenta.
Tabela 1: Zawartość witamin i pierwiastków śladowych w Salfazinie i Vigosalu
Salfazin

Vigosal

Cynk

25 mg

Witamina A

500 j.m.

Witamina K

25µg

Mangan

2.5 mg

Witamina A

500 j.m.

Witamina E

30 j.m.

Biotyna

30 µg

Potas

40 mg

Witamina B6

10 mg

Witamina C

60 mg

Witamina B5

10 mg

Chlorki

36.3 mg

Witamina C

75 mg

Kwas Foliowy

0.4 mg

Wapń

162 mg

Chrom

25 µg

Witamina E

25 j.m

Witamina B1

1.5 mg

Fosfor


125 mg


Molibden


25 µg


Witamina B2

1.7 mg

Jod


150 µg


Selen


25 µg


Witamina PP

20 mg

Żelazo


18 mg


Nikiel


5 µg


Witamina B6

2 mg

Magnez


100 mg


Cyna


10 µg


Witamina B12

6 mg

Miedź


2 mg


Krzem


10 µg


Witamina D3

400 j.m.

Cynk

15 mg

Wanad

10 µg




Wyniki:
W żadnym z badanych parametrów nasienia nie występowały różnice między trzema grupami pacjentów w oznaczeniach wykonanych przed rozpoczęciem kuracji. We wszystkich badanych grupach pacjentów stwierdzono zwiększenie liczby plemników w 1 mln nasienia oraz całkowitej liczby plemników w ejakulacie (rys.1), a także zwiększenia odsetka plemników wykazujących prawidłowy ruch postępowy, zwłaszcza po sześciomiesięcznym okresie leczenia. Nie wykazano istotnych statystycznie różnic w tych parametrach miedzy grupą leczoną samym Clostilbegytem i grupą leczoną Clostilbegytem w połączeniu z Vigosalem (rys.1). Stwierdzono natomiast znacznie korzystniejsze wyniki leczenia u pacjentów otrzymujących Clostilbegyt oraz Salfazin w porównaniu z dwiema poprzednimi grupami. W żadnej z badanych grup nie stwierdzono różnic w objętości nasienia, czasie upłynnienia oraz pH.
Image

Rys. 1: Liczba plemników w ejakulacie u pacjentów otrzymujących Clostilbegyt (a), Clostilbegyt łacznie z Vigosalem (a+v), oraz Clostilbegyt łącznie z Salfazinem (a+s) przed leczeniem (A), po trzech miesiącach leczenia (B) i po szesciu miesiącach leczenia (C),

Dyskusja:
Niezależnie od postępu w andrologii klinicznej możliwości terapeutyczne w niepłodności męskiej są ciągle ograniczone, a w leczeniu stosowana jest szeroka gama leków. Leczenie specyficzne można zastosować, jeśli znana jest przyczyna niepłodności. Jednak w wielu przypadkach przyczyna jest nieznana i stosowane jest wtedy leczenie empiryczne. Do leków często stosowanych w niepłodności idiopatycznej należą antyestrogeny (klomid lub tamoxifen) choć ich skuteczność terapeutyczna jest przez niektórych autorów kwestionowana. W wielu pracach sugerowano także korzystne działanie cynku na poprawę niektórych parametrów nasienia. Wykazano, że kilkumiesięczne podawanie cynku (od 100 do 440 mg na dobę) spowodowało u pacjentów z niepłodnością zwiększenie liczby plemników, a także zwiększenie odsetka plemników wykazujących prawidłowy ruch postępowy. Stwierdzono ponadto, że po podawaniu cynku liczba plemników wyraźnie zwiększyła się u pacjentów z idiopatyczną niepłodnością, u których stężenie testosteronu w surowicy było poniżej 4.8 ng/ml, nie zmieniła się natomiast u pacjentów ze stężeniami testosteronu przekraczającymi 4.8 ng/ ml.
W obecnych badaniach wykazano, że u pacjentów poddanych sześciomiesięcznej kuracji Clostilbegytem wystąpiło zwiększenie liczby plemników i ich ruchliwości. W grupie pacjentów, u których dodatkowo stosowano preparat wielowitaminowy zawierający także liczne pierwiastki śladowe ( w tym 15 mg cynku) nie obserwowano istotnych różnic w badanych parametrach nasienia w stosunku o pacjentów otrzymujących jedynie Clostilbegyt. Jednakże, jeśli obok Clostilbegytu zastosowano preparat zawierający większą dawkę cynku (łącznie 50 mg na dobę) w połączeniu z czterema witaminami (w tym z witaminą A, ułatwiającą wchłanianie cynku oraz witaminami B6, C iE), zarówno liczba plemników, jak i ich ruchliwość były znamiennie większe niż w pozostałych dwóch grupach pacjentów.

Wyniki te wskazują, że stosowanie cynku wydaje się być racjonalne w leczeniu wspomagającym idiopatycznej niepłodności męskiej.
Rola wapnia i witaminy D w zachowaniu prawidłowej masy kostnej
Lek. Med. Barbara Zalewska
Warszawskie Centrum Osteoporozy "OSTEOMED"

Od dawna wiadomo, że kluczową rolę w rozwoju układu kostnego i zapobieganiu zanikowi tkanki kostnej odgrywa odpowiednie zaopatrzenie organizmu w wapń i witaminę D. Ich niedobór powoduje w wieku dziecięcym krzywicę, w okresie intensywnego wzrastania jest przyczyną osiągnięcia niskiej szczytowej masy kostnej a następnie prowadzi do zanikania tkanki kostnej i osteoporozy.
Wapń wchodzi w skład macierzy kostnej, którą wzmacnia i w której jednocześnie jest przechowywany jak w swego rodzaju magazynie. W razie potrzeby organizm pobiera wapń z tego magazynu, a proces ten jest uruchamiany poprzez zwiększoną syntezę i wydzielanie parathormonu z przytarczyc.
Witamina D w swej aktywnej postaci (1,25-OH cholecalcyferol) jest hormonem kalcytropowym, mającym wpływ na wchłanianie wapnia, utrzymanie homeostazy wapniowo-fosforowej organizmu i mineralizowanie macierzy kostnej.
W ten oto sposób można najprościej określić znaczenie wapnia i witaminy D dla kości.

Wapń
Układ kostny jest integralną częścią narządu ruchu. Pełni w organizmie funkcję podporową oraz - dla niektórych narządów - ochronną, a także stanowi magazyn pierwiastków potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania różnych komórek (np. mięśniowych czy nerwowych).
Tkanka kostna żyje i zmienia się przez całe życie człowieka. W dzieciństwie i okresie dojrzewania kości rosną i rozbudowują się. W życiu dorosłym w kości muszą dokonywać się naprawy licznych mikrouszkodzeń związanych z urazami i "zmęczeniem materiału". Bez tych napraw nie byłoby możliwe zachowanie odporności mechanicznej tkanki kostnej.
Procesy przebudowy toczą się równocześnie w wielu miejscach układu kostnego w tzw. jednostkach przebudowy kości. Komórki kościogubne (osteoklasty) uprzątają wpierw starą, niepełnowartościową tkankę, następnie osteoblasty (komórki kościotwórcze) wypełniają powstałe jamki nową kością (osteoidem), która musi ulec wysyceniu solami wapnia, żeby uzyskać odpowiednią twardość.
Tak więc kość jest zbudowana z minerałów - kryształów hydroksyapatytu - stanowiących około 65% jej składu, macierzy organicznej (około 35%) składającej się z kolagenu, innych białek i lipidów, komórek: osteoblastów, komórek wyściółki, osteocytów i osteoblastów oraz wody. Najważniejszym składnikiem mineralnym tkanki kostnej jest fosforan wapnia, który tworzy kryształy hydroksyapatytu. Od prawidłowego wysycenia organicznej macierzy solami wapnia zależy w znacznej mierze odporność mechaniczna kości. W organizmie dorosłego człowieka znajduje się 900-1350 gramów wapnia, z czego aż 99% zdeponowane jest w kościach.
Wapń jest dostarczany organizmowi w diecie. Dzienne zapotrzebowanie na ten pierwiastek zmienia się w zależności od okresu życia. Przeciętnie można je oszacować na 1000 mg, ale np. w okresie szybkiego wzrastania czy w czasie laktacji wynosi 1500 - 2000 mg.

Zwiększona podaż wapnia konieczna jest też u kobiet po menopauzie (około 1500 mg). Od prawidłowego dowozu wapnia zależy w dużym stopniu tempo zaniku kostnego, uwarunkowane w tym okresie spadkiem poziomu estrogenów w organizmie kobiety. Niedobór wapnia w diecie stanowi dodatkowy czynnik aktywujący niszczenie tkanki kostnej dla pozyskania tego pierwiastka na potrzeby innych narządów.
Przeciętna dieta w Polsce daleka jest od prawidłowej zawartości wapnia. Szacuje się, że dzienne spożycie wapnia w naszym kraju wynosi 400 - 800 mg.
Najbogatszym w wapń produktem spożywczym jest mleko i jego przetwory: kefir, jogurt. Dostarczenie organizmowi 1000 mg wapnia oznacza wypicie 4 szklanek mleka. Wiele osób nie lubi mleka, wśród ludzi dorosłych zdarza się nierzadko nietolerancja mleka spowodowana zmniejszoną produkcją laktazy w trzustce. Ludzie, którzy nie lubią lub nie mogą pić mleka powinni zażywać preparaty wapniowe (lub wapniowo-witaminowe), o ile nie mają jakichś przeciwwskazań, np. kamicy nerkowej szczawianowo-wapniowej.

Witamina D
Witamina D występuje w organizmie w dwóch podobnie działających formach: D2 (ergokalcyferol), dostarczanej z pokarmem i D3 (cholekalcyferol) powstającej w skórze pod wpływem promieni słonecznych.
Witamina D ma bardzo duże znaczenie dla stanu kości. Zwiększa ona wchłanianie wapnia z przewodu pokarmowego. Są dane na to, że także bezpośrednio wpływa na tkankę kostną pobudzając powstawanie komórek kościotwórczych (osteoblastów). Zmiany w kościach znajdowane u osób z niedoborem witaminy D obejmują: nasilenie resorpcji tkanki kostnej, zmniejszenie tworzenia nowej kości, zmniejszenie produkcji macierzy kostnej, obniżenie mineralizacji i zmniejszenie odporności mechanicznej tkanki kostnej.
Niedobory witaminy D nie są rzadkie. Poza niedostateczną zawartością w przeciętnej diecie (jej najbogatsze źródło to mięso ryb, żółtka jaj, masło, wątroba zwierzęca) wiele osób mało korzysta z przebywania na dworze w słoneczne dni lub używa kremów z filtrami, które ograniczają syntezę witaminy D w skórze. Witamina D staje się aktywna po przyłączeniu grupy hydroksylowej w wątrobie (w pozycji 25) i nerkach (w pozycji 1). Dopiero 1,25 dwuhydroksy-cholekalcyferol jest czynną substancją (zaliczaną do hormonów), która wywiera swoje biologiczne działanie. Choroby wątroby i nerek mogą być przyczyną niedoboru aktywnego metabolitu witaminy D i wszystkich tego konsekwencji z osteoporozą włącznie. Także przyjmowanie niektórych leków, np. przeciwpadaczkowych, zaburza hydroksylację witaminy D w wątrobie.
Uzupełnianie witaminy D odpowiednimi preparatami jest kluczowym elementem zapobiegania i leczenia osteoporozy.

Podsumowanie
Prawidłowy rozwój układu kostnego, osiągnięcie odpowiednio dużej szczytowej masy kostnej i jej zachowanie w dalszym życiu decydują o uniknięciu złamań osteoporotycznych (kończyn górnych, kręgów, biodra) i utrzymaniu pełnej sprawności narządu ruchu. We wszystkich etapach życia człowieka organizm zmaga się z czynnikami oddziałującymi niekorzystnie na tkankę kostną. Stosunkowo najprostszym, a równocześnie bardzo ważnym sposobem wsparcia go w tych zmaganiach jest suplementacja diety wapniem i witaminą D. Zdecydowana większość naszej populacji, niezależnie od wieku, spożywa za mało produktów bogatych w wapń. Także ekspozycja na słońce bywa niewystarczająca, by organizm mógł zgromadzić zapasy witaminy D. Podawanie wapnia i uzupełnianie (przynajmniej w okresie jesienno-zimowym) witaminy D jest zalecane od wielu lat w profilaktyce osteoporozy i jej leczeniu. Znaczenie wapnia i witaminy D zostało jeszcze bardziej docenione po przeprowadzonych w domach starców badaniach klinicznych, które wykazały, że sama suplementacja wapniem i witaminą D codziennej diety znamiennie zmniejsza ryzyko złamania biodra.
Preparat OSTERCAL 1250 D (1250 mg węglanu wapnia i 125 jednostek witaminy D w 1 tabletce) jest wygodną postacią suplementu zawierającego oba te ważne składniki. Źródłem wapnia w tym preparacie jest węglan wapnia, a więc sól o korzystnie dużej zawartości wapnia elementarnego, dobrze przyswajana przez przewód pokarmowy. Nieduża zawartość witaminy D3 (125 jednostek) pozwala na bezpieczne stosowanie preparatu bez zagrożenia zatruciem witaminą D i umożliwia precyzyjne regulowanie zażywanej dawki ilością przyjmowanych tabletek.
Mówiąc o dobowym zapotrzebowaniu organizmu na wapń należy pamiętać, że przytaczane liczby (przeciętne zapotrzebowanie na wapń to 1000 mg) oznaczają ilość wapnia elementarnego. Nie każda sól wapniowa ma taką samą zawartość wapnia elementarnego w jednostce masy. Najwyższą zawartość wapnia elementarnego ma węglan wapnia (39,7%). Chlorek wapnia dwuwodny ma 27,2% wapnia elementarnego, cytrynian 21,1%, mleczan 13% a glukonian wapnia (często kupowany w aptekach przez pacjentów) tylko 8,9%. Oznacza to, że można dostarczyć organizmowi 100 0mg wapnia elementarnego zażywając 2,497 g węglanu wapnia, 4,745 g cytrynianu wapnia lub aż 11,188 g (całe opakowanie!) glukonianu wapnia.
Dochodzi jeszcze kwestia wchłaniania się danej soli wapniowej w przewodzie pokarmowym. Węglan wapnia nie jest rozpuszczalny w wodzie, ale w żołądku wchodzi w reakcję z kwasem solnym i zamienia się w chlorek wapnia. W tej postaci jest dobrze rozpuszczalny i dobrze wchłanialny. Powinien być podawany przed posiłkami lub pomiędzy nimi, aby mógł bez przeszkód reagować z kwasem solnym.
Preparat OSTERCAL 1250 D jest źródłem wapnia w postaci węglanu, zatem zawiera najkorzystniejszą dla suplementacji sól wapniową. Warto wiedzieć, że węglan wapnia w tym preparacie ma szczególne pochodzenie Jest on pozyskiwany z muszli ostryg wydobywanych z dna morskiego w Zatoce San Francisco. Wiek tych muszli, oceniony zawartością węgla radioaktywnego, wynosi ponad 2000 lat, co zapewnia czystość chemiczną muszli, które wolne są od skażenia odpadami przemysłowymi. Muszle poddawane są różnym procesom mechanicznego i termicznego oczyszczania. Surowiec pozyskiwany w ten sposób do produkcji preparatu OSTERCAL 1250 D jest nienaganny pod względem czystości chemicznej i bakteriologicznej.
Można zatem stwierdzić, że jest to produkt pochodzenia naturalnego, doskonale spełniający wymogi bezpiecznego i aktywnego biologicznie preparatu, który może być stosowany w profilaktyce niedoboru wapnia, w zapobieganiu i leczeniu zaniku kostnego.
Zastosowanie kwasów tłuszczowych omega-3 i omega-6 w problemach skórnych.

Mgr Renata Dawid-Pać
Katedra Naturalnych Surowców Leczniczych i Kosmetycznych
Akademia Medyczna im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu

Wprowadzenie
Do zachowania prawidłowego rozwoju i kondycji organizmu niezbędna jest odpowiednio zbilansowana dieta. Jednak w obecnych czasach nie zawsze jesteśmy w stanie zapewnić sobie, nawet przy urozmaiconych posiłkach, wszystkie potrzebne składniki. Wpływa na to rozwój technologiczny, który dostarcza nam gotowych do spożycia produktów, także artykułów wysokooczyszczonych, przetworzonych, które często pozbawione są wielu cennych dla zdrowia składników. Drugim czynnikiem wpływającym na powstawanie niedoborów pokarmowych może być ciągły pośpiech, w jakim żyjemy. To wszystko odbija się na naszym zdrowiu, w tym i na kondycji skóry, która może reagować suchością, powstawaniem na niej podrażnień, zaczerwienieniem, stanami zapalnymi, przedwczesnymi zmarszczkami. Na rynku spotkać można wiele kosmetyków, które mają łagodzić przedstawione powyżej dolegliwości. Jednak stosując nawet najdroższe kosmetyki nie jesteśmy w stanie w pełni dotrzeć do źródła tych problemów, które tkwią w niedoborze składników pokarmowych. Substancje kosmetyczne stosowane miejscowo działają głównie w zewnętrznej warstwie, jaką jest naskórek, np. poprawiając jego nawilżenie. Efekty ich działania w głębszych warstwach, tzn. skórze właściwej, mogą być widoczne dopiero po kilku miesiącach regularnego stosowania. Stąd rozwiązaniem mogą być suplementy diety, wpływające na poprawę naszego zdrowia oraz stanu skóry, łagodzące i zapobiegające powyższym przypadłościom. Ich stosowanie nie tylko wpływa na wspomnianą poprawę nawilżenia, ale także zapobiega nadmiernej utracie wody. Działanie to nie ogranicza się jedynie do naskórka, ale i głębiej położonych warstw skóry. Oprócz efektów kosmetycznych stosowanie suplementów może skutkować innymi korzyściami zdrowotnymi, zależnymi od rodzaju substancji.

Charakterystyka i występowanie kwasów omega-3 i omega-6
Niezastąpionymi składnikami pokarmowymi, koniecznymi w utrzymaniu prawidłowej kondycji skóry, są tzw. niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT). Służą one jako substraty w procesach wytwarzania energii, tworzenia fosfolipidów, są niezbędne do zachowania odpowiedniej struktury błon lipidowych i uczestniczą w przebiegu wielu procesów metabolicznych. Różnego rodzaju zmiany skórne mogą być pierwszymi oznakami niedoborów NNKT. Istnieją dwa szeregi NNKT tzw. szereg omega-6, do którego należą kwas linolowy, gamma-linolenowy, dihomo-gamma-linolenowy, arachidonowy oraz szereg omega-3, do którego zaliczane są kwasy: alfa-linolenowy, oktadekatetraenowy, eikozatetraenowy, eikozapentaenowy, dokozaheksaenowy. Związki te posiadają łańcuchy zawierające od 18 do 22 atomów węgla. Kwasy linolowy oraz alfa-linolenowy są prekursorami innych związków z danych szeregów i nie są one wytwarzane przez organizm ludzki, dlatego muszą być dostarczane w diecie. Kwasy nienasycone omega-6 wchodzą w skład trójglicerydów olejów roślinnych. Bogate w te związki są m. in.: olej słonecznikowy, sojowy, wiesiołkowy, ogórecznikowy. Kwas arachidonowy występuje również w mięsie. Grupa omega-3 to składniki olejów rybich (związki o dłuższych łańcuchach), natomiast kwas alfa-linolenowy jest charakterystyczny dla niektórych olejów roślinnych (np. lnianego).

Znaczenie NNKT w utrzymaniu prawidłowej kondycji skóry
Kwasy z szeregu omega-6 odgrywają kluczową rolę w fizjologii skóry. Niedobór tych związków prowadzi do łuszczenia się i pogrubienia naskórka oraz zwiększonego dyfundowania z niego wody. Dochodzi do zaburzeń w syntezie hormonów tkankowych – eikozanoidów, co wywołuje nieprawidłowości podziałów komórkowych i procesu keratynizacji. Wynikiem powyższych zaburzeń może być powstawanie skóry suchej, podrażnionej, czy stanów zapalnych. Spadek zawartości kwasu linolowego w mieszku włosowym, prawdopodobnie przyczynia się do tworzenia zaskórników i jest jedną z potencjalnych przyczyn trądziku pospolitego. Zbyt duża ilość kwasów nasyconych stwarza warunki do nadmiernego rozwoju drobnoustrojów saprofitycznych: bakterii będących jedną z przyczyn trądziku pospolitego oraz grzybów wywołujących łupież skóry owłosionej głowy. Natomiast zaburzenia przemiany kwasu linolowego w gamma-linolenowy skutkują powstawaniem przewlekłych stanów zapalnych, np. atopowego zapalenia skóry oraz dziecięcego wyprysku łojotokowego i niektórych form trądziku. Jedną z metod terapii zmian skórnych, spowodowanych niedoborem NNKT, jest doustne podanie pełnego zestawu wielonienasyconych kwasów tłuszczowych (WNKT). Oprócz efektów kosmetycznych odpowiednia podaż NNKT może stanowić profilaktykę wielu chorób, w tym dermatoz. NNKT wykazują wielokierunkową aktywność. Przede wszystkim wpływają na strukturę cementu międzykomórkowego w naskórku. Działają też poprzez normalizowanie syntezy hormonów tkankowych oraz oddziaływanie ze specyficznymi receptorami, wywołując efekty w naskórku i skórze właściwej.

Funkcje bariery naskórkowej – znaczenie wielonienasyconych kwasów tłuszczowych w jej właściwym funkcjonowaniu.
Najbardziej zewnętrzną warstwą naskórka i zarazem najbardziej narażoną na negatywny wpływ środowiska jest warstwa rogowa. Na skutek utraty przez nią wody może dojść do odwodnienia niżej leżących warstw, co z kolei może spowodować utratę elastyczności, miękkości, powstawanie podrażnień i stanów zapalnych skóry. Przewlekły brak wody przyczynia się do przedwczesnego powstawania zmarszczek. Znajdujący się pomiędzy komórkami naskórka tzw. cement międzykomórkowy, spełnia rolę bariery zapobiegającej nadmiernemu parowaniu wody z zewnętrznych warstw skóry. W skład cementu wchodzą m. in. związki o charakterze lipidowym (sterole, ceramidy, kwasy tłuszczowe, w tym wielonienasycone kwasy tłuszczowe i inne). Warunkiem właściwego funkcjonowania tej struktury jest prawidłowy skład chemiczny oraz jej odpowiednia organizacja przestrzenna. Niespełnienie powyższych warunków skutkuje zwiększoną utratą wody przez naskórek oraz zwiększonym przenikaniem substancji drażniących z zewnątrz. Prowadzi to do powstawania skóry suchej, skłonnej do podrażnień. Do zachowania odpowiedniej funkcji barierowej naskórka niezbędne są WNKT będące głównymi składnikami warstwy rogowej. Ważną rolę odgrywają tu m. in. kwasy linolowy i gamma-linolenowy, których bogatym źródłem są oleje wiesiołkowy oraz ogórecznikowy. Kwas linolowy (LA) wchodzi w skład ceramidu pierwszego, związku niezwykle istotnego dla funkcjonowania cementu. Dodatkowo jest on przekształcany w kwas 13-hydroksyoktadekadienowy, związek regulujący proces keratynizacji naskórka. LA stanowi też naturalny filtr przeciwsłoneczny, gdyż posiada zdolność absorpcji promieniowania UV. Jednak w wyniku tego procesu zostaje on unieczynniony, co przy diecie ubogiej w NNKT może powodować niedobory LA w skórze, szczególnie groźne przy niedostatecznej ochronie przeciwsłonecznej. Obniżenie zawartości LA przez zbyt małą podaż kwasów omega-6 w pożywieniu, czy przy nadmiernej ekspozycji na słońce, prowadzić może do niszczenia struktury spoiwa międzykomórkowego w warstwie rogowej. Dochodzi do upośledzenia działania bariery naskórkowej i zwiększenia przeznaskórkowej utraty wody (transepidermal water loss TEWL), czego efektem jest suchość skóry, obniżenie jej elastyczności oraz powstawanie zmarszczek TEWL)askórkowejj utraty wodyórkowej zy skórze suchej, podrażnionej, czy atopowym zapaleniu skóry. Systematyczne podawanie doustne przede wszystkim oleju wiesiołkowego czy ogórecznikowego, jak również suplementacja kwasów omega-3, skutkuje ich wbudowywaniem w struktury cementu międzykomórkowego i regeneracją uszkodzonej bariery naskórkowej. Dzięki temu uzyskuje się normalizację TEWL, zmniejszenie objawów suchości, zapobieganie powstawaniu podrażnień, poprawię gładkości i elastyczności skóry.

Wpływ NNKT na procesy zapalne
Oprócz wspomnianej powyżej funkcji strukturalnej LA jest niezbędny w przemianach metabolicznych jako składnik macierzysty, z którego powstają inne kwasy z grupy omega-6, a następnie hormony tkankowe, istotne w łagodzeniu procesów zapalnych. Dlatego niedobór LA w konsekwencji może prowadzić do powstawania przewlekłych stanów zapalnych skóry, np. atopowego zapalenia skóry. Pierwszym etapem przekształceń w szeregu omega-6 jest wytworzenie kwasu gamma-linolenowego (GLA), czyli przekształcenie LA w GLA. Zmniejszenie aktywności lub dezaktywacja enzymu (delta-6-desaturazy), odpowiedzialnego za ten proces, powoduje zablokowanie syntezy prostaglandyn. Skutkiem tego są zaburzenia podziałów komórkowych w naskórku – keratynizacja nie przebiega prawidłowo, a warstwa rogowa nadmiernie przyrasta. Powierzchnia skóry staje się szara i szorstka, obserwuje się nadmierne łuszczenie się naskórka. Z uwagi na aktywność delta-6-desaturazy podaż samego kwasu linolowego (dla syntezy pozostałych związków z szeregu) jest niewystarczająca. Wiele czynników wpływa na obniżenie aktywności tego enzymu, są to m. in. palenie tytoniu, alkohol, stresy, niedobory niektórych witamin, czy substancji mineralnych, stąd ważna jest suplementacja obu kwasów. Na obniżenie zawartości GLA szczególnie wrażliwą strukturą jest skóra, gdyż brak w niej delta-6-desaturazy. Jak wcześniej wspomniano zaburzenia przemiany LA w GLA mogą być przyczyną atopowego zapalenia skóry (u osób z tym schorzeniem obserwuje się obniżony poziom NNKT). GLA stymuluje aktywność oksydoreduktazy, enzymu hamującego negatywny wpływ, powstających w wyniku działania promieniowania UV wolnych rodników na skórę. Z tego powodu stanowi rodzaj naturalnej ochrony i zmniejsza możliwość wystąpienia podrażnień posłonecznych, jak również zapobiega niszczeniu komórek skóry przez wolne rodniki, stąd ma znaczenie w spowalnianiu procesu starzenia skóry. W toku dalszych przemian GLA jest przekształcany w kwas dihomo-gamma-linolenowy (DGLA), będący prekursorem prostaglandyny E1 oraz kwasu 15-hydroksy-ejkozatrienowego. Metabolity te posiadają właściwości przeciwzapalne i immunoregulujące. W badaniach in vitro GLA zatrzymuje tworzenie i uwalnianie niektórych mediatorów stanów zapalnych (IL-1b oraz TNF-a). Efekt hamowania produkcji tych substancji wywołują także kwasy z rodziny omega-3. GLA i DGLA pobudzają też bezpośrednio limfocyty T w ten sposób modulując odpowiedź immunologiczną.

Suplementacja omega-3 i omega-6 wpływa na metabolizm hormonów tkankowych i skutkuje tworzeniem prostanoidów o mniejszej aktywności, co przyczynia się do zmniejszenia stanów zapalnych. NNKT normalizując syntezę eikozanoidów wpływają na regulację podziałów komórkowych i przebieg procesów zapalnych. Zauważono, że regularne przyjmowanie olejów roślinnych bogatych w GLA (np. wiesiołkowego, czy ogórecznikowego) skutkuje przywróceniem równowagi mediatorów stanów zapalnych i zmniejsza symptomy przewlekłych schorzeń takich jak reumatoidalne zapalenie stawów czy atopowe zapalenie skóry. Dostarczanie odpowiedniej ilości kwasów omega-3 może również przyczyniać się do zmniejszenia ryzyka wystąpienia niektórych chorób o podłożu zapalnym. Spożywanie olejów zawierających kwasy eikozapentaenowy (EPA) i dokozaheksaenowy (DHA) powoduje zwiększenie ich zawartości w fosfolipidach naskórka. Po hydrolizie EPA i DHA są przekształcane odpowiednio w kwasy 15-hydroksyeikozapentaenowy i 17-hydroksydokozaheksaenowy – związki, które mają właściwości przeciwzapalne. Innym atutem suplementacji olejów rybich jest zmniejszanie ryzyka wystąpienia rumienia, wywołanego promieniowaniem UV. Działanie to wynika przede wszystkim z aktywności przeciwzapalnej kwasów omega-3 i regulacji syntezy prostaglandyn, będących są głównymi mediatorami w powstawaniu rumienia. Efekt zapobiegania podrażnieniom wywoływanym przez promieniowanie UV tłumaczy się również działaniem ochronnym kwasów omega-3 przed działaniem wolnych rodników, które są wytwarzane w procesie powstawania rumienia.

Efekty kosmetyczne poprzez wpływ na geny
WNKT wywołują efekty poprzez oddziaływanie z receptorami jądrowymi (PPAR), których są agonistami. PPAR (ang. peroxisome proliferator-activated receptors) występują w całym organizmie i są czynnikami wpływającymi na transkrypcję materiału genetycznego, a co za tym idzie ich aktywacja wywołuje określone efekty w organizmie, również w skórze. Pobudzenie tych receptorów wywołują między innymi NNKT z obu szeregów, a także produkty ich metabolizmu, np. eikozanoidy. Największą aktywnością charakteryzują się te kwasy wielonienasycone, które mają od 18 do 22 atomów węgla w cząsteczce. Aktywacja tych receptorów powoduje m.in. przyspieszenie tworzenia bariery naskórkowej, a także wpływa na syntezę związków lipidowych w żywych (głębokich) warstwach naskórka, m. in. pobudzając wytwarzanie ceramidów i cholesterolu, będących składnikami cementu. Aktywacja PPAR wzmaga różnicowanie komórek naskórka, skutkując lepszą odnową zewnętrznej warstwy skóry. NNKT zwiększają aktywność podziałową warstwy rozrodczej naskórka, działając poprzez syntezę LTB5 na powielenie się DNA i przyspieszenie podziału komórek warstwy podstawnej. Dzięki temu pobudzają regenerację skóry zniszczonej lub podrażnionej. Agoniści PPAR zwiększają ilość filagryny, białka z którego powstają aminokwasy – główne składniki odpowiedzialne za utrzymanie właściwej ilości wody w komórkach naskórka. Zmniejszenie ilości aminokwasów oraz zakłócenia dojrzewania keratynocytów są obserwowane w przypadku skóry odwodnionej, stąd WNKT mogą zapobiegać powstawaniu tej dolegliwości. Również podrażnienia naskórka mogą być redukowane poprzez oddziaływanie np. kwasu linolowego z PPAR. Działając wg tego mechanizmu związek ten daje efekty przeciwzapalne porównywalne z działaniem kortykosteroidów. NNKT wpływając na PPAR wywołują efekty nie tylko w obrębie naskórka, ale także w skórze właściwej – m. in. zwiększają poziom kolagenu oraz hamują produkcję sebum w gruczołach łojowych. Stymulacja syntezy kolagenu sprzyja profilaktyce przeciwzmarszczkowej i wpływa na poprawę jędrności skóry. Natomiast obniżenie ilości wytwarzanego łoju jest istotnym czynnikiem w pielęgnacji cery tłustej, stanowić też może element terapii wspomagającej leczenie trądziku.

Podsumowanie
Problemy kosmetyczne takie jak np. sucha, czy odwodniona skóra, podrażnienia naskórka oraz zmarszczki nie wynikają jedynie z braku lub nieprawidłowej pielęgnacji kosmetycznej. Źródłem problemów są również niedobory składników pokarmowych, w tym bardzo często niewłaściwa ilość niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT) w pożywieniu. Ich uzupełnianie nie może ograniczać się jedynie do aplikacji zewnętrznej w postaci kosmetyków, gdyż nie zawsze daje to w pełni satysfakcjonujące efekty. Konieczna jest również suplementacja doustna tych składników, co zapewnia poprawę wyglądu i kondycji skóry. NNKT wpływają na stan oraz funkcjonowanie wszystkich warstw naskórka oraz skóry właściwej. Regularne przyjmowanie tych związków przywraca prawidłowe działanie bariery naskórkowej i przyspiesza jej regenerację m. in. przez stymulację syntezy ceramidów i cholesterolu, niezbędnych do zachowania właściwej struktury cementu międzykomórkowego. Natomiast w skórze właściwej NNKT zwiększają ilość kolagenu. Wielonienasycone kwasy tłuszczowe regulują też syntezę mediatorów stanów zapalnych oraz pobudzają procesy metaboliczne w skórze. Kosmetyczne działanie tych kwasów objawia się obniżeniem przeznaskórkowej utraty wody, poprawą nawilżenia naskórka, zapobieganiem jego odwodnieniu, zmniejszeniem stanów zapalnych oraz polepszeniem ogólnego wyglądu skóry.

Paznokieć prawdę ci powie

O czym informują zmiany na paznokciach

  • żółta barwa paznokci – choroby płuc, zaburzenia czynności tarczycy, grzybica,
  • niebieski kolor - niedokrwistość, zaburzenia krążenia,
  • dołki - łuszczyca, zakażenia grzybicze,
  • poziome bruzdy - zakażenia, niedożywienie, zaburzenia hormonalne,
  • pionowe czerwone paski - łuszczyca, reumatoidalne zapalenie stawów, nadciśnienie,
  • poziome białe paski - choroby serca, niewydolność nerek, ziarnica złośliwa, niedokrwistość sierpowata,
  • wklęsłość - niedokrwistość, choroby tarczycy,
  • pałeczkowatość (zakrzywianie się paznokci wokół końca palca) - choroby serca, płuc, wątroby, jelita grubego.
  • U ludzi starszych, zwłaszcza chorych, długo leżących w łóżku dochodzi do zniekształcenia palców stóp, najczęściej palucha (tzw. paznokcie szponowate). U młodszych osób dzieje się tak pod wpływem urazów mechanicznych i jest możliwe chirurgiczne usunięcie takich paznokci. Starszym się tego nie zaleca.

    Glukozamina - lek w chorobie zwyrodnieniowej stawów
    Lek. Med. Barbara Zalewska
    Warszawskie Centrum Osteoporozy "OSTEOMED"
     
    Choroba zwyrodnieniowa stawów (osteoartroza) to najczęstsza postać zaburzeń czynności narządu ruchu. Zaczyna się czasami już w drugiej lub trzeciej dekadzie życia, po 60. roku życia dotyczy ok. 60% populacji, a w wieku powyżej 70 lat występuje powszechnie. We wczesnej fazie może nie dawać dolegliwości, chociaż w najbardziej obciążonych stawach (np. kręgosłupa, kolan) można już stwierdzić pewne zmiany patologiczne.

    Patofizjologia osteoartrozy Prawidłowe stawy mają tak mały współczynnik tarcia, że bez szczególnie dużego obciążenia lub urazu nie może dojść do ich zużycia. Podłożem zmian zwyrodnieniowych jest proces degradacji chrząstki stawowej. Chrząstka stawowa jest naturalnym amortyzatorem w przenoszeniu obciążeń wzdłuż osi stawu. Jej idealnie gładka powierzchnia pozwala na sprawne i płynne wykonywanie ruchów w stawach.

    Chrząstkę stawową charakteryzuje wysoce wyspecjalizowane utkanie włókien kolagenu: przy powierzchni stawowej są one ułożone równolegle do osi szpary stawowej a następnie prostopadle wnikają do warstw pośredniej i głębokiej chrząstki. Włókna kolagenu przecinają w różnych kierunkach długie nici kwasu hialuronowego, które stanowią miejsce przyczepu proteoglikanów. Proteoglikany skupiają wokół rdzenia białkowego łańcuchy glikozaminoglikanów. Zbudowana w ten sposób macierz otacza komórki chrzęstne - chondrocyty, które są jedynym żywym elementem tkanki chrzęstnej i miejscem syntezy wszystkich elementów macierzy. Komórki - chondrocyty - zajmują tylko 5% objętości chrząstki. Chrząstka szklista, pokrywająca powierzchnie stawowe, nie jest unerwiona, nie ma naczyń krwionośnych ani limfatycznych. Substrat do syntezy składników macierzy - glukoza - przenika do błony maziowej przez płyn stawowy, a następnie dyfunduje do chondrocytu. Warunkiem sprawnego odżywiania chondrocytu jest wydolna maziówka, sprawny przepływ przez płyn stawowy i niezaburzona dyfuzja do komórki. Chondrocyt jest wyposażony we wszystkie enzymy potrzebne do syntezy składników chrząstki, jak i ich degradacji. Różne bodźce oddziałujące na chrząstkę stawową, np. mechaniczne, immunologiczne czy toksyczne powodują uwalnianie z chondrocytów tych enzymów (metaloproteinaz) wraz z ich inhibitorami. W przypadku przewagi aktywności enzymu chondrolitycznego nad jego inhibitorem zostaje zapoczątkowane niekontrolowane niszczenie (degradacja) chrząstki stawowej.

    Początkowym etapem choroby zwyrodnieniowej stawów, zainicjowanym przez zmianę mikrośrodowiska chondrocyta, jest mitoza chondrocyta ze zwiększoną syntezą proteoglikanów i kolagenu typu II (podstawowych elementów chrząstki). Drugim etapem jest intensyfikacja syntezy tkanki kostnej przez osteoblasty w warstwie podchrzęstnej kości. Z etapem tym wiąże się zmniejszenie elastyczności kości i występowanie mikrozłamań, których następstwem jest pojawianie się kostniny powodującej dalsze zmniejszenie elastyczności kości, dalsze mikrozłamania etc. Trzeci etap to metaplazja obwodowych komórek błony maziowej powodująca tworzenie osteochondrofitów. W następnym -czwartym - etapie w warstwie kości położonej pod warstwą podchrzęstną tworzą się torbiele rzekome, które są skutkiem wtłoczenia płynu stawowego do zrębu kości przez szczeliny w chrząstce szklistej i wtórnej (odczynowej) reakcji fibroblastów i osteoblastów na płyn stawowy.

    Zejściem tych wszystkich zjawisk są zmiany morfologiczne stawu - chropowacenie i ubytki powierzchni chrząstki szklistej, pofałdowania i nierówności, powstawanie płytkich a następnie coraz większych owrzodzeń, potem zaś rozlanych obszarów ubytku powierzchni chrząstki. Dochodzi do proliferacji kości, torebki stawowej, ścięgien, chrząstki i błony maziowej, czyli wszystkich elementów strukturalnych stawu. Ta przebudowa ruchomych stawów skutkuje przemieszczeniem i utratą powierzchni nośnej stawu i rozbudową wszystkich struktur kostnych na brzegach stawów i w miejscach odsłoniętych powierzchni stawowych. Proliferacji maziówki towarzyszy zwykle stan zapalny. Wyrazem kliniczny tych patologicznych zmian są ból, sztywność, postępująca deformacja i niestabilność stawów, podwichnięcia i przykurcze mięśni. W leczeniu, poza odciążeniem zajętych stawów, gimnastyką, fizykoterapią, lekami przeciwbólowymi i przeciwzapalnymi stosuje się preparaty mogące poprawić stan chrząstki stawowej - chondroitynę i glukozaminę.
    Zastosowanie glukozaminy w leczeniu osteoartrozy
    W wyniku dotychczasowego doświadczenia klinicznego i badań nad lekami spowalniającymi postęp choroby zwyrodnieniowej stawów ostały się dwa: siarczan chondroityny i siarczan glukozaminy.

    Glukozamina to aminocukier występujący naturalnie w organizmie ludzkim i wchodzący w skład macierzy chrząstki stawowej. Jest ona niezbędna do budowy glikozaminoglikanów. Glukozamina jest także naturalnym składnikiem diety, jednak przeciętna dieta zawiera jej niewiele. Najbogatszym źródłem glukozaminy są raki, krewetki, homary, kraby, i morskie małże. O ile zdrowe osoby nie muszą uzupełniać glukozaminy, to jej podawanie w chorobie zwyrodnieniowej stawów wydaje się uzasadnione.

    Glukozamina występuje w kilku postaciach. Jedyną jej formą, której skuteczność wykazano w badaniach klinicznych jest siarczan glukozaminy, stąd jest to forma preferowana przez producentów leku. Siarczan glukozaminy może być stabilizowany solami sodu lub potasu. Obecność sodu w preparacie może mieć znaczenie w przypadku leczenia osób obciążonych chorobami układu krążenia, w których zaleca się ograniczenie spożycia sodu nadciśnienie tętnicze, niewydolność krążenia).

    Glukozamina jest substancją o dużej biodostępności - 98% przyjętej doustnie substancji wchłania się do krwi. Poza stymulacją przez glukozaminę syntezy proteoglikanów istotną rolę odgrywa grupa siarczanowa, gdyż ułatwienie wbudowania siarki do tkanki chrzęstnej potęguje efekt terapeutyczny glukozaminy. Pobudzenie przez siarczan glukozaminy tworzenia składników macierzy tkanki chrzęstnej sprzyja procesom naprawczym w tej tkance. Klinicznie objawia się to zmniejszeniem bólu stawów i usprawnieniem ruchu w stawach.
    Podsumowanie

    1. Choroba zwyrodnieniowa stawów występuje powszechnie, ma charakter przewlekły ze skłonnością do progresji zmian chorobowych.
    2. Każda metoda terapii, pozwalająca na częściową choćby regenerację chrząstki stawowej i spowalniająca progresję choroby zwyrodnieniowej zasługuje na szczególną uwagę.
    3. Siarczan glukozaminy ma poparte randomizowanymi badaniami klinicznymi właściwości łagodzenia bólu, poprawy funkcji stawów i zmniejszenia postępu zmian zwyrodnieniowych. Badania na większych grupach pacjentów, spełniające wymogi wartościowych badań klinicznych są w toku.
    4. Siarczan glukozaminy jest naturalnym suplementem diety, ma bardzo dobry profil bezpieczeństwa i praktycznie nie powoduje istotnych objawów ubocznych. Jedynie pacjenci z cukrzycą powinni być poddani dokładniejszej kontroli w czasie leczenia glukozaminą.
    5. Siarczan glukozaminy nie wchodzi w istotne interakcje z innymi lekami Może chronić przed niekorzystnym wpływem na chrząstkę niektórych leków przeciwzapalnych. U osób leczonych diuretykami może zaistnieć konieczność podawania większej dawki glukozaminy, gdyż jest ona wydalana z moczem.
    piątek, 01 maja 2009
    Sauna kobiety w ciąży

    Czy sauna może zaszkodzić dziecku?

    Badania wykazują,  że podwyższenie temperatury wewnątrz ciała powyżej 2°C  może zaszkodzić dziecku. Temperatura ciała nie powinna wzrastać powyżej 38.9 °C .  Jednak w saunie to nie grozi.

    O ile bowiem skóra ogrzewa się nawet o kilka stopni, temperatura wewnątrz ciała wzrasta jedynie o 0.5-1.5°C przy pobycie w saunie trwającym od 10-30 minut w temperaturze od 70-100°C. Takie podwyższenie temperatury utrzymuje się od 10-30 minut.

    Po pobycie w saunie dziecko ma lekko podwyższone tętno oraz przez pewien czas staje się bardziej ruchliwe. 
     
    Dużo bardziej należy uważać z gorącymi kąpielami, które już znacznie potrafią podwyższyć temperaturę ciała, głównie przez zablokowanie naszego podstawowego systemu termoregulacji - pocenia się.

    Okresem w którym nie polecałbym chodzenia do sauny, lub przynajmniej znacznego skrócenia wizyt jest pierwszy trymestr. Istnieją badania wskazujące iż ryzyko pojawienia się wad płodu wzrasta u kobiet które
    zażywały w pierwszym trymestrze gorących kąpieli, lub chodziły do sauny.

    Co ciekawe, w Finlandii, gdzie w zasadzie kobiety nie rezygnują z sauny w czasie ciąży, ryzyko wad u płodu jest mniejsze w stosunku do innych krajów.  Jednakże kobiety w ciąży przebywają w saunie około kilkunastu minut, i wykazują tendencję skracania tego czasu w trakcie ciąży.


    Czy sauna może przyspieszyć poród?

    Powszechna jest opinia, że sauna może przyspieszyć poród lub nawet spowodować poronienie. Znana jest stara ludowa metoda na pozbycie się niechcianej ciąży - długa gorąca kąpiel.

    O ile faktycznie, hipertermia, czyli znaczne podwyższenie temperatury może spowodować poronienie we wczesnym okresie ciąży, to, jak pisałem wyżej, sauna nie podnosi aż tak bardzo temperatury ciała aby stała się zagrożeniem.

    W trzecim trymestrze wiele matek obawia się przyspieszenia akcji porodowej. Intuicyjne obawiają się zbytniego rozluźnienia w saunie, które jakoby ma spowodować przyspieszony poród.

    Pod tym kątem przebadano 23 zdrowe kobiety będące w 36-27 miesiącu ciąży. Wszystkie urodziły w terminie, i nic nie wskazywało na fakt, aby przebywanie w saunie miało przyspieszyć skurcze porodowe.

    Korzyści z sauny w ciąży.

    Jest ich wiele. Po pierwsze relaks i odprężenie, których znaczenie często się nie docenia. Zrelaksowany organizm jest dużo sprawniejszy, układ odpornościowy, podstawa naszego zdrowia zaczyna sprawniej pracować. Po pobycie w saunie zwiększa się aktywność komórek odpornościowych. Dla zdrowia dziecka i matki jest to podstawa.
    Pobyt w saunie pomaga wspomaga wydalanie z organizmu produktów przemiany materii i toksyn, zarówno przez nasilone pocenie się, jak i przez polepszenie ukrwienia.
    Sauna pozwala także rozluźnić napięte mięśnie i poradzić sobie z bólami pleców tak uciążliwymi w trzecim trymestrze. Szczególnie jeżeli pobyt w saunie połączy się z pobytem na basenie.

    Hartowanie.

    Aby zwiększyć korzyści płynące z przebywania w saunie można zaczerpnąć z doświadczeń księdza Knieppa i delikatnie pobudzać i hartować ciało. Lepiej pobyt w saunie podzielić na 3 krótkie etapy po których schładza się ciało.
    Ważne jest, aby schładzanie to było przyjemne. Zaczyna się od nóg i rąk. Można stosować także prysznice naprzemienne chłodne z ciepłymi, aż w ciągu kolejnych wizyt w saunie prysznice te przestaną być szokiem dla ciała i staną się przyjemnością.
    Na początku lepiej nacierać ciało zimną lub chłodną wodą niż wskakiwać wprost pod prysznic lub do basenu z zimną wodą.
    Hartowanie doskonale pobudza ukrwienie i mobilizuje układ odpornościowy.

    Pierwszy trymestr, rozpoczynanie sauny w ciąży.

    O ile, jak na to wskazują badania, kobieta która regularnie uczęszczała do sauny, nie musi przerywać tego nawyku w momencie zajścia w ciążę, o tyle rozpoczynanie odwiedzin w saunie po dłuższej przerwie, w czasie pierwszego trymestru jest bardzo ryzykowne. Organizm  i tak musi przyzwyczaić się do zbyt wielu zmian. Ponadto, wzbudzając aktywność układu odpornościowego, sauna może wyzwolić reakcje na zadawnione, niedoleczone choroby – coś co naturopaci często określają mianem „kryzysu ozdrowieńczego” - co może skutkować grypopodobnymi objawami. Gwałtowne zmiany w tym okresie, bardziej niż w kolejnych dwóch trymestrach,  mogą powodować uszkodzenie płodu lub utratę ciąży.

    Jeżeli już rozpoczynać saunę w ciąży, to najwcześniej w drugim trymestrze i stopniowo, powoli przyzwyczajając organizm. Poczynając od kilku minut. 




    Na co uważać?

    Sauna jest bezpieczna dla zdrowych osób. Chociaż badania wykazują korzystne, a nawet lecznicze działanie w przypadku wielu schorzeń, należy tu zachować szczególną ostrożność.
    Kobiety w ciąży powinny skonsultować się z lekarzem prowadzącym. Chociaż wątpliwe jest aby lekarz ten wyraził zgodę na uczęszczanie do sauny ze względu na mocno osadzony u nas pogląd o szkodliwości tejże, kobieta powinna upewnić się, że jej ciąża przebiega bezproblemowo, jeżeli zamierza samodzielnie podjąć decyzję o chodzeniu do sauny.

    Ważne jest aby sauna była czysta, a powietrze wolne od zapachu stęchlizny lub innego wskazującego na możliwość obecności bakterii.

    Atmosfera w saunie powinna sprawiać przyjemność. Finowie nazywają to "loyly", czyli jakością powietrza, odpowiednią wilgotnością, temperaturą, zapachem, słowem - "ogólnym, trudnym do uściślenia,  wrażeniem przebywania w saunie". Obawiam się, że rozpracowywanie "dobrego loyly" mogłoby zająć kilka artykułów.

    Kobieta w ciąży powinna raczej ograniczyć silne stresy dla organizmu, a więc nie wskakiwać do zimnego basenu lub brać lodowaty prysznic po spędzeniu 20 minut w gorącej saunie.

    I na zimne dmuchając - w pierwszym trymestrze skrócić pobyt w saunie do kilku minut.

    Środki ratunkowe przy bardzo ciężkich stanach pacjenta.

    1) okłady z prześcieradeł nasączonych olejem lnianym

    2) werandowanie chorej osoby na słońcu (to jeden z istotnych elementów
    terapii dr Budwig)

    3) lewatywy odżywcze z pasty (olej lniany + twarożek)

    4) sok z buraków, marchewki, selera w stosunku 3:1:1 ( wlewany chorej osobie do ust po łyżeczce, a także w lewatywie) na przemian z szampanem

    5) transfer factor plus i transfer factor rozpuszczany w łyżeczce płynu i wlewany do ust, ze względu na małą wydajność organów wydalniczych w obecnym stanie, narazie 3 x dz. po 1 kapsułce Transfer Factor Plus, zwiększając co 2-3 dni dawke o kolejne 3 kapsułki,

    6) jeśli pacjent nie może pić, konieczna jest kroplówka nawadniająca organizm (ale nie odżywiająca)

    7) lewatywy oczyszczające, np. z kawy wg dra Gersona

     Dajemy trzy czubate łyżki stołowe mielonej kawy na kwarte [ok. 1 l], gotujemy przez trzy minuty, zmiejszamy ogien i zaparzamy nie dopuszczajac do wrzenia przez 10 do 20 minut, po czym stosujemy w temperaturze ciała.

    Glukoza JEDYNYM paliwem dla nowotworów złośliwych
    Naukowcy z R-Biopharm AG z Niemiec pod wodzą 42-letniego dr. Johannesa Coy'a odkryli niedawno, że nowotwory złośliwe, dające przerzuty, nie pozyskują energii z reakcji spalania, tak jak zdrowe komórki (które spalają weglowodany do dwutlenku węgla i wody) ale z FERMENTACJI!

     

    Otóż komórki złośliwych nowowtorów fermentują glukozę, z której w wyniku fermentacji powstaje kwas mlekowy. Sam fakt fermentacji glukozy jest znany już medycynie, ponieważ w przypadku niedoboru tlenu, komórki mają możliwość włączenia "trybu awaryjnego" czyli rozpoczęcia fermentacji alkoholowej w celu pozyskania energii. Tak dzieje się często np. w czasie intensywnych treningów.

     

    Odkryciem naukowców z Darmstadt jest wskazanie, iż w przypadku złośliwych nowotworów, fermentacja nie jest "trybem awaryjnym" ze względu na niedobór tlenu. Okazuje się bowiem, że nawet w obecności tlenu komórki złośliwych nowotworów fermentują, a nie spalają glukozę!

     

    Dla osób interesujących się medycyną naturalną odkrycie naukowców z R-Biopharm AG nie jest rewolucyjne, bowiem wiedzą one już od dawna, że glukoza to paliwo dla raka. Takie zdanie mieli przecież wcześniej wybitni inni naukowcy: dr Johanna Budwig , Otto Warburg (Noblista)... Teraz jednak naukowcy z Darmstadt wykazali, że glukoza to JEDYNE paliwo, na jakim komórki zośliwego nowotwora mogą się rozwijać.

     

    Niewątpliwie dla akademickiej medycyny to odkrycie rewolucyjne. Naukowcy opisali mechanizm, z którego wynika, że z chwilą odcięcia dostaw glukozy do złośliwego nowotwora, nowotwór ginie!

     

    Autorzy informacji prasowej R-Biopharm AG konkludują swoje przypuszczenia odnośnie znaczenia tego odkrycia:
    "(...) Ale i pacjenci z nowotworami, które fermentują glukozę mogą odegrać aktywną rolę w chronieniu się przed tymi agresywnymi guzami. Na przebieg choroby oraz jakosć życia chorego może wpłynąć zmiana diety. Ponieważ nowotwory te są nie tylko zależne od dostaw glukozy ale do tego nie są w stanie wykorzystać tłuszczów jako źródła energii, stąd niskoglukozowa i niskowęglowodanowa dieta bogata w oleje i proteiny może uczynić życie nowotworowi znacznie trudniejszym. "

    Przypomnę, że dieta dr Budwig, którą promujemy w Primanaturze to dieta, która spełnia powyższe warunki.

    O walce z chorobą Alzheimera

     
    1 , 2